niedziela, 11 sierpnia 2013

"Krew tyrana" Fiona McIntosh

Tytuł  Krew tyrana
Tytuł oryg. Tyrant's Blood
Autor Fiona McIntosh
Seria Trylogia Valisarów
Tom 2
Wydawnictwo Galeria Książki
Data wydania 2013-06-05
„Królewski wygnaniec" otwierający „Trylogię Valisarów" autorstwa australijskiej autorki Fiony McIntosh zaintrygował mnie na tyle, że z zainteresowaniem sięgnęłam po drugi tom cyklu, który kilka tygodni temu ukazał się nakładem wydawnictwa Galeria Książki. Zakończenie pierwszej części rozbudziło moją ciekawość, więc do lektury zasiadłam z dość wysokimi oczekiwaniami. Na szczęście autorka mnie nie zawiodła - „Krew tyrana" podobała mi się znacznie bardziej niż jej poprzedniczka.

Od brutalnego przejęcia władzy w królestwach Koalicji Denova przez barbarzyńskiego wodza Loethara minęło już dziesięć lat. W tym czasie z brutalnego i okrutnego wojownika przeistoczył się on w bezwzględnego, ale sprawiedliwego władcę, a imperium pod jego rządami wręcz rozkwita. Nie wszyscy jednak zapomnieli o prawowitym następcy tronu, synu zamordowanego króla Brennusa, księciu Leonelu. Jest on już dorosłym mężczyzną, który wkrótce zamierza upomnieć się o swoje prawa. Czy jednak kraj potrzebuje kolejnego rozlewu krwi? Czy poza garstką banitów wśród których Leo ukrywał się przez minioną dekadę, ktokolwiek pamięta jeszcze o dynastii Valisarów? A co więcej, czy ludzie będą gotowi stanąć do walki i ponownie przelać krew, by przywrócić na tron prawowitego władcę, skoro od lat panuje pokój i dobrobyt? Jakby tego było mało, okazuje się, że Leo nie jest jedynym Valisarem, który przeżył i któremu należy się korona...

Akcja wciąga już od pierwszych stron i mimo znacznej objętości tomu, raczej nie znajdziecie w nim dłużyzn czy zbędnych opisów. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki mnogości wątków – wydarzenia poznajemy z perspektywy kilkunastu postaci. O ile w pierwszym tomie na pierwszy plan wysuwały się postaci Loethara i Leo, o tyle w drugiej części młody następca tronu został nieco zepchnięty w cień, a do głosu doszły postaci wcześniej drugoplanowe. Autorka rozwinęła część wątków, które wcześniej zostały jedynie delikatnie nakreślone i muszę przyznać, że zrobiła to w pomysłowy sposób. Wiele rzeczy, których mogliśmy być stuprocentowo pewni, nagle ukazanych zostało z innej perspektywy. Postaci, wcześniej postrzegane jako jednoznacznie negatywne, zyskują sympatię, natomiast te będące wcześniej niemalże kryształowe, okazują się skrywać nieprzyjemne sekrety i ujawniać skazy na charakterze.

Najbardziej zaintrygowała mnie postać Pivena, którego w poprzednim tomie mogliśmy poznać jako pięcioletniego chłopca, który mentalnie zatrzymał się na poziomie dwulatka i nic nie wskazywało na to, by miał on kiedykolwiek dorosnąć. Stąd też z zaskoczeniem przyjęłam fakt, że piętnastoletni Piven to młodzieniec nie tylko nad wyraz inteligentny, ale i obdarzony niezwykłymi, choć mrocznymi, mocami. Okazało się, że przyczyną, dla której chłopiec pierwsze lata swojego życia spędził w klatce własnego umysłu i ciała, była magiczna blokada – dopiero jej zdjęcie pozwoliło mu się rozwinąć. Z perspektywy czasu można by się jednak zastanowić, czy nie byłoby lepiej dla niego i dla całego Imperium, gdyby Piven pozostał jedynie naiwnym i dobrodusznym dzieckiem.

W przeciwieństwie do pierwszego tomu, w którym magia była raczej zepchnięta na drugi plan, w „Krwi tyrana" to właśnie ona gra pierwsze skrzypce. Wielu pisarzy przyzwyczaiło nas do postaci magów i wiedźm, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z fantasy, którego akcja toczy się w uniwersum przypominającym średniowiecze. Fiona McIntosh poszła jednak w innym, znacznie ciekawszym kierunku. W stworzonym przez nią świecie nie znajdziemy wróżek czy czarownic, za to wielokrotnie spotkamy Obdarowanych – zwyczajnych ludzi posiadających niezwykłe moce. Talenty niektórych są niewielkie, jak choćby przepowiadanie pogody, czy uśmierzanie bólu, inni potrafią znacznie więcej – wpływać na cudzą wolę, a nawet wskrzeszać zmarłych. Najciekawszym jednak pomysłem autorki było stworzenie Patronów, jednego na każdego urodzonego Valisara – ludzi obdarzonych nieograniczoną potęgą, za którą przychodzi im jednak płacić najwyższą cenę.

O ile pod względem fabularnym nie mam powieści nic do zarzucenia (z wyjątkiem pewnego ślubu, który wydał mi się nadmierną komplikacją stworzoną nieco na siłę), o tyle nadal razi mnie sztuczność niektórych dialogów. Przeszkadzało mi to już w pierwszym tomie i z przykrością muszę zauważyć, że w drugiej części sytuacja wcale nie uległa zmianie.


Niemniej jednak, mankament ten nie odebrał mi przyjemności, jaką dała mi lektura „Krwi tyrana". Trylogia coraz bardziej mi się podoba i liczę, że trzeci tom będzie stał na równie wysokim poziomie. Komu mogę ją polecić? Przede wszystkim miłośnikom fantastyki, zwłaszcza tej w bardziej klasycznym wydaniu.

Moja ocena: 5/6

Przeczytaj recenzję pierwszego tomu cyklu, "Królewski wygnaniec"


Za udostępnienie egzemplarza książki dziękuję wydawnictwu Galeria Książki oraz portalowi Secretum, na którym również ukazała się powyższa recenzja. Tekst stanowi oficjalną recenzję portalu.


14 komentarzy:

  1. Jak znajdę kiedyś pierwszy tom w bibliotece to z pewnością przeczytam :) Zachęciłaś mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Jeśli lubisz fantastykę, seria powinna Ci się spodobać :)

      Usuń
  2. Bardzo podoba mi się okładka. Taka stonowana. Lubię klasyczną fantastykę, więc z chęcią zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, obydwa tomy wydane zostały właśnie w takim nieco minimalistycznym stylu i też bardzo mi się to podoba

      Usuń
  3. Czy skojarzenia z "Grą o Tron" są w tym przypadku właściwe? Gdyby dodać tam trochę więcj magii, to wydaje mi się, że bardzo przypominałaby opisywaną przez Ciebie serię.

    Na fantastykę mam ogromną ochotę, ale jest z nią ten problem, że niemal nigdy nie ma jej w bibliotece. To chyba najpopularniejszy gatunek wśród czytelników :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwe, ale mimo że McIntosh czyta się bardzo dobrze, to nie umywa się ona nawet to Martina. PLiO jest jedyna w swoim rodzaju :)

      Usuń
  4. Po lekturze pierwszego tomu byłam mocno rozczarowana - książka była nudna - i nie brałam pod uwagę sięgnięcia po ciąg dalszy. Teoretycznie może tom drugi by mi się spodobał, ale na chwilę obecną wstrzymam się z zakupem tej książki - może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugi tom jest lepszy, ale jeśli wynudziłaś się przy pierwszym to nie wiem, czy jest sens, by kontynuować tę serię ;)

      Usuń
  5. Również zwróciłam uwagę na sztuczne i drewniane dialogi, ale o dziwo książka (pierwsza część serii) wciąga, dlatego też z zaciekawieniem sięgnę po część drugą :)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie te dialogi to największy minut, gdyby nie to, książka byłaby rewelacyjna...

      Usuń
  6. Czytałam pierwszą część i rzeczywiście kończy się ona w takim momencie, że od razu chciałoby się sięgnąć po "Krew tyrana", żeby wyjaśniły się pewne wątki. Niestety z kontynuacjami jest różnie, ale moje rozterki rozwiała Twoja recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że okazałam się pomocna ;) Teraz będę wypatrywać trzeciego tomu, bo drugi też kończy się w zaskakującym momencie...

      Usuń
  7. Bardzo mnie zachęciłaś do sięgnięcia po tę serię. Lecę czytać recenzje pierwszej części i jeśli znajdę ją gdzieś w bibliotece to na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sz...koda, kolejny cykl, który mnie kusi, a ja nadal mam do nadrobienia parę innych, równie kuszących. Zapamiętuję skrzętnie i liczę skrycie, że ktoś wynajdzie sposób na wydłużenie dnia...:-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...