Przejdź do głównej zawartości

"Duch zagłady" Graham Masterton

Duch zagłady to trzecia z kolei odsłona nierównej walki amerykańskiego jasnowidza, Harry’ego Erskine’a z opętanym żądzą zemsty duchem indiańskiego szamana, Misquamacusa. Będzie krwawo i brutalnie, a białym mieszkańcom Ameryki przyjdzie gorzko żałować, że ich przodkowie postanowili szukać szczęścia w Nowym Świecie.


Zaczyna się niczym u Hitchcocka, trzęsieniem ziemi. Wprawdzie niedosłownym, ale osoby, u których opowieści o duchach wywołują ciarki, będą mieć zapewnione mocne emocje. W różnych częściach kraju mają miejsce wypadki, w których przyczynach i przebiegu próżno dopatrywać się logicznego uzasadnienia. W pewnym mieszkaniu w Nowym Jorku wszystkie meble same wędrują ku jednej ze ścian, w komisie należącym do pewnego Indianina samochody nagle zaczynają wzajemnie się miażdżyć, a pewne miasteczko dosłowni znika z powierzchni ziemi, gdy znajdują się w nim zabudowania zapadają się pod ziemię, bądź też same przesuwają się w nieznanym kierunku. Każde z tych wydarzeń ma dwa punktu wspólne – brutalnie okaleczone zwłoki i tajemniczy, mroczny cień.

Tym razem Misquamacus nie rozmienia się na drobne. Powraca jeszcze potężniejszy i z pełną mocą wprowadza w życie plan zemsty totalnej. Pragnie, by biali surowo zapłacili za każdą zbrodnię popełnioną na jego pobratymcach i na przyrodzie. Jedynie Erskine zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i prawdziwych przyczyn szalejącego kataklizmu. Czy jednak ktokolwiek uwierzy samozwańczemu jasnowidzowi?

Z racji tego, że Duch zagłady jest już kolejnym tomem cyklu, nie sposób uniknąć porównania go do dwóch poprzednich. W porównaniu z nimi jest najbardziej rozbudowany fabularnie, o ile się nie mylę jest też najpotężniejszą objętościowo pozycją w całym cyklu. Odniosłam także wrażenie, że dawka przemocy i brutalnych opisów, które z pewnością nie są przeznaczone dla ludzi o delikatnych żołądkach (opis wyciągania genitaliów przez jamę ustną do najprzyjemniejszych raczej nie należy), także jest tutaj bardziej obfita. Obrazowego oddziaływania na wyobraźnię czytelnika nie można więc autorowi odmówić. Inną kwestią pozostaje, że część z owych opisów zakrawa czasem na groteskę. Kto jednak ma już za sobą przynajmniej kilka powieści Mastertona, ten wie, że to punkt charakterystyczny dla jego twórczości i przez wielu traktowany jako największa zaleta.

Powieść ma jednak trzy potężne minusy. Pierwszym jest zakończenie, które - po całej rozbudowanej fabule o akcji – wypada po prostu słabo. Dalej, autor pozwala aresztantowi oskarżonemu o morderstwo na wniesienie do celi… ostrych i metalowych widelców. Wreszcie, najpotężniejszym błędem Brytyjczyka jest ożywienie postaci, którą uśmiercił na początku pierwszego tomu cyklu. Mało tego, wraca ona teraz w pełnej chwale jako jedna z głównych bohaterów.


Jednakże mimo wspomnianych potknięć całość czyta się płynnie, wręcz jednym tchem. Nie ma co się łudzić, że jest to literatura wysokich lotów, z pewnością jednak doskonale spełnia rolę wakacyjnej rozrywki. W końcu właśnie latem horrory i kryminały smakują najlepiej.

Recenzja napisana dla portalu Duże Ka.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele