Przejdź do głównej zawartości

"Haven", czyli prawie jak adaptacja

Dobrych kilka lat temu nieustannie przerzucałam się z serialu na serial - od  „Supernatural”, „Z Archiwum X”  i „True blood” zaczynając, a na „Prawie i porządku” oraz „Morderstwach w Midsomer” kończąc. Potem nastąpiła długa przerwa wypełniona jedynie szelestem kartek, aż w końcu ponownie dałam się wciągnąć w telewizyjną produkcję. Tym razem postawiłam na „Haven”, a przy okazji rozpoczynam nowy dział na blogu poświęcony ekranizacjom.

Z czołówki można się dowiedzieć, że serial powstał na podstawie książki Stephena Kinga „Colorado Kid”, o której pisałam wczoraj. Już pierwszy odcinek pokazuje jednak, że produkcję ta nie jest ani ekranizacją, ani nawet adaptacją filmową. „Colorado Kid” stanowił jedynie bardzo, podkreślam BARDZO, luźną inspirację do stworzenia scenariusza.

O fabule słów kilka
  
Do Haven, niewielkiego nadmorskiego miasteczka, przyjeżdża podążająca śladem pewnego mordercy młoda, agentka FBI, Audrey Parker. Na miejscu okazuje się, że mężczyzna zginął w tajemniczych okolicznościach, a będąc precyzyjnym – tajemniczych dla reszty świata, ale nie Haven, bowiem miasteczko jest delikatnie mówiąc specyficzne. Po około trzydziestu latach względnego spokoju mieszkańców ponownie zaczęły nękać tzw. Kłopoty, przybierające formę klątwy pojawiającej się w niektórych z havenowskich rodzin. Niektóre są śmiertelnie niebezpieczne dla otaczających dotkniętą osobę ludzi, inne stanowią jedynie duże utrudnienie w codziennym życiu.

Audrey bliżej jest do Foxa Muldera niż Dany Scully. Nie ma większego problemu z zaakceptowaniem faktu, że wiele wydarzeń rozgrywających się w Haven trudno jest wytłumaczyć w sposób logiczny i racjonalny. W miarę rozwoju wypadków kobieta przekonuje się też, że jej pojawienie się w miasteczku nie było przypadkowe - wielu mieszkańców miasteczka rozpoznaje w niej kobietę, która pomagała ludziom z Kłopotami dwadzieścia siedem lat wcześniej, choć sama Audrey nie przekroczyła jeszcze trzydziestki.

Serial a twórczość Stephena Kinga

Najoczywistszym związkiem z twórczością Mistrza jest oparcie scenariusza na fabule „Colorado Kida” (bardzo, bardzo luźne, co podkreślam po raz kolejny). Co więc łączy film z książką:
  • Akcja toczy się w niewielkim nadmorskim miasteczku (nazwy już się różnią);
  • Mężczyzna zwany Colorado Kidem został znaleziony martwy na plaży na początku lat 80;
  • Dwaj wiekowi już dziennikarze (Vince i Dave) prowadzący miejscową gazetę stanowią najlepsze źródło informacji o miejscowych tajemnicach;
  • W książce Dave i Vince jedzą lunch ze Stephanie w restauracji The Grey Seagull, w serialu należy ona do jednego z bohaterów;
  • Nagłówek w gazecie ze zdjęciem sprzed 27 lat nazwiązuje do tytułu książki.


Fanom Kinga dużo przyjemności może sprawić odszukiwanie nawiązań do jego twórczości, zwłaszcza że jest ich naprawdę sporo, pojawiają się niemal w każdym odcinku (przynajmniej w pierwszych dwóch sezonach, bo dopiero tyle obejrzałam). Wyłapałam m.in.:
  • Audrey otrzymuje w prezencie powieść o Misery autorstwa Paula Sheldona (Misery);
  • Kilkukrotnie pojawia się informacja o wymyślonych przez Kinga miasteczkach – Derry (To) i Castle Rock (Cujo, Martwa strefa).
  • Pierwszy odcinek drugiego sezonu rozpoczyna się sceną, gdy ubrany w żółty płaszcz mały chłopczyk goni papierowy statek, a gdy ten wpada do studzienki, wkłada w nią rękę i… nie będę Wam psuć niespodzianki (To).
  • Będąc w starym, wyludnionym hotelu Duke potyka się o porzucony na korytarzu mały trójkołowy rowerek (Lśnienie).
  • Kłopoty pojawiają się w Haven co 27 lat, podobnie jak To w Derry (To).
  • Ojciec jednego z bohaterów odbywał wyrok w więzieniu Shawshank (Skazani na Shawshank).
  • W jednym z odcinków Haven zostaje otoczone niewidzialną kopułą (Pod kopułą).
  • Redakcja Haven Herald mieści się na King Street.
  • W powieści Stukostrachy Haven to miasteczko, którego mieszkańcy zaczynają się dziwnie zachowywać pod wpływem zakopanego w ziemi statku kosmicznego.
  • Uosobieniem największego strachu jednego z mieszkańców Haven jest klaun Pennywise, na którego widok mężczyzna ucieka krzycząc „It’s coming” (To).

Warto? Nie warto?

Pierwszy sezon bardzo przyjemnie mnie zaskoczył. Nie jest to ambitne kino, które porazi widza głębią przesłania, ale lekki, nieco odmóżdżający serial, który z pewnością pozwoli się zrelaksować po ciężkim dniu. Polubiłam głównych bohaterów, nawet ich schematyczny trójkąt (Audrey i dwóch przystojniaków – porządny glina i typowy bad boy) jakoś specjalnie mnie nie irytował. Każdy odcinek opowiadał o innym Kłopocie, ale całość łączyła tajemnica związana z przeszłością Audrey, a ostatni odcinek jedynie podsycił moją ciekawość.


Co do drugiego sezonu mam już mieszane uczucia. Z jednej strony, w Haven poczułam się jak w domu - znam już na wylot zarówno głównych bohaterów, jak i samo miasteczko. Pierwsze odcinki sprawiły, że sekret Audrey okazał się znacznie bardziej kłopotliwy niż Kłopoty, teoretycznie więc powinnam być zadowolona. A jednak czegoś mi zabrakło, główny wątek rozkręcał się koszmarnie powoli i na zakończenie sezonu wiadomo właściwie niewiele więcej niż w jego trzecim czy czwartym odcinku. Odcinki też stały się dosyć schematyczne, w każdym z nich pojawia się jedna osoba dotknięta Kłopotem, ale sprawa zostaje sprawnie rozwiązana, a niebezpieczeństwo zażegnane (choć trup ściele się dosyć gęsto). Co ciekawe, w pewnym momencie klasyczny trójkąt tymczasowo rozrósł się do pięciokąta, co było dosyć dużą niespodzianką.

Wracając więc do głównego pytania – czy warto sięgnąć po Haven? Jestem raczej na tak, zwłaszcza jeśli lubicie klimaty rodem Z Archiwum X, ale spokojnie po seansie, wszystkie mniej lub bardziej wstydliwe części ciała powinniście zachować na swoim miejscu, aż takiego szału nie robi.

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 26 pozycji. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.