Przejdź do głównej zawartości

"Furia ludzi Północy. Dzieje świata wikingów" Philip Parker

Od furii ludzi Północy zachowaj nas, Panie.

Takie modły mieli zanosić ku Bogu mnisi z łupionych przez wikingów klasztorów, choć jak łatwo można się zorientować, nie okazały się one zbyt skuteczne. Wojowniczy najeźdźcy z terenów Skandynawii dali się we znaki niemal całej Europie, przecierając także szlaki ku Ameryce. Ich historia i kultura fascynuje niezmiennie od lat, teraz zaś zdaje się jeszcze przybierać na sile.

Furia ludzi Północy to bogate i w znacznej mierze solidne merytorycznie kompendium wiedzy o wikińskich dziejach, poczynając od przybliżenia pochodzenia nordyckich plemion, poprzez historii tworzenia się ich państw i państewek, a na kwestiach kulturowych, mających swe donośne echo we współczesnych czasach, kończąc.

Książka została podzielona na dziesięć rozdziałów, z których pierwsze trzy opisują pochodzenie wikingów, pierwsze wzmianki o ich atakach we Francji, Wielkiej Brytanii i Irlandii z połowy IX wieku oraz pobieżny rzut oka na nordycką mitologię, zwyczaje oraz co wybitniejsze postaci z początkowego okresu ery ich podbojów. Przyznam szczerze, że ta pierwsza część publikacji sprawiła na mnie wrażenie nieco chaotycznej, nie wnoszącej też wiele nowych informacji dla kogoś, kto choć trochę interesuje się tematem.

Znacznie bardziej fascynujące są za to kolejne rozdziały poświęcone wyprawom nordyckich wojowników najpierw na Wyspy Owcze i Islandię, a następnie na Grenlandię i dalej ku znacznie cieplejszym wybrzeżom Ameryki Północnej. Fakt, to wikingowie, a nie Krzysztof Kolumb, przepłynęli Atlantyk jako pierwsi znany jest coraz większej liczbie osób, ale nadal niewiele wiadomo o tym, jak w rzeczywistości wyglądały ich kontakty z miejscową ludnością, a przede wszystkim, co się stało z założonymi tam koloniami. Jedyne, co wiadomo na pewno to to, że po prostu zniknęły z powierzchni ziemi – wprawdzie nie całkowicie, bo ich pozostałości zachowały się w nie najgorszym stanie, co jednak spowodowało ich upadek pozostaje tajemnicą.

W kolejnych rozdziałach autor skupia się m.in. na działalności wikingów na Wschodzie, ich wpływowi na ukształtowanie się Rusi oraz pracy dla cesarzy w Konstantynopolu. Następnie powraca w tereny jednoznacznie kojarzone z tematem, czyli walkach o wpływy i władzę w Wielkiej Brytanii i Skandynawii aż po przekształcenie się wikińskich państewek w pełnoprawne, uznane przez chrześcijańską Europę królestwa. A na sam koniec zaś mamy odniesienia do nordyckiej kultury i sentyment wobec historii skandynawskich podbojów w czasach współczesnych.

Z jednej strony, Parker przedstawia wiele informacji, a na kartach książki pojawiają się dziesiątki postaci (niestety w niektórych koligacjach można się nieco pogubić, gdy mamy do czynienia z kilkoma różnymi Olofami czy Haraldami, trzeba się więc porządnie skupić podczas lektury rozdziałów stricte historycznych). Licząca dwadzieścia stron bibliografia również robi wrażenie. Z drugiej strony, autor nie waha się przyznać, że nie wszystkie fakty są w potwierdzone, wielu kwestii w ogóle nie można rozstrzygnąć ze stuprocentową pewnością z powodu braku źródeł bądź też regularnego pojawiania się falsyfikatów (najczęściej na terenie Ameryki). Doceniam fakt, że Parker nie stawia się w pozycji historyka, który przyjął za pewnik pewne tezy, ma za to odwagę przyznać się do niewiedzy i przytacza różne, rozważane obecnie przez badaczy wersje konkretnych wydarzeń.

Warto wspomnieć też słowo o wydaniu książki, bo prezentuje się naprawdę świetnie. Twarda oprawa, obwoluta, mapy oraz dwie wstawki z kolorowymi fotografiami sprawiają, że taką pozycję nie tylko z przyjemnością się czyta, ale po skończonej lekturze z dumą stawia się na półce, by cieszyła oko.

Podsumowując, Furia ludzi Północy będzie smakowitym kąskiem dla osób zainteresowanych historią i kulturą wikingów. Jest napisana w sposób lekki, a przy tym stanowi bogate źródło informacji, dodatkowo ubrane w estetyczną formę. Polecam.

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuje Księgarni Tania Książka.


Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
        

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele