poniedziałek, 2 grudnia 2013

"Złoto Himmlera" Leo Kessler

Tytuł: Złoto Himmlera
Cykl Edelweiss Strzelcy Alpejscy
Tom 5
Autor: Leo Kessler
Wydawnictwo: 
Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 2013-08-22
Stron 288
„Złoto Himmlera” to piąty i ostatni tom cyklu „Edelweiss Strzelcy Alpejscy”, opowiadającego o specjalnym niemieckim oddziale szturmowym działającym podczas Drugiej Wojny Światowej i wykonującym misje pozornie niemożliwe do zrealizowania.

Tym razem zostaje im zlecone zadanie najwyższej państwowej wagi, od której zależy przyszłość Niemiec. Jest rok 1944 i wszystko wskazuje na to, że III Rzesza nie ma jakiekolwiek szans na zwycięstwo. By zabezpieczyć zgromadzoną w diamentach fortunę, mającą w przyszłości posłużyć sfinansowaniu nowej armii, Himmler zleca swemu oddziałowi zorganizowanie transportu diamentów do jednego z neutralnych państwa Ameryki Południowej. Przedzierając się przez Europę Zachodnią do wybrzeża Atlantyku, gdzie czeka na nich łódź podwodna, żołnierze muszą wyjść obronną ręką z licznych potyczek, zasadzek i intryg snutych w ich własnych szeregach.


Pod pseudonimem Leo Kessler kryje się brytyjski pisarz Charles Whiting, znany także jako Duncan Harding, John Kerrigan i Klaus Konrad. Mając zaledwie szesnaście lat zaciągnął się do armii i brał udział w Drugiej Wojnie Światowej, co z pewnością miało duży wpływ na jego twórczość. A płodności literackiej nie można mu odmówić – jest autorem ponad trzystu pięćdziesięciu książek! Sam określał swoje powieści przygodowo-sensacyjne mianem „pif-paf, krew i strach”, mając doskonale świadomość, że ich rolą jest przede wszystkim dostarczenie czytelnikom rozrywki.

„Złoto Himmlera” to przede wszystkim powieść sensacyjna, w której akcja gna od pierwszych stron i w której znaczna część fabuły to prowadzenie walki, pościgi, ucieczki i strzelaniny. Niby tak właśnie powinno być, ale nie mogę powiedzieć, by sama intryga jakoś specjalnie mnie zafascynowała. Całość przypominała mi raczej filmy akcji klasy B, zwłaszcza biorąc pod uwagę zachowanie bohaterów i prowadzone między nimi dialogi, okraszone co pewien czas mało wysublimowanym dowcipem.

Spotkałam się z określeniem, że powieści Kesslera to tak zwana „męska literatura”, cokolwiek miałoby to oznaczać. Osobiście lubię od czasu do czasu sięgać po książki o tematyce wojennej, tym razem jednak nie zaiskrzyło, od dobrej lektury oczekuję czegoś więcej. Trudno uwierzyć w niesamowite szczęście głównych bohaterów wychodzących cało z najgorszych opresji – kule się ich nie imają, przeciwnicy padają jak muchy, a wszystkie cele udaje się zrealizować. Ciężko mówić też o jakiejś wyjątkowej kreacji bohaterów, którzy są dosyć jednowymiarowi i zwracają się do siebie epitetami w stylu „ty wielki bizonie” tudzież „byku”.

W ocenie książki pomijam kwestię tego, że w realiach Drugiej Wojny Światowej mam problem z zaakceptowaniem niemieckich żołnierzy jako bohaterów pozytywnych. Co więcej, w wielu momentach przedstawionych jako bardziej wyrozumiałych i empatycznych wobec przeciwników niż choćby Amerykanie. Zwłaszcza, że ci ostatni pokazani zostali w znacznej większości jako ludzie prymitywni i zdradzieccy. Z kolei jedyny Polak jaki pojawia się na kartach powieści to moczymorda podająca się za Amerykanina i walcząca po stronie Niemców. Na szczęście była to postać jedynie epizodyczna, bo chyba bym nie zdzierżyła pociągnięcia tego wątku w ten sposób. Na szczęście autor nie wchodzi w swojej powieści w polityczne dywagacje i skupia się tylko na aspektach sensacyjnych.

Podsumowując, książka może przypaść do gustu osobom, które szukają rozrywki w postaci niewymagającej powieści wojenno-sensacyjnej, z naciskiem na sensację, a nie na aspekt wojenny. Mnie niestety proza Leo Kesslera nie przekonała.


Moja ocena: 3/6

Za udostępnienie książki serdecznie dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica

11 komentarzy:

  1. Mnie średnio Kessler przekonuje. Za to mój mąż bardzo lubi jego książki. Co osoba to inny gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc może jednak coś w tym jest, że to bardziej literatura dla mężczyzn, mnie też nie przekonał.

      Usuń
  2. "ty wielki bizonie” - nie wiem czy byłabym w stanie czytać tę powieść nie parskając śmiechem przy każdej takiej frazie :P Ale pomijając już ten aspekt to raczej nie interesują mnie takie książki. Mam wrażenie, że to coś w stylu nieszczęsnego "Gestapo" Svena Hassela, które mnie ogromnie wymęczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym bizonem to nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać :P A Hassela nie czytałam, ale widzę, że może to i dobrze ;)

      Usuń
    2. "Gestapo" radzę omijać szerokim łukiem, innych książek Hassela nie znam i raczej już nie poznam, bo zraziłam się do jego "twórczości".

      Usuń
  3. Nie czytałam nic tego autora i nie wiem, czy mam wielką ochotę, by to zmieniać.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja tam bym spróbował, choć po fantastycznej "Kompanii Braci" raczej mnóstwo rzeczy by mi się nie podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu jesteś facetem, to trochę zmienia postać rzeczy :)

      Usuń
    2. Ależ Ci wyszedł szowinistyczny komentarz :D Że niby faceci chcą tylko szybkiej, głupawej akcji bez większego przesłania?
      No dobra, tu masz akurat racje... :D

      Usuń
    3. Ups... No faktycznie tak mi wyszło, ale nic złego nie miałam na myśli :D

      Usuń
  5. Mojej koleżance powinna się spodobać

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...