Przejdź do głównej zawartości

"Walka kotów" Eduardo Mendoza

Tytuł Walka kotów
Tytuł oryginału: Rina de gatos. Madrid 1936

Autor Eduardo Mendoza
Wydawnictwo Znak
Data wydania 2012-10

Stron 424

Eduardo Mendoza to hiszpański pisarz cieszący się dużą popularnością na całym świecie. W Polsce jak dotąd ukazało się piętnaście jego powieści. Ostatnia z nich, „Walka kotów”, która swoją premierę miała zaledwie kilkanaście dni temu, uznawana jest za najwybitniejszą w jego dorobku literackim.

Akcja toczy się w 1936 roku w Madrycie. Anthony Whitelands, znawca historii sztuki z Anglii, przyjeżdża do Hiszpanii, by dokonać wyceny kolekcji obrazów należącej do pewnego arystokraty. Choć okazuje się ona niewiele warta, w piwnicy pałacu czeka na Anglika prawdziwy skarb – akt, który najprawdopodobniej jest nieznanym dziełem Velazqueza. Whitelands nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest jedynie pionkiem w grze toczonej przez hiszpańskie Służby Bezpieczeństwa, przedstawicieli Falangi, moskiewskich agentów i rodzinę księcia. Nic nie jest takim, jakim się wydaje, a każda strona próbuje ugrać coś dla siebie, nie przebierając przy tym nadmiernie w środkach.

Eduardo Mendoza rewelacyjnie nakreślił sytuację społeczno-polityczną kraju stojącego u progu wojny domowej. Pięć lat po ogłoszeniu Hiszpanii republiką nieustanne walki lewicowców i prawicowców wyniszczają i tak biedne już państwo. Zniesienie monarchii nie poprawiło warunków życia biedoty, na co liczono – bogaci pozostali bogaci, a biedni pogrążają się w coraz większej nędzy. Coraz więcej osób przyłącza się do partii komunistycznej, wspieranej przez Rosjan, lub Falangi, wówczas ugrupowania faszystowskiego. Na ulicach wybuchają strzelaniny, budynki płoną i wyraźnie widać, że jest już za późno, by wprowadzać jakiekolwiek reformy – wkrótce nieodwołalnie ludzie wyjdą na ulicę i wybuchnie bunt. Na kartach powieści pojawiają się także postaci historyczne – generał Franco, założyciel Falangi, José Antonio Primo de Rivera, oraz ówczesny prezydent, Manuel Azaña, którzy dodają książce kolorytu i nadają rys wiarygodności.

W pewnym momencie wątek intrygi politycznej przysłania historię tajemniczego obrazu, niemniej jednak jest ona również istotna. Wywody Whitelandsa dotyczące siedemnastowiecznego malarstwa hiszpańskiego nie mają w sobie nic nużącego, a wręcz przeciwnie, zawierają wiele interesujących szczegółów. Najbardziej podobały mi się analizy treści wybranych obrazów, jak choćby „Śmierć Akteona” Tycjana, czy „Panny dworskie” Velazqueza. Przede wszystkim doceniam zaś fakt, że autor zdecydował się na wiarygodne rozwiązania zagadki płótna odnalezionego przez bohatera książki i nie stworzył nierealnej historyjki na miarę naśladowców Dana Browna.

„Walka kotów” to jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam – porusza temat trudny i raczej mało znany w Polsce. Opowieść o nieznanym dziele sztuki stała się pretekstem do zaprezentowania światu drażliwego fragmentu historii Hiszpanii i jej mieszkańców. Zdecydowanie polecam!

Moja ocena: 5/6

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z literą w tle.

Tekst stanowi oficjalną recenzję dla portalu Skauting.pl


Książkę można kupić:

Komentarze

  1. Chyab powinnam sie przeprosic z Mendoza i wrocic do jego pisartwa, ktore ostatnio zaniedbalam. Ta najnowsza powiesc zapowiada sie naprawde smakowicie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku było to pierwsze spotkanie i, jak widać, bardzo owocne :)

      Usuń
  2. Nie wiem. Tym razem coś nie do końca książka do mnie przemawia. Dlatego raczej sobie ją odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam ją w Empiku i od tego czasu, marzę, aby ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nadal nie znam Mendozy:-(( I mam zamiar to zmienić. Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, od razu się robi miło na serduchu, że komuś podobają się moje "słowne plecionki" :)

      Usuń
  5. Jakoś mnie do Mendozy nie ciągnie. Nie wiem z czego to wynika, ale jak czytam opisy jego książek to żaden mnie ciekawi. Może się przemogę skoro warto i sięgnę po "Walkę kotów", ale jakoś mi z tym pisarzem nie po drodze.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie mam jakoś chęci na żadną z książek tego pisarza, sama nie wiem dlaczego, ale coś czuję, że to nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mondozę czytałam jakiś czas temu. Kojarzę go z przygód detektywa lumpa (bardzo zabawnych, zresztą). Tej książki nie znam, ale chętnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele