Przejdź do głównej zawartości

"Dom bez okien" Nadia Hashimi

Nie brak na naszym rynku opowieści o muzułmańskich kobietach, maltretowanych, przymuszanych do małżeństwa, traktowanych bestialsko i okrutnie. Nie można odmówić im faktu, że poruszają problem drastyczny, jednocześnie jednak nie sposób nie dostrzec powtarzalności wielu z nich. Dom bez okien Nadii Hashimi różni się znacząco od wielu innych pozycji tego typu. Wystarczy zerknąć na opis, wedle którego ma on przedstawić m.in. sytuację kobiet w afgańskim więzieniu. Okazuje się, że autorka przygotowała dla czytelnika więcej niespodzianek, chociaż nie wszystkie tak dobre, jak można by tego oczekiwać.

Ziba była przykładną żoną i matką przez długich dwadzieścia lat. Dochowała się czworga dzieci, nikt nigdy nie słyszał od niej słowa skargi na ciężki los, na to że czasem brak jedzenia, a mąż nie wraca do domu. Wszystko zmieniło się w dniu, gdy kobieta wyszła na podwórko, skąd dobiegł ją hałas. Gdy jej starsze dzieci wróciły do domu ze szkoły zastały ją siedzącą zakrwawioną przy zwłokach męża, w którego głowie tkwiła siekiera. Ratując Zibę przed linczem ze strony rodziny zamordowanego męża, miejscowy policjant odsyła ją do więzienia dla kobiet Czil Mahtab, gdzie ma oczekiwać na proces. Wina kobiety wydaje się bezsporna, ona jednak nie przyznaje się do zabicia męża, nie chce jednak zdradzić, co naprawdę wydarzyło się w zaciszu domu.

Obrony Ziby podejmuje się młody prawnik Jusuf, który po latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych, powrócił do Afganistanu, gnany idealistyczną misją naprawy ojczyzny. Na miejscu zderza się ze ścianą uprzedzeń i zwyczajów niezrozumiałych z punktu widzenia osoby patrzącej na nie z zachodniego punktu widzenia. Zakochany w swym kraju Jusuf zdaje sobie sprawę z tego, że przed nim długa droga, warto ją jednak pokonywać małymi krokami, a pierwszym z nich ma być właśnie sprawa Ziby.

Podczas lektury powieści uwagę czytelnika przyciągają trzy zasadnicze kwestie. Pierwszą z nich, dosyć oczywistą z punktu widzenia tematyki książki, jest wyjątkowo trudna sytuacja afgańskich kobiet. Jeszcze w latach 80. cieszyły się one względną niezależnością, miały dostęp do polityki i znacznie większą możliwość samo decydowania o sobie. Wraz z objęciem władzy przez Talików, straciły wszystko, zamknięte w czterech ścianach i zdane na łaskę męża. Mimo że ekstremiści już od kilku lat nie sprawują rządów i oficjalnie wprowadzono już zmiany gwarantujące kobietom większe prawa, praktyka wygląda zupełnie inaczej. Na porządku dziennym jest przemoc, aranżowanie małżeństw młodziutkich dziewcząt z obcymi, starszymi mężczyznami i tak zwane zabójstwa honorowe.

To właśnie z sytuacją kobiet i źle pojętym honorem związana jest druga kwestia, która tak przyciąga uwagę, a mianowicie afgański system sprawiedliwości w odniesieniu do kobiet. Przykład Ziby, którą wysłano do więzienia zamiast poddać ją samosądowi, jest ewenementem, co przyznają nawet bohaterowie powieści - w sytuacjach, gdy kobieta podnosi rękę na mężczyznę (niemal zawsze gdy kobieta dokona czynu łamiącego surowe zwyczaje) jedynym wyrokiem może być jej natychmiastowa śmierć. Przeniesienie akcji do więzienia pozwala na poznanie wielu innych historii, z których część wydaje się wręcz nieprawdopodobna. Nie trzeba wiele, by kobieta trafiła do więzienia – wystarczy cień podejrzenia, że zhańbiła honor rodziny, spotykając się z obcym mężczyzną, czasem jedynie z nim rozmawiając. Czasem wystarczy oskarżenie rzucone przez odrzuconego amanta. Więzienie i tak jest jednak lepszą alternatywą niż to, co czekałoby kobietę w jej rodzinnym domu – zdecydowana większość padłaby zapewne ofiarą honorowego zabójstwa

Jednocześnie za sprawą Jusufa i spotkań z sędzią podczas przygotowań do procesu czytelnik ma możliwość poznania, przynajmniej pobieżnie sposobu prowadzenia spraw w Afganistanie, który tak bardzo różni się od realiów panujących w Europie czy Stanach. Dla samego Jusufa jest to również szok, chociaż z pewnością mniejszy niż byłby udziałem osoby pochodzącej zupełnie z zewnątrz.

Wreszcie, trzecią kwestią, która czyni Dom bez okien pozycją interesującą i wyłamującą się utartemu schematowi jest… magia, która wkracza na scenę za sprawą matki głównej bohaterki, Gulnaz, uznawanej powszechnie za czarownicę. Mamy więc tu do czynienia z przesądami, klątwami i praktykami na pograniczu tego, co już przestaje śmieszyć, a zaczyna przyprawiać o lekki niepokój. Nie wiadomo do końca, czy gusła Gulnaz działają, czy to tylko przesądy i sztuczki, nadają jednak opowieści specyficznego smaczku i klimatu.


Podsumowując, Dom bez okien to lektura zaskakująco odbiegająca od większości powieści przedstawiających życie kobiet w krajach muzułmańskich. Miejscami wprawdzie nabiera posmaku zbyt gładko prostowanych wątków i aż nadto szczęśliwego rozwiązań fabularnych, niemniej warta jest uwagi.

Recenzja napisana dla portalu DużeKa

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele