Przejdź do głównej zawartości

"W poszukiwaniu Czerwonego Smoka" Frédéric Bagères, Maud Lienard

Kilka miesięcy temu razem z M. zachwycałyśmy się pomysłową i zabawną książką W poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki, gdzie wraz z bohaterami, plemieniem królików, szukałyśmy w gąszczu szczegółów tytułowego, niezwykłego warzywa. Teraz pojawiła się kolejna publikacja utrzymana w podobnym stylu, W poszukiwaniu Czerwonego Smoka.

Tytułowy Czerwony Smok postanawia ruszyć w podróż dookoła świata, by odnaleźć miłość swego życia (dotąd mu jeszcze nieznaną). Opuszcza więc Księżniczkę i Rycerza, jednak regularnie wysyła im wiadomości, z których zarówno oni, jak i czytelnicy mogą dowiedzieć się o przygodach i perypetiach podróżnika.

Podczas swej wyprawy Smok przemierza zarówno rzeczywiste miejsca, jak Europę, Azję czy Oceanię (przy okazji wplatając w swe wiadomości nieco wiedzy na ich temat), jak i te legendarne bądź zmyślone, zanurza się do podwodnych królestw w poszukiwaniu Atlantydy, czy też mknie przez przestworza, w których widać m.in. egipskie bóstwa.


Nie sposób nie porównać książki ze wspomnianą wcześniej W poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki. Mimo że mają różnych autorów, mają ten sam format, styl i koncepcję, wśród zdjęć Smoka można również znaleźć nawiązanie do poszukujących swego skarbu królików. O ile w poprzedniej książce trwała podróż przez wieki, od prehistorii po czasu współczesne, o tyle teraz jest to wędrówka po kontynentach, morskich głębinach i powietrznych przestworzach. Chociaż ilustracje pełne są szczegółów, Marchewka wydawała się nieco bardziej wymagająca, a przez to lepiej absorbująca uwagę dziecka. Smoka tymczasem naprawdę łatwo jest znaleźć, a szkoda, bo dłuższe poszukiwania byłyby ciekawsze.


Nie spodobał mi się pewien szczegół świadczący może nie o ignorancji autorów, a przynajmniej mam taką nadzieję, co raczej o braku głębszej refleksji. Na jednym z obrazków Smok ma na sobie koszulkę z wizerunkiem Che Guevary i wykrzykuje: „Che jest super”. Serio? Jest szansa, że dziecko nie zwróci na to uwagi, bo szczerze mówiąc średnio wyobrażam sobie rozmowę z kilkulatkiem na temat tego, kim był Che i dlaczego wcale taki super nie był.


Podsumowując, W poszukiwaniu Niebieskiej Marchewki było pozycją znacznie lepszą, choć z pewnymi zastrzeżeniami również Czerwony Smok zapewnia dziecku rozrywkę i pozwala na ćwiczenie spostrzegawczości oraz refleksu.

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele