Przejdź do głównej zawartości

"Trzeba to zabić" Piotr Kulpa

Tytuł Trzeba to zabić
Seria Pan na Wisiołach
Tom 3

Autor Piotr Kulpa
Wydawnictwo Videograf 
Rok wydania 2014

Stron 376
I tak oto historia niefortunnej przeprowadzki trojga mieszczuchów do zabitych dechami Wisiołów dobiegła końca. Ostatni tom trylogii Piotra Kulpy, pod jakże uroczym i wiele mówiącym tytułem „Trzeba to zabić”, prostuje wszystkie wątki i wyjaśnia tajemnice nagromadzone w poprzednich częściach. Czy jest wystarczająco dobry, by sprostać wysokim oczekiwaniom? Nie do końca. Ale i tak warto go przeczytać.

[Spoiler! Jeśli jeszcze nie czytałeś drugiego tomu, uciekaj od razu do czwartego akapitu.]
Od wydarzeń opisanych w „Krzyku mandragory” minęło pięć lat. Tymoteusz Smuta – uznany za psychopatę i wielokrotnego mordercę - odsiaduje wyrok w zakładzie psychiatrycznym gdzieś na Pomorzu. Magda przeprowadza się do Bełchatowa, gdzie otwiera prywatną praktykę i wychowuje dzieci – nastoletniego Czarka, który niespodziewanie odzyskał głos oraz kilkuletnią Anielkę, owoc romansu z Cyganem Gajgaro. 

Niezwykłe zdolności Czarka potężnieją, są jednak niczym w porównaniu z tym, co potrafi jego ciężko chora i doświadczona przez los siostrzyczka. Będą im one potrzebne, bowiem po kilku latach względnego spokoju, zło tkwiące w Wisiołach ponownie budzi się do życia i konfrontacja z demonicznym Gajgaro i jego jeszcze bardziej upiorną ukochaną jest nieunikniona.
[Koniec spoilerów]

Zmiana scenerii oraz przesunięcie akcji w czasie było dużym zaskoczeniem i niestety nie do końca wyszło powieści na dobre. Specyficzny klimat Wisiołów był jednym z kluczowych elementów, które składały się na atmosferę strachu i niepewności, dlatego bez niego to już nie jest to samo. Jednocześnie wątki paranormalne pojawiły się z pełną mocą i w całej okazałości – duchy, telekineza, ożywianie zmarłych, wpływanie na cudzą wolę i przejmowanie ciał to główne, ale nie jedyne ich przejawy. Wzbudzają grozę, choć w nieco innym wymiarze niż wcześniej, niektóre sceny są przy tym mocno niesmaczne (jeśli nie lubicie robactwa, lepiej ograniczcie przekąski podczas lektury ). Z drugiej strony, można w pewnym momencie odczuć przesyt i zamęt, bowiem dzieje się tu chyba nieco zbyt wiele. A przynajmniej autor podał to w zbyt chaotyczny sposób.

W ogólnym rozrachunku nie jest jednak źle, głównie dzięki naprawdę dobremu warsztatowi Piotra Kulpy, który sprawia, że opowieść po prostu sama z siebie płynie i czyta się ją błyskawicznie. Sama książka też jest dobra, a wszelkie marudzenie pojawia się głównie dlatego, że wypada słabiej od dwóch poprzednich. Autor sam sobie postawił wysoko poprzeczkę i niestety jej nie dosięgnął.

A tak na marginesie, okładki całej trylogii są po prostu obłędne i jedyne w swoim rodzaju. Niby proste, lekko przerysowane, a jednocześnie przyprawiające o ciary i sprawiające, że zaczyna się odczuwać pewien niepokój. Świetnie też komponują się z treścią każdego z tomów, zwłaszcza pierwszy i trzeci, na których widzimy głównych bohaterów tej historii.

Podsumowując, mimo że ostatnia część wieńcząca „Pana na Wisiołach” jest słabsza od dwóch poprzednich, całość trzyma naprawdę bardzo wysoki poziom. Ośmielę się stwierdzić, że jest to obecnie jedna z najlepszych powieści (traktując ją jako jedną całość) grozy, jakie wyszły spod pióra polskiego autora. W moim rankingu zdetronizowała już „Czarny wygon” i „Dom na Wyrębach” Stefana Dardy, choć te przez wiele lat mocno trzymały się szczytu. Gorąco polecam wszystkim miłośnikom gatunku.

Trylogia "Pan na Wisiołach":
3. Trzeba to zabić

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Videograf

Komentarze

  1. Muszę w końcu zabrać się za tę trylogię, choć pewnie powinnam ją czytać w ciągu dnia w domu pełnym ludzi ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Do Bełchatowa!? Moje miasto :) Muszę przeczytać w takim razie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię, sama żałuję, że o Rawie jeszcze niczego nie napisali :)

      Usuń
  3. Ja już mam całą serię za sobą i bardzo się cieszę, że dałam szansę autorowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, ale już po pierwszym tomie wiedziałam, że to jest to.

      Usuń
  4. Nadal trudno mi uwierzyć, że cykl ten przebija Dardę. Czytałem bodajże Czarny Wygon i jak na nasze warunki, to była naprawdę solidna literatura grozy. Ale i Kulpę sprawdzę skoro tak zachwalasz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bądź taki nie dowiarek, zwłaszcza gdy ja Ci coś mówię :P
      A poważnie, nie da się uniknąć porównania Czarnego Wygonu i Pana na Wisiołach, bo w obydwu przypadkach mamy do czynienia z przeklętą wioską, tylko na inny sposób. Ale o ile pierwsze dwa tomy Czarnego Wygonu były świetne, o tyle Bisy to już był bardzo delikatnie mówiąc duży spadek formy autora. Natomiast Kulpa aż do końca utrzymał formę i za to zdobywa u mnie prowadzenie :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele