wtorek, 22 sierpnia 2017

"W poszukiwaniu Czerwonego Smoka" Frédéric Bagères, Maud Lienard

Kilka miesięcy temu razem z M. zachwycałyśmy się pomysłową i zabawną książką W poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki, gdzie wraz z bohaterami, plemieniem królików, szukałyśmy w gąszczu szczegółów tytułowego, niezwykłego warzywa. Teraz pojawiła się kolejna publikacja utrzymana w podobnym stylu, W poszukiwaniu Czerwonego Smoka.

Tytułowy Czerwony Smok postanawia ruszyć w podróż dookoła świata, by odnaleźć miłość swego życia (dotąd mu jeszcze nieznaną). Opuszcza więc Księżniczkę i Rycerza, jednak regularnie wysyła im wiadomości, z których zarówno oni, jak i czytelnicy mogą dowiedzieć się o przygodach i perypetiach podróżnika.

Podczas swej wyprawy Smok przemierza zarówno rzeczywiste miejsca, jak Europę, Azję czy Oceanię (przy okazji wplatając w swe wiadomości nieco wiedzy na ich temat), jak i te legendarne bądź zmyślone, zanurza się do podwodnych królestw w poszukiwaniu Atlantydy, czy też mknie przez przestworza, w których widać m.in. egipskie bóstwa.


Nie sposób nie porównać książki ze wspomnianą wcześniej W poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki. Mimo że mają różnych autorów, mają ten sam format, styl i koncepcję, wśród zdjęć Smoka można również znaleźć nawiązanie do poszukujących swego skarbu królików. O ile w poprzedniej książce trwała podróż przez wieki, od prehistorii po czasu współczesne, o tyle teraz jest to wędrówka po kontynentach, morskich głębinach i powietrznych przestworzach. Chociaż ilustracje pełne są szczegółów, Marchewka wydawała się nieco bardziej wymagająca, a przez to lepiej absorbująca uwagę dziecka. Smoka tymczasem naprawdę łatwo jest znaleźć, a szkoda, bo dłuższe poszukiwania byłyby ciekawsze.


Nie spodobał mi się pewien szczegół świadczący może nie o ignorancji autorów, a przynajmniej mam taką nadzieję, co raczej o braku głębszej refleksji. Na jednym z obrazków Smok ma na sobie koszulkę z wizerunkiem Che Guevary i wykrzykuje: „Che jest super”. Serio? Jest szansa, że dziecko nie zwróci na to uwagi, bo szczerze mówiąc średnio wyobrażam sobie rozmowę z kilkulatkiem na temat tego, kim był Che i dlaczego wcale taki super nie był.


Podsumowując, W poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki było pozycją znacznie lepszą, choć z pewnymi zastrzeżeniami również Czerwony Smok zapewnia dziecku rozrywkę i pozwala na ćwiczenie spostrzegawczości oraz refleksu.

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...