wtorek, 26 listopada 2013

"Małżeństwo we troje" Eric-Emmanuel Schmitt

Tytuł Małżeństwo we troje
Tytuł oryginału Les deux messieurs de Bruxelles

Autor Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo Znak 
Data wydania 2013-10

Stron 320
Na każdą nową książkę autorstwa Erica-Emmanuela Schmitta czekam z utęsknieniem. Już przy pierwszym spotkaniu z jego prozą, dałam się całkowicie oczarować jednoczesnej prostocie i głębi przekazu. Niewielu jest pisarzy, którzy potrafią pod płaszczykiem prostej historii poruszyć tematy trudne i bolesne, nie trywializując ich przy tym. „Małżeństwo we troje” to zbiór pięciu najnowszych opowiadań, czyli formy, w której Schmitt sprawdza się najlepiej.

Dwóch panów z Brukseli  to zainspirowana prawdziwą historią opowieść o dwóch homoseksualistach, którzy nie mogąc prawnie zalegalizować swojego związku, postanawiają przyrzec sobie miłość podczas ceremonii zaślubin innej pary, Eddy’ego i Genevieve. Gdy młoda para składa przysięgę przed ołtarzem, Jean i Laurent czynią to w cieniu kolumny na końcu kościoła. Wydarzenie to sprawia, że nowożeńcy stają się bliscy ich sercu, dlatego z ukrycia obserwują ich dalsze losy. Dwóch panów… to opowieść o mądrej miłości, ale także sile, jaką trzeba się wykazać, by potrafić wyrzec się własnego szczęścia na rzecz drugiej osoby.

Drugie opowiadanie to historia szanowanego emerytowanego lekarza, który pewnego dnia traci pod kołami ciężarówki swojego ukochanego owczarka. Kilka dni później popełnia samobójstwo. Co skłoniło mężczyznę to tak drastycznego kroku? Co sprawiło, że psa obdarzył większym uczuciem niż jakiegokolwiek człowieka, nawet własną córkę? Pies to wzruszająca opowieść o bezwarunkowej miłości, przebaczeniu, odkrywaniu i zachowywaniu człowieczeństwa w sytuacjach drastycznych i wystawiających na próbę najtwardsze charaktery.

Tytułowe Małżeństwo we troje (w oryginalnym wydaniu tytułowym opowiadaniem było pierwsze z tego zbioru) to nieco przewrotna historia wdowy po genialnym, choć niedocenianym za życia, kompozytorze, która wychodzi za mąż za mężczyznę, który stawia sobie za cel rozpropagowanie jego twórczości. Choć można zdawać się to nieco absurdalne, jest to ponownie historia częściowo oparta na faktach i dopiero ostatnie zdanie utworu nadaje mu pełne znaczenie.

Moim zdecydowanym faworytem tego zbioru to z Serce w popiele, opowieść bolesna i poruszająca. Od dnia narodzin cierpiący na nieuleczalną wadę serca, nastoletni już Jonas jest oczkiem w głowie swojej ciotki Alby. Kobieta poświęca mu więcej czasu niż własnemu, zbuntowanemu synowi. Tragiczny wypadek, w którym ginie Thor, sprawia, że życie Alby wywraca się do góry nogami. Ból, wyrzuty sumienia, poczucie straty i niesprawiedliwości sprawiają, że miłość kobiety do Jonasa przeradza się w nienawiść. Nie mogąc poradzić sobie z zaakceptowaniem rzeczywistości, obwinia go o śmierć syna i postanawia się zemścić. Strata dziecka to jeden z najtrudniejszych tematów, Schmitt świetnie pokazał, jak ból i rozpacz potrafią zmącić umysł człowieka do granicy szaleństwa. A jednocześnie uzmysławia nam, że czasem dopiero tragedia sprawia, że widzimy błędy, jakie popełniamy. Kiedy już zdamy sobie z nich sprawę, może być za późno, by je naprawić.

Ostatnie, króciutkie – zaledwie dwudziestostronicowe – opowiadanie dotyka tematu trudnego, zarówno pod względem emocjonalnym, jak i moralnym. Po długim wyczekiwaniu Severine nareszcie zaszła w ciążę. Niestety wyniki badań są bezlitosne – dziecko cierpi na nieuleczalną chorobę, dlatego lekarze sugerują przerwanie ciąży. Przed kobietą i jej mężem stoi decyzja, która zaważy na ich dalszym życiu, czy będą w stanie znieść jej konsekwencje?

Opowiadania diametralnie różnią się od siebie pod względem tematyki, a jednak nie są to przypadkowo zebrane utwory. Dopiero po przeczytaniu ostatniej strony dostrzegamy motyw przewodni, jaki towarzyszył autorowi w pisaniu tego zbioru. Jak określił to sam Schmitt w dołączonym do zbioru fragmencie prowadzonego przez siebie dziennika jest nim „historia niewidzialnej miłości”.

„Małżeństwo we troje” to kolejny wspaniały, poruszający zbiór opowiadań, który udowadnia, że Schmitt jest mistrzem krótkiej formy, a jednocześnie doskonałym i wnikliwym obserwatorem codziennego życia. Polecam!

Moja ocena: 5+/6

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak

Wydawnictwo Znak Literanova

18 komentarzy:

  1. Świetna pozycja! Osobiście najbardziej poruszyło mnie pierwsze opowiadanie - Dwóch panów z Brukseli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z kolei najbardziej Serce w popiele, ale cały zbiór jest świetny :)

      Usuń
  2. Czekałam na twoją opinię, która w połączeniu z entuzjastyczną recenzją Julii Orzech rozwiała wszelkie moje wątpliwości. Cieszę się, że Schmitt trzyma poziom, mam nadzieję, że i ja będę równie zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję :) Choć muszę przyznać, że mogę nie być obiektywna, bo Schmitta po prostu uwielbiam :)

      Usuń
  3. Must read it!;)
    Koniecznie;)
    Uwielbiam Schmitta

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzadko sięgam po opowiadania, ale zaintrygowałaś mnie swoją recenzją- tematyka tych opowiadań bardzo ciekawa, pełna dylematów i kontrowersji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie nie przepadam za opowiadaniami, ale dla Schmitta robię wyjątek :)

      Usuń
  5. Mój pierwszy Schmitt ciągle przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pisałam już kiedyś, że przymierzam się do poznania opowiadań Schmitta i oczywiście podtrzymuje swój zamiar. A ten zbiór wyjątkowo mnie zaciekawił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że trafi w Twoje ręce i przypadnie Ci do gustu. Ja jak pewnie zauważyłaś, mam do Schmitta ogromną słabość:)

      Usuń
    2. Zauważyłam i to też jest jeden z powodów, dla których jestem ciekawa jego twórczości. Skoro Tobie się podoba, to musi w niej coś być :)

      Usuń
  7. Ja również ostrożnie podchodzę do krótkich form, jednak w tym przypadku chyba się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie zastanawiałam się, czy będzie tak ciekawa, jak inne książki autora. Widzę, że jak najbardziej tak jest:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...