Przejdź do głównej zawartości

Dlaczego doba ma tylko 24 godziny, czyli zdobycze listopadowe

Za oknem buro i nieprzyjemnie, listopad dał nam popalić. A jednak nie było tak do końca źle, zdobycze książkowe rekompensują mi wszystkie pogodowe niedogodności. Gdyby tylko doba chciała się rozszerzyć!

Całość prezentuje się tak:



Imieniny to strasznie fajna sprawa! Trylogia Maksa Czornyja zapowiada się świetnie! Jeszcze raz dziękuję za cudny prezent! :*


Mam zamiar nadrobić nieco reportaże z Czarnego, zwłaszcza że takie pyszności ukazały się w ostatnich tygodniach: Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji, Wyhoduj sobie wolność. Reportaże z Urugwaju oraz Buran. Kirgiz wraca na koń. Na Kindle'a trafiły jeszcze Laleczki skazańców z tej samej serii, ale skleroza nie pozwoliła mi ich uwiecznić na zdjęciu.


W klimatach japońskich będę się zaczytywała dzięki dwóm nowościom z Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego: Człowiekowi Yakuzy oraz Yurei. Niesamowitym duchom w kulturze japońskiej.


Fantastyczna klasyka też prezentuje się zacnie. Tym razem w postaci Ursuli LeGuin i Tolkiena. Cegiełka Wracać wciąż do domu musi jeszcze trochę poczekać, ale Dzieci Hurina już za mną.


Nie mogło oczywiście zabraknąć Mistrza. Upolowany za przyzwoite pieniądze Sztorm stulecia zastąpił kupioną jakiś czas temu nówkę (to wydanie jest znacznie lepsze), a o wrażeniach z lektury Uniesienia mogliście przeczytać kilka dni temu.


Dalej mamy gatunkowy misz-masz: Ocean na końcu drogi Gaimana (miodzio!), Zmierzch Tudorów Gregory (miodzio!) oraz Rzeźników i lekarzy (jeszcze zobaczymy).


I wreszcie komiksy. Tutaj winnych wydatków jest dwóch osobników, którzy powinni bić się w piersi! Piękna ciemność jest świetna! Połączenie makabry i uroczej kreski to kombinacja jedyna w swoim rodzaju, a Ludzie Północy dają radę podobnie jak i pierwszy tom.


Plemię sów jeszcze przede mną, ale za to Ku twej wieczności ponownie okazało się świetną lekturą!


Zbieranie Mrocznej Wieży w wersji komiksowej zaczęłam od mocno niewłaściwej strony, bo ostatnich tomów. Kreska w środku tak średnio przypadła mi do gustu, ale King to King, więc i tak zdobędę wszystkie ;)


W przerwach w słuchawkach tymczasem podsłuchuję sobie Czarownice nie płoną. W minionych miesiącach jest mnie tu znacznie mniej, pojawiam się z doskoku, ale nie dlatego, że tracę zapał, a po prostu obowiązków przybyło w liczbie mocno nadprogramowej i nieprzewidzianej. Jeśli więc czasem nie odpowiadam na komentarze to nie znaczy, że je ignoruję - nadrobię w weekend :) Dziękuję, że tu jesteście i mam nadzieję, że nigdzie się nie wybieracie! A teraz podzielcie się swoimi listopadowymi wrażeniami :)

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele