"Lokatorka Wildfell Hall" Anne Bronte

Twórczość sióstr 7 nie bez przyczyny należy do klasyki literatury brytyjskiej. Najsłynniejsze są powieści Charlotte, jak choćby Dziwne losy Jane EireVillette czy Shirley, nie mniej znane są również Wichrowe Wzgórza napisane przez Emily. Zdawać by się mogło, że współcześnie proza Anne stoi w cieniu tego, co wyszło spod pióra jej sióstr. I to zupełnie niesłusznie, bowiem Lokatorka Wildfell Hall jej autorstwa to powieść zdecydowanie nie tylko warta lektury, ale i wyjątkowa pod wieloma względami. 



Pozornie mamy do czynienia z dość klasyczną opowieścią, nasuwającą skojarzenia z powieściami pozostałych sióstr Bronte, czy też Jane Austen. Do opuszczonego dworu Wildfell Hall wprowadza się nowa lokatorka, pani Graham. Jest wdową, a towarzyszy jej kilkuletni synek i jedna stara służąca. Kobieta jest młoda i oszałamiająco piękna, ale też wyraźnie stroni od nawiązywania bliskich kontaktów z sąsiadami. Im bardziej jest jednak tajemnicza, tym bardziej pobudza wyobraźnię okolicznych mieszkańców, a wkrótce staje się obiektem plotek i oszczerstw. Dobrego imienia pani Graham broni jedynie zauroczony nią Gilbert Markham, jednak nawet on nie zna tajemniczej przeszłości ślicznej wdowy. Jakie sekrety skrywa kobieta i co przywiodło ją na prowincję, gdzie zdaje się przed kimś ukrywać? 

 

Na pierwszy rzut oka Lokatorka Wildfell Hall może wydawać się klasycznym romansem, którego akcja rozgrywa się w jakże uroczych i klimatycznych realiach XIX-wiecznej Anglii. Nic bardziej mylnego. Powieść kryje w sobie znacznie więcej i nie bez powodu wywołała kontrowersje w czasach, gdy została wydana po raz pierwszy.  

 

Śmiem twierdzić, że Helen Graham to jedna z najlepiej wykreowanych kobiecych postaci swojej epoki. Inteligentna, twardo stąpająca po ziemi, nie boi się ani iść za głosem serca, ani też złamać własnych przekonań. Wychodzi za mąż z miłości, lecz wbrew namowom ze strony bliskich i bardzo szybko przekonuje się, że to co uznała za największe szczęście, jest tak naprawdę najgorszym koszmarem. Wtedy też nie waha się, by ponownie zawalczyć o siebie i bezpieczeństwo swojego dziecka. Nie dbając o to, co sądzi o niej opinia publiczna, a stawiając na pierwszym miejscu własny spokój i szczęście, przypomina bardziej współczesne bohaterki niż te rodem z innych powieści z epoki. 

 

Anne Bronte poruszyła Lokatorce... różnorodne kwestie, od małżeństw z rozsądku poczynając a na problemie alkoholizmu i przemocy domowej kończąc. Jest to chyba najstarsza (biorąc pod uwagę datę napisania i wydania) książka, jaką czytałam, która przedstawia te kwestie nie za pomocą niedopowiedzeń, a zupełnie wprost. Autorka pokazuje, jak nałóg potrafi doprowadzić do upadku alkoholika, a do rozpadu całą rodzinę oraz jak niewiele w przypadku nieszczęśliwego małżeństwa miała wówczas do powiedzenia żona. 

 

Akcja powieści toczy się niespiesznie, czasem wręcz zbyt powoli, a jednak warto przebrnąć przez tych kilka sennych fragmentów, ponieważ całość wciąga i zapada w pamięci. Jest to zdecydowanie pozycja warta uwagi i to nie tylko dla miłośników klasyki. 


Recenzja napisana dla portalu Duże Ka.


Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)

Komentarze