Przejdź do głównej zawartości

"Small World" (recenzja gry)

Handlujące szkielety, uduchowione trolle, waleczne ghulle  i niezłomne amazonki to tylko niektóre z ras, które całkowicie zawładnęły moją wyobraźnią podczas minionego długiego weekendu. Wraz z nimi wypierałam z kolejnych obszarów wymarłe plemiona i rasy przeciwnika, który łypał chciwym okiem na należące do mnie zielone łąki. Teraz pora na Was, spróbujcie swoich sił w walce o władzę, walce o „Small World”.

Cel gry
Świat, w którym gramy, jest piękny – są tu rozległe lasy, wysokie góry, błękitne jeziora i morza, soczyste łąki, a także złociste pola. Ziemi jednak nie przybywa, a mieszkańców wręcz przeciwnie, dlatego kierując wybranymi przez siebie rasami, należy przejąć jak największą ilość terenu i przyłączyć ich do swojego imperium. W ciągu kilku tur gracze toczą zacięty pojedynek, którego zwycięzca może być tylko jeden.


Opakowanie i zawartość pudełka
Dosyć duże, solidnie wykonane pudełko kryje w sobie mnóstwo skarbów, których ilość w pierwszej chwili może przyprawić o zawrót głowy:
2 dwustronne plansze (dla 2,3,4,5 graczy)
6 kart pomocy
15 żetonów ras (w tym 1 pusty)
168 żetonów ras
18 żetonów zapomnianych plemion
21 żetonów specjalnych mocy (w tym 1 pusty)
35 żetonów specjalnych (leża, fortece, góry, smok, itp.)
109 żetonów punktów zwycięstwa
1 kostka posiłków
znacznik rundy
instrukcja
numer Days of Wonder Online Access

Jakość wykonania wszystkich elementów jest naprawdę dobra, a ilustracje zachwycają. I to zarówno na dużych, jak i małych częściach gry. Nagroda należy się też temu, kto wpadł na pomysł zaprojektowania pudełka, w którym można przechowywać wszystkie komponenty bez ich mieszania.


Rozgrywka
Przed rozpoczęciem gry należy wybrać odpowiednią mapę – są one dostosowane do ilości graczy. Im ich więcej, tym bogatsze w krainy są mapy, a jednocześnie zmniejsza się liczba rund. Dzięki temu rozgrywka się nie dłuży i za każdym razem może zaskoczyć niespodziewanym zwrotem akcji.

Mapa dla 2 graczy
Grę rozpoczyna osoba o najbardziej spiczastych uszach (im mniej kobiet, tym szybciej zapada werdykt, w końcu prawie żadna nie chce się przyznać do posiadania elfich małżowin). Podczas pierwszej rundy każdy gracz wybiera kolejno swój zestaw bitewny spośród sześciu dostępnych kombinacji, w skład których wchodzą różne rasy oraz losowo dobrane do nich właściwości specjalne). Następnie, wykorzystując żetony wybranej przez siebie rasy przejmuje tyle obszarów na mapie, ile jest to możliwe. Na koniec rundy za każdy z posiadanych terenów otrzymuje przynajmniej jeden punkt zwycięstwa. 

W kolejnych rundach należy kontynuować przejmowanie kolejnych obszarów, zmuszanie przeciwników do wycofywania się z zajętych terenów i odkrywania nowych. Jeśli w pewnym momencie okaże się, że dana rasa już nic więcej nie osiągnie, nie ma problemu – można uczynić ją „wymarłą” i kontynuować podbój nowym zestawem bitewnym. Wygrywa gracz, który na koniec ostatniej rundy posiada najwięcej punktów zwycięstwa.


Choć podczas pierwszego podejścia do gry może się wydawać, że zasady są nieco skomplikowane, wrażenie to mija z każdą kolejną rozgrywką. Im lepiej poznaje się cechy i możliwości każdej z dostępnych ras, tym płynniej przebiega gra i tym dynamiczniejsza się staje. Daje też możliwość zwiększenia negatywnej interakcji, gdy zaczniemy wchodzić w paradę przeciwnikom i mieszać im szyki. Jednym słowem, w przeciwieństwie do wielu innych gier, które nudzą się po kilku rozgrywkach, „Small World” tylko na tym zyskuje.


Podsumowanie
„Small World” jest świetną, zabawną i dynamiczną grą, która równie dobrze sprawdza się w grupie pięcioosobowej, jak i w rozgrywce na parę. Wymaga główkowania i objęcia odpowiedniej strategii, a jednocześnie jest lekka i zapewnia dobrą rozrywkę. Ponadto, dodatkowym atutem jest jej przyjemny klimat fantasy. Polecam przez duże „P”!

Liczba graczy: 2-4 osób
Wiek: od 10 lat
Czas gry: 60-90 minut (w wariancie 2-osobowym może się to skrócić nawet do 30 minut)
Wydawca: Rebel.pl
Projektant: Philippe Keyaerts

Za egzemplarz gry do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Gier Rebel.

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 26 pozycji. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.