Przejdź do głównej zawartości

Herve Tullet dla dzieci, czyli nowa seria "The Game of..."

Herve Tullet, francuski grafik, podbił serca dzieci i rodziców za sprawą nieco abstrakcyjnych, a przy tym mocno aktywizujących książeczek, takich jak Naciśnij mnie, Kolory czy 10 razy 10. Niedawno premierę miało pięć kolejnych pozycji jego autorstwa skierowanych do maluchów z serii The Game of…, mających wspomagać rozwój dziecięcą wyobraźnię, pamięć wzrokową, zmysł dotyku i obserwacji.



Gra cieni
Nasz zdecydowany faworyt całej serii. Prosta, czarno-biała książeczka, którą można świetnie wykorzystać przed pójściem spać. Wystarczy tylko… zgasić światło i sięgnąć po latarkę! Oświetlając kolejne strony, tworzymy na ścianie historię pewnych poszukiwań, która jest nieco niesamowita i sprawia dzieciakom naprawdę dużo frajdy!

 

 

Ruszaj w drogę
Pobudza zmysł dotyku i to w naprawdę ciekawy sposób. Dziecko zamyka oczy, przykłada palec do zielonej linii, której faktura różni się od reszty strony i… rusza w podróż, która trwa aż do ostatniej kartki!



Paluszkowa olimpiada
Kto z nas nie rysował buziek na palcach i nie tworzył własnych historii? Tym razem paluszkowi ludzie wyruszają na olimpiadę, na której będą skakać, pływać i zdobywać medale. Przyznaję, że o ile pomysł jest interesujący, to mnie samej akurat niespecjalnie przypadło do gustu wykonanie, natomiast dziecię me bawiło się bardzo dobrze, a o to chyba właśnie chodzi.

 

Znajdź różnice
Tytuł mówi sam za siebie, M. uwielbia tego rodzaju zadania. Tutaj niestety spotkało nas pewne rozczarowanie – ilustracje Tulleta są bardzo specyficzne, nie da się tego ukryć. Można je lubić lub wręcz przeciwnie. O ile jednak generalnie nie mam nic do nich, tak w tym przypadku były zbyt abstrakcyjne i nie podobały się ani mnie, ani Małej.



Zabawa w oczka
Tutaj również lekkie rozczarowanie. Owszem, pomysł jest ciekawy – dzieci przykładają kolejne rozłożone strony do twarzy niczym maski i wcielają się w różne postaci. Tyle tylko, że w całej książeczce jest ich zaledwie siedem, to zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę cenę okładkową.



 
Wszystkie książeczki mają sztywne, twarde kartki i zaokrąglone rogi, dlatego ze spokojnym sumieniem można dać je do oglądania nawet maluchom bez obaw, że je zniszczą lub zrobią sobie krzywdę. Są kolorowe i przykuwają uwagę charakterystycznym dla Tulleta stylem, przy czym nie wszystkie są równie dobre, jak można by tego oczekiwać. Niestety.

Za egzemplarze książeczek serdecznie dziękujemy Wydawnictwu Insignis.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele