Przejdź do głównej zawartości

"Pełnia księżyca" Jim Butcher

Uniosłem głowę i poprzez czyste powietrze spojrzałem na niemal pełny księżyc. Wilkołaki skaczące przez okna na ochroniarzy gangsterów w niewykończonych restauracjach. Okaleczony trup pośrodku zalanej krwią podłogi. Oszalali agenci terenowi FBI, sięgający po broń i strzelający do ludzi. Trochę kung-fu, trochę Johna Wayne’a, trochę zdawkowych gróźb. Jak dotąd, pomyślałem roztrzęsiony, kolejna zwykła noc pracy…

Oto on, Harry Dresden, kultowa już postać, której nie trzeba przedstawiać fanom fantastyki. Mag-detektyw, który ujawnił światu swoje zdolności i współpracuje z policją w Chicago. Przez większość ludzi jest uważany w najlepszym razie za hochsztaplera i naciągacza, a przez Białą Radę czarodziejów za osobnika co najmniej niepokornego. Parał się czarną magią, na szczęście porzucił ją, gdy jeszcze nim nie zawładnęła.

Pełnia księżyca to drugi tom cyklu Akta Dresdena, na podstawie którego nakręcono serial o tym samym tytule. Tym razem Harry zostaje poproszony o pomoc w śledztwie dotyczącym brutalnych zbrodni mających miejsce podczas pełni księżyca. Wszystkie ślady wskazują na to, że w mieście grasuje co najmniej jeden wilkołak. Sprawą zaczynają także interesować się agenci FBI, którym wyraźnie nie odpowiada zaangażowanie Dresdena.

Muszę przyznać, że sięgałam po tę powieść z pewnym wahaniem. Nie byłam przekonana, czy to książka dla mnie, ponieważ pierwsze spotkanie z twórczością Butchera w antologii opowiadań o wampirach pt. Krwawe powroty było wątpliwie przyjemne. Jednak już po kilku rozdziałach, Pełnia księżyca wciągnęła mnie całkowicie. Wartka akcja, humor i niesamowicie lekkie pióro autora to chyba największe atuty tej powieści. Czyta się ją szybko i z dużą przyjemnością. Brak tu zbędnych opisów, dialogi są ciekawe, a wątek fantastyczny nie jest przekombinowany.

Pełnia księżyca to nie jest tylko fantasy, ale również powieść kryminalno-detektywistyczna. Czy autorowi udało się spójnie połączyć te dwa, dosyć odmienne gatunki? Zdecydowanie tak. Butcher świetnie oddał atmosferę przestępczego światka Chicago, ciemnych uliczek i szemranych interesów. Wątek morderstw i prowadzonego śledztwa jest wciągający i dokładnie przemyślany, a że przeplata się w nim mag i sfora wilkołaków? To jedynie ubarwią tę opowieść.

Po raz pierwszy powieść została wydana w Polsce przez wydawnictwo Amber w 2004 roku, w bieżącym jednak roku Wydawnictwo MAG postanowiło wydać ją ponownie. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi szata graficzna nowszej wersji. Okładka znacznie lepiej oddaje klimat książki, a efekt wzmacniają krwisto czerwone litery (ostatnio dosyć często wykorzystywane podczas wydawania powieści fantasy) .

Polecam tę powieść wszystkim miłośnikom sensacji zaprawionej magią. Znajdziecie tu błyskawicznie rozwijającą się akcję, pościgi, strzelaniny, a wszystko to okraszone dużą dawką fantastyki i poczuciem humoru.

Recenzja napisana dla portalu Secretum.

Komentarze

  1. Bardzo lubię Butchera, a ta jego seria z Harrym Dresdenem podobno z każdym tomem jest lepsza. Ja czytałam na razie tylko pierwszą część, ale ponieważ na półce leżą jużdwa kolejne, na pewno sięgnę. Jego seria z gatunku klasycznego fantasy Codex Alera też jest świetna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona "Pełnią księżyca". Nie miałam jeszcze okazji czytać pierwszego tomu, ale drugi mogę szczerze polecić.
      Czytałam u Ciebie na blogu o Codeksie Alera i w wolnej chwili też pewnie po niego sięgnę :)

      Usuń
  2. Miałam okazję czytać pierwszą część serii, czyli "Front burzowy" i byłam całkiem zadowolona z lektury, co skłoniło mnie do sięgnięcia po kolejny tom, który czeka na mnie na półce, na swoją kolej ;) Podoba mi się, że w tej części pojawią się wilkołaki, co, mam nadzieję, będzie jedną z jej zalet ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowitą pełnię księżyca to mam ostatnio w nocy za oknem :-) Wilkołaki i spółka średnio mnie interesują, ale tak zachwalacie tę książkę, że wypada przeczytać :-)
    A tak w ogóle to chciałam powiedzieć (napisać), że bardzo lubię wchodzić na "Kącik z książką", bo zawsze poprawia mi humor! Kasiu, świetna robota!!! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, bardzo się cieszę, że podobają Ci się moje recenzje :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Nie jestem przekonana co do tego autora...
    Recenzje rzeczywiście są ciekawe :)
    Tylko wkurza mnie weryfikacja słowna wymagana przy pisaniu komentarzy...Ehhh...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jednym słowem bardzo interesująca powieść.Tylko,że nie przepadam za fantazy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele