Przejdź do głównej zawartości

Styczniowy stosik, czyli fantastyka króluje

Początek roku okazał się obfity w bardzo dobre książki. Mam nadzieję, że to zapowiedź całego udanego roku! Jak widać na zdjęciu, królowała przede wszystkim fantastyka, ale znalazło się miejsce również dla innych gatunków. Całość prezentuje się tak:


A teraz przejdźmy już do konkretów. Na początek dwie cegły, w których zagłębianie się zajęło mi wprawdzie sporo czasu, ale nic nie szkodzi - było bardzo satysfakcjonujące. Dom z liści Marka Z. Danielewskiego (recenzja) okazał się książka wyjątkową nie tylko pod względem treści, ale i formy, jedynej w swoim rodzaju. Natomiast Rybak znad Morza Wewnętrznego Ursuli Le Guin stanowi uzupełnienie dwóch innych kobyłek zasilających moje półki (Ziemiomorze, Sześć światów Hain). Czekałam na niego z utęsknieniem od listopada i nareszcie dotarł! Recenzja wkrótce :)


Kolejne fantastyczne zdobycze, nieco skromniejsze objętościowo od powyższych to:
  • Człowiek, który spadł na ziemię Waltera Tevisa - kolejny tom z cyklu Artefakty. Jestem jej bardzo ciekawa, zwłaszcza, że autor przekonał mnie do siebie już w Przedrzeźniaczu (recenzja).
  • Piąta pora roku N.K. Jemisin (recenzja) to z kolei świeże spojrzenie na postapokalipsę.
  • Historia twojego życia Teda Chianga - początkowo nie byłam przekonana do tego zbioru, ale zmieniłam zdanie, gdy okazało się, że na podstawie tytułowego opowiadania powstał film Nowy początek, który bardzo mi się spodobał.
  • Rok szczura. Świeca Olgi Gromyko to z kolei zakończenie przygody z Ryską, Alkiem i Żarek. Bardzo udane i bardzo w stylu autorki (recenzja), choć i tak wolę jej powieści ze świata Belorii.


Wychodzę z założenia, że o wikingach nigdy dość i dlatego nie dość, że nadrabiam aktualnie drugi sezon The Vikings to postanowiłam sięgnąć po Moce wikingów Władysława Duczko. Lektura jeszcze przede mną i mam nadzieję, że się nie rozczaruję.


A tutaj mamy dwie książki, tak różne od siebie jak tylko jest to możliwe. Po lewej stronie Siedem spódnic Alicji Joanny Jurgały-Jureczki (recenzja), którą objęłam patronatem medialnym, a po prawej jedyny w swoim rodzaju mistyczny porno-gastro thriller, czyli Młyn na mumię Petra Stancika (recenzja).


Wiem, że chwalę się do znudzenia, ale nie mogę się napatrzyć ;)


Styczeń okazał się też dosyć obfity w ebooki, z czego mój Kindle zdecydowanie się ucieszył. I tak zasiliły go:
  • Czerwone światło hańby, Graham Masterton
  • Twarz w tłumie, Stephen King i Stewart O'Nan
  • Na skraju nocy, Paweł Jaszczuk
  • Filary Ziemi, Ken Follet
Widzicie coś, co zapowiada się wyjątkowo apetycznie? A może wręcz przeciwnie?

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele