Przejdź do głównej zawartości

Listopadowe zdobycze, czyli błogo mi

Listopad obrodził i to nie tylko dlatego, że sama sobie sprawiłam kilka prezentów (w końcu imieniny to niezły pretekst, prawda?). Miniony miesiąc okazał się obfity nie tylko ze względu na świetne powieści, które pojawiły się na moich półkach, był również wyjątkowo "językowy".

Oto jak prezentuje się całość:


A teraz przejdźmy do szczegółów:

Kolekcja Neila Gaimana poszerzyła się o dwie kolejne zdobycze - Amerykańskich bogów oraz Nigdziebądź, pięknie komponujące się z Księgą Cmentarną i Chłopakami Anansiego. Teoretycznie miałam nie wymieniać egzemplarzy, które posiadam, ale różne wydania moich 'gaimanów' tak mnie raziły, że w końcu postawiłam na jednolitą szatę graficzną. Teraz tylko pozostaje mi upolować pasujący do nich Gwiezdny pył, choć będzie to chyba graniczyć z cudem.


Baśniowo-fantastycznie prezentują się również Michael Cunningham (Dziki łabędź i inne baśnie) oraz Brandon Sanderson (Dusza cesarza), który nie gościłby u mnie, gdyby nie pomoc Wiedźmy. Pierwszą gorąco polecam, pisałam o niej tutajdruga jeszcze przede mną, ale wiem, że czeka mnie wyśmienita lektura. 



Literatura faktu to w tym miesiącu Dzieci Norwegii Macieja Czarneckiego, czyli świetny reportaż pokazujący różne oblicza instytucji Barnevernet, o której mówi się przede wszystkim w kontekście odbierania dzieci ich rodzinom (recenzja) oraz Ginekolodzy Jurgena Thorwalda, czyli przerażająca historia rozwoju ginekologii, bardziej krwawa i przyprawiająca o ciarki niż rasowy horror (recenzja).


Kryminalno-sensacyjnie prezentują się Wyzwolona Róży Lewanowicz (niech Was nie zwiedzie kiczowata okładka rodem z romansu, bo to powieść sensacyjna o najemnikach i komandosach wplątanych w polityczne intrygi. Nie mogę przeboleć krzywdy wyrządzonej autorce książki przez grafika przygotowującego projekt graficzny) oraz drugi serii o Lipowie, czyli Więcej czerwieni Katarzyny Puzyńskiej w wersji audio.



Dzięki Agnieszce Hofmann, prowadzącej bloga Krimifantamiania, tłumaczki języka niemieckiego, trafiły do mnie dwa tomy trylogii Silver i to z cudnymi dedykacjami. Dziękuję!!!


Utrwalaniu języka angielskiego sprzyjała lektura dwóch książek należących do klasyki literatury grozy - Frankenstein oraz Strange Case of Dr Jekyll and Mr Hyde, a także ciekawa publikacja Angielski obłędnie, która przyda się nie tylko tym rozpoczynającą przygodę z językiem obcym, lecz również starym wyjadaczom, którym także zdarza się popełniać błędy.



Na koniec tradycyjne pytanie, widzicie coś, co zainteresowało Was szczególnie? Czytaliście już któreś z moich zdobyczy?


Przypominam Wam również o konkursie, w którym możecie wygrać dostęp do trzech wybranych przez siebie kursów językowych. Zadanie jest banalnie łatwe, szczegóły znajdziecie tutaj.



Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele