poniedziałek, 2 stycznia 2017

"Dziennik Bridget Jones. Dziecko" Helen Fielding

Bridget Jones to już postać kultowa. Do jej perypetii, szalonych i zwariowanych, nieco przerysowanych i przejaskrawionych mam ogromny sentyment. Dlatego do najnowszej odsłony losów zwichrowanej panny Jones podeszłam z nieco mieszanymi uczuciami. Z jednej strony, miałam nadzieję na powtórkę dobrej rozrywki - jak dotąd Helen Fielding mnie nie zawiodła. Z drugiej strony, obawiałam się nieco, że kotlet odgrzewany zbyt dużą liczbę razy może okazać się zupełnie niezjadliwy. Na szczęście nie jest źle, a wręcz przeciwnie!

Mimo że Dziennik Bridget Jones. Dziecko to już czwarty tom serii, chronologicznie plasuje się jako trzeci. Z tego względu osoby znające już W pogoni za facetem mogą przewidzieć zakończenie niniejszej powieści. Czy jednak stanowi to duży problem? Niekoniecznie, ponieważ to nie intrygujące zwroty fabularne stanowią najmocniejszy punkt tej historii, a duża dawka poczucia humoru.

Bridget ponownie jest singielką. Doskonale zapowiadający się związek z Markiem Darcym nie wypalił, na co duży wpływ miał zarówno talent Jones do nakręcania komedii pomyłek, jak i niezastąpiony Daniel Cleaver, plączący się nieustannie gdzieś w tle i krążący wokół głównej bohaterki niczym satelita po orbicie. Satelita będący mocno pod wpływem, trzeba dodać. Dosyć niespodziewanie ścieżki Bridget  i Marka ponownie się krzyżują, co owocuje bardzo przyjemnym spotkaniem tete-a-tete, po którym niestety mężczyzna ponownie ulatnia się z jej życia. Zaledwie po kilku dniach przygnębiona i zdołowana Jones trafia na Daniela i z nim również przyjemnie spędza noc. I wszystko byłoby po staremu, gdyby nie fakt, że już wkrótce okazuje się, że jest w ciąży. Tylko kto jest ojcem?

O niemal każdej kobiecie w podobnej sytuacji można by powiedzieć, że sama nawarzyła sobie piwa, które będzie musiała wypić, jednak nie w przypadku Bridget. W jej przypadku nigdy nic nie odbywało się w standardowy bądź tradycyjny sposób. Trudno też mieć do niej jakiekolwiek pretensje, gdy lawiruje między Darcym a Cleaverem, mimo że doskonale sama zdaje sobie sprawę, którego z nich naprawdę kocha. Zresztą relacje między mężczyznami też raczej trudno nazwać tu do końca normalnych.

Do pierwszych kilkudziesięciu stron podeszłam nieco sceptycznie; mając jeszcze świeżo w pamięci Szalejąc za facetem, pamiętałam już Bridget jako osobę znacznie starszą, borykającą się z innymi problemami, nadal nie do końca pogodzoną ze śmiercią bliskiej jej osoby. Dlatego Dziecko, któremu znacznie bliżej do dwóch pierwszych tomów, początkowo nieco mi zgrzytało. Jednak bardzo szybko dałam się wciągnąć w szalony świat Brytyjki, w którym tym razem problemy z nadwagą, wypitymi jednostkami alkoholu i wypalonymi papierosami, zastąpiły troska o nienarodzone dziecko i trudności ze znalezieniem miejsca dla siebie. Czy nadal może się zaliczać do szalonych, wiecznie pijanych Singielek, czy też zasiliła już szeregi Dętych Mamusiek, a może powinna poddać się woli wszystko wiedzącej matki? Problemy z pracą i facetami, jak istniały, tak trwają nadal, przy czym teraz zmieniła się ich natura, a i sami faceci mają już inne nastawienie i stosunek do Bridget, która coraz pewniej wchodzi w rolę przyszłej matki.

Jak wspomniałam już przy okazji jednej z poprzednich części, perypetie Bridget to doskonałe lekarstwo na nudę i zły humor, pozwalają utożsamić się z bohaterką w nawet najbardziej karkołomnych sytuacjach. Mimo że przerysowane i potraktowane z przymrużeniem oka, pod przykrywką humoru, pokazują problemy wielu kobiet, w tym przypadku związane ze stworzeniem trwałego związku, presją otoczenia wobec kobiet, by zachodziły w ciążę w określonym czasie i w określony sposób, czy też radzeniem sobie z naciskami i oczekiwaniami innych kosztem własnych pragnień i marzeń.


Podsumowując, czwarta część Dzienników Bridget Jones to bardzo dobra kontynuacja, która poprawi humor i zapewni świetną rozrywkę po ciężkim dniu. Warto jednak sięgnąć po nią przed lekturą Szalejąc za facetem, by móc cieszyć się elementami zaskoczenia.

Przeczytaj również:
Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka


Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...