Przejdź do głównej zawartości

Business English Magazine nr 42/2014

Z pewnością już dawno zorientowaliście się, że bardzo lubię magazyny językowe. Tydzień temu opowiadałam Wam o bieżącym numerze "English Matters", dzisiaj przyszła kolej na "Business English Magazine", który już jest dostępny w sprzedaży.

Najnowszy numer został podzielony na dwanaście działów, w których można znaleźć dwadzieścia dwa artykuły poświęcone zarówno szeroko pojętej tematyce biznesowej, kulturze, technologii i historii. Ponad połowa z nich jest także dostępna w formie plików MP3, które można pobrać po wpisaniu specjalnego kodu na stronie magazynu.

Na rozgrzewkę w dziale In Brief dostajemy dwa króciutkie teksty. Pierwszy dotyczy niemal dwutygodniowym pobycie pracowników pewnej chińskiej korporacji w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Z kolei drugi przybliża nowy, nieco zaskakujący dział rozrywki - telewizję dla... psów.


Tym razem najbardziej spodobały mi się artykuły z trzech działów - International, Business Trends oraz Money. W tekście "Export Six Appeal" Janet Sandford przygląda się bliżej bieżącej polityki dotyczącej eksportu w Niemczech oraz nowych potencjalnych partnerach biznesowych dla naszych zachodnich sąsiadów (na liście Polski brak, co właściwie nie dziwi). 

Zastanawialiście się czasem, jak wygląda prawo własności w Szkocji i dlaczego ponad połowa ziemi jest w rękach zaledwie 500 ludzi? Wyjaśnia to tekst "Who Owns Scotland". Poznacie w nim także najważniejszych szkockich arystokratów oraz zagranicznych inwestorów, którzy mieli ambicje zmienić się w ziemskich posiadaczy, ale niewiele z tego wyszło.

Z dużym zainteresowaniem przeczytałam także artykuł "A Tiffin Revolution" na temat prostego w zamyśle, a jednocześnie pozornie niewykonalnego logistycznie biznesu żywnościowego w Bombaju. Codziennie setki tysięcy pracowników otrzymuje poprzez specjalnych kurierów domowe posiłki w trakcie przerwy na lunch. Okazuje się, że Zachód jeszcze wiele musi się nauczyć w kwestiach organizacyjnych.

W dziale Business Trends mole książkowe znajdą coś w sam raz dla siebie - porównanie książki tradycyjnej i elektronicznej, czyli "E-books Versus P-books". Innym ciekawym artykułem z tej sekcji jest "Why Celebrity Chefs Never Go Hungry", w którym na tapetę zostali wzięci tak popularni obecnie czołowi szefowie kuchni robiący karierę w telewizyjnych show.

Podejrzewam, że nie mielibyście problemów z wymienieniem kilku najbogatszych ludzi świata. Carlos Slim czy Bill Gates prawie nikomu nie sprawią problemów. Jednak nie o nich opowiada tekst Daniela Sandforda, a o czołówce największych bogaczy sprzed stu lat. W "Rich List - 1914" znajdziecie nie tylko cara Mikołaja II, ale również Johna Rockefellera czy Henry'ego Forda.

Z kolei temat z okładki to dwa artykuły przybliżające temat tzw. rajów podatkowych, czyli ziemi obiecanej dla tych, którzy szukają sposobu, by dać pstryczka w nos fiskusowi ("To have or have not" oraz "Some Secret - and Not-So-Secret - Stashers").

To zaledwie kilka z ponad dwudziestu artykułów, jakie znajdziecie w bieżącym numerze. Do każdego tekstu dołączony jest słowniczek zawierający tłumaczenie trudniejszych zwrotów. Przyjemnym zaskoczeniem jest poszerzenie go o zapis fonetyczny, na którego brak narzekałam przy okazji omawiania poprzednich numerów magazynu.

A ostatnią zaletą bieżącego numeru jest możliwość pobrania ze strony magazynu liczącego 28 stron dodatku "Most Popular Business Terms, Phrases and Abbreviation". 

Podsumowując, "Business English Magazine" staje się coraz lepszy i po raz kolejny jego lektura sprawiła mi wiele satysfakcji, a jednocześnie dostarczyła materiału do wysilenia szarych komórek. Serdecznie polecam jako urozmaicenie nauki osobom na poziomie zaawansowanym, w szczególności zainteresowanym językiem biznesu.


Za egzemplarz magazynu serdecznie dziękuję wydawnictwu Colorful Media

Komentarze

  1. Ja czytam tylko English Matters. Tutaj poziom byłby dla mnie za wysoki

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się jednak nie skuszę, za słabo u mnie z angielskim ;d

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostanie na razie przy English Matters i sięgam teraz po włoski i niemiecki.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele