Przejdź do głównej zawartości

"Dom z liści" Mark Z. Danielewski

Mamy dopiero styczeń, a już trafiłam na książkę, którą z pełnym przekonaniem mogę okrzyknąć najbardziej niezwykłą i oryginalną lekturą tego roku, a i pewnie jedyną w swoim rodzaju w ogóle. I to pod niemal każdym względem - fabuły, stylu i sposobu wydania. Dom z liści to jedna z takich pozycji, obok których nie da się przejść obojętnie, wielu zachwyci, innych pewnie odrzuci, zdecydowanie jednak wzbudza wiele emocji i wymyka się łatwej, jednoznacznej ocenie.

Zacznijmy po kolei, czyli od fabuły. Johnny Wagabunda (ukłony w stronę tłumacza za świetny pomysł na przełożenie nazwiska – w oryginale występuje Johnny Truant), pracownik salonu tatuażu, na co dzień spędzający czas na imprezach i podrywaniu kolejnych dziewczyn, wprowadza się do mieszkania, które stoi puste po dosyć tajemniczej śmierci poprzedniego lokatora, starszego, niewidomego mężczyzny nazwiskiem Zampano. W ręce Johnny’ego trafia nieukończone dzieło życia staruszka – notatki poświęcone kontrowersyjnemu filmowi dokumentalnemu Relacja Navidsona. Pod wpływem ich lektury Wagabunda postanawia dokończyć to, co rozpoczął Zampano, przez co wkracza na ścieżkę, z której nie ma już odwrotu.

Pozornie wszystko jest jasne i czytelne, prawda? Okazuje się jednak, że nic nie jest tu ani oczywiste, ani klarowne, a wręcz przeciwnie. Zapiski Zampano dokumentują opinie i reakcje wszelkiej maści specjalistów, którzy po pierwsze snują rozważania, czy film przedstawia rzeczywiste wydarzenia, czy też jest bardzo zgrabnie nakręconą manipulację, a po drugie rozkładają na części pierwsze kolejne sceny, dzięki czemu nie widząc nagrania, czytelnik może doskonale wyobrazić sobie ich przebieg i bohaterów – de facto głównych bohaterów całej powieści, czyli utalentowanego i nagradzanego dziennikarza Willa Navidsona i jego rodzinę.

Navidsonowie kupują stary, lecz przytulny dom, co jest niejako symbolicznym gestem – nowe otoczenie ma im pomóc w kłopotach małżeńskich i na nowo scalić całą rodzinę. Dosyć szybko okazuje się, że budynek kryje w sobie tajemnicę przez wielkie T. Najpierw w niewytłumaczalny sposób Will odkrywa, że wymiary zewnętrzne i wewnętrzne domu różnią się od siebie, a potem w jednej ze ścian pojawia się nieistniejący na żadnych planach ciemny korytarz. Co więcej, choć początkowo mierzy on zaledwie kilka metrów, w końcu rozrasta się do nieprzeniknionych rozmiarów. Zbadanie go staje się obsesją mężczyzny, za którą będzie musiał zapłacić wysoką cenę. I nie tylko on.

Historia domu Navidsona i nakręconego przez niego filmu to teoretycznie główna oś fabuły. Gdzie jest tu miejsce na wspomnianego wcześniej Wagabundę? Okazuje się, że jest go naprawdę sporo – przepisane i częściowo uzupełnione przez niego notatki autorstwa Zampano zawierają bowiem mnóstwo odnośników i przypisów, w których Johnny opowiada własną historię i destrukcyjny wpływ, jaki ma na niego praca nad książką. Na bieżąco czytelnik śledzi więc dwie zupełnie niezwiązane ze sobą opowieści. Początkowo może być to dosyć rozpraszające, zwłaszcza gdy trafiamy na przypisy ciągnące się przez dwie-trzy strony, ale ostatecznie całość świetnie współgra.

Można by wręcz stwierdzić, że połowa (jeśli nie więcej) treści Domu z liści znajduje się właśnie w przypisach i odnośnikach, a te napisane ręką Wagabundy to jedynie niewielka ich część. Pozostałe nawiązują do innych książek i wypowiedzi (częściowo stworzonych na potrzeby powieści), lecz również motywów literackich i mitologii. Mark Z. Danielewski obficie czerpie z kultury i literatury, wzbogacając pozornie prostą historię i dodając jej całą gamę znaczeń, których odkrycie należy już do czytelnika.



Niezliczone przypisy to nie jedyny aspekt, który wyróżnia książkę pod względem stylu i edycji. Każda z trzech relacji (tekst właściwy, odnośniki autorstwa Wagabundy i Zampano) napisana jest inną czcionką, dzięki czemu znacznie łatwiej można je od siebie odróżnić i nie pogubić się w historiach, których dotyczą. To jednak nie wszystko, w chwili zagłębiania się bohaterów w ciemny korytarz, tekst odzwierciedla to, o czym czytamy – zmniejszając się bądź przecząc zasadom grawitacji. Można więc trafić na rozdziały, które wymuszają niemal nieustanne obracanie książki w różne strony, by móc nadal śledzić tekst.

Szalenie trudno jest jednoznacznie powiedzieć nie tylko o czym dokładnie opowiada powieść i jakie jest jej główne przesłanie, jak i w ogóle klarownie przyporządkować ją do konkretnego gatunku. Owszem, mamy tu elementy grozy i to dosyć solidne, nazwać ją jednak zwykłym horrorem to z jednej strony niedopowiedzenie, a z drugiej nadinterpretacja. Niektórzy określają ją oryginalną historią miłosną i coś w tym jest, ale to jedynie niewielki ułamek treści, którą dostrzegam. W równie dużym stopniu jest to powieść psychologiczna oraz opowieścią o szaleństwie i obsesji, które mogą przyjąć różne wymiary i oblicza.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam Dom z liści wśród nowości, byłam do niego bardzo sceptycznie nastawiona. Po przejrzeniu kilkunastu stron zapełnionych różnymi czcionkami i tekstem szalejącym we wszystkich możliwych kierunkach, stwierdziłam, że forma jest przekombinowana i nie jest to książka dla mnie. Przekonały mnie dopiero recenzje na zaufanych blogach (Kamil, Łukasz – dzięki Wam za to!) i teraz wiem, że wiele straciłabym przekreślając powieść Danielewskiego już na starcie. Owszem, nie jest to lektura ani łatwa, ani lekka. Wymaga skupienia i czasu, trudno jest pochłonąć ją w szybkim tempie, jak wiele innych powieści - zwykle pochłaniam książki błyskawicznie, a ta jedna towarzyszyła mi blisko tydzień. Ale warto było, choćby i za cenę wykręcenia szarych komórek i przenicowania ich na lewą stronę, dlatego bez dwóch zdań polecam, chociaż sięgniecie po nią na własną odpowiedzialność.


Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuje Księgarni Tania Książka.




Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 34 pozycje. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…