Przejdź do głównej zawartości

"Sekrety urody Koreanek" Charlotte Cho


Przyglądając się coraz bardziej nakręconemu w mediach kultowi piękna i pogoni za nim za wszelką cenę, mam wrażenie, że powoli staję się dinozaurem, nie pasującym do swoich czasów. Nie rozumiem fascynacji blogami modowymi, nigdy nie interesowało mnie też śledzenie najnowszych trendów na wybiegach w Paryżu czy Nowym Jorku. 

Podobnie sprawa wygląda w przypadku najnowszych technik pielęgnacji ciała, czy tricków makijażowych, które mogą zmienić rysy twarzy tak, by bardziej pasowały do lansowanego ideału. Wręcz przeciwnie, stawiam na naturalność i choć lubię się porozpieszczać w sobotnie popołudnie, to zdecydowanie bardziej przyciągają mnie tradycyjne, bazujące na naturze metody pielęgnacji ciała i twarzy. Kiedy zobaczyłam więc pozycję Sekrety urody Koreanek, byłam święcie przekonana, że oto spłynie na mnie mądrość wieków i tradycji azjatyckiej kultury, dzięki której mieszkanki Korei wyglądają zawsze tak świeżo i uroczo. I to był mój błąd.

Według opisu wydawcy, książka Charlotte Cho, wychowanej w Stanach córki koreańskich imigrantów, miała nauczyć mnie prostych, ale skutecznych sposobów, by wyglądać promiennie, zdrowo i atrakcyjnie. W praktyce nieco ponad dwieście stron sprowadza się do dwóch porad. Po pierwsze, należy pamiętać o regularnym powtarzaniu zabiegów oczyszczających, bo to oczyszczanie jest podstawą pielęgnacji, a nie ewentualne maskowanie niedoskonałości kolejnymi warstwami makijażu. I z tym się oczywiście w pełni zgadzam. Nasze europejskie podejście do pielęgnacji skóry skupia się przede wszystkim do ukrywania jej niedoskonałości i doprowadzania do „perfekcyjnego matu”. Koreańskie podejście jest znacznie zdrowsze – chodzi w nim przede wszystkim o dokładne oczyszczenie, nawilżenie i regenerację. 

Po drugie, i akurat tutaj każda komórka mojego ciała krzyczy zdecydowane „nie”, wspomniany sekret urody Koreanek według panny Cho skupia się przede wszystkim na całym szeregu kosmetyków, które należy w siebie wklepać, wmasować i wchłonąć. Zapomnijcie o metodach naturalnych, mowa jest tu przede wszystkim o specyfikach dostępnych w drogeriach (na drobną obronę przemawia fakt, że w koreańskich drogeriach znajdziecie więcej naturalnych produktów niż u nas). Może się nie znam, w końcu nie jestem fachowcem, ale nie przekonuje mnie fakt, że moja skóra będzie piękna i zdrowa tylko wtedy, gdy nafaszeruję ją kolejnymi mazidłami. Nikt mi też nie wmówi, że już maleńkie dzieci powinniśmy smarować od góry do dołu nawilżającymi substancjami, aby ich skóra pozostała gładka na kolejnych kilkadziesiąt lat (a do tego właśnie zachęca autorka poradnika).

Co jeszcze można znaleźć w Sekretach urody Koreanek? Kwestię z pewnością interesującą dla osób, które się wybierają do Korei – mini poradnik, gdzie robić zakupy, co jeść i jak się zachować, żeby nie popełnić fatalnego faux pax oraz listę ulubionych kosmetyków autorki. To ostatnie byłoby może jeszcze przydatne, gdyby nie fakt, że większości z nich nie znajdziemy w polskich sklepach i trzeba mocno szperać w Internecie, by je zdobyć. Nie jest to jednak niemożliwe. 

Z jednej strony Charlotte Cho serwuje porady będące czymś oczywistym (mycie to podstawa, a słońce powoduje starzenie się skóry), z drugiej zaś zachęca do działania, z którym osobiście się nie zgadzam. W związku z powyższym, choć niektóre porady zawarte w książce brzmią sensownie, spodziewałam się czegoś więcej.

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele