Przejdź do głównej zawartości

"Już nie żyjesz" Cody Cassidy i Paul Doherty

Zastanawialiście się czasem, co by się wydarzyło, gdyby ktoś wybił okno w samolocie, którym właśnie podróżujecie? Albo gdybyście znaleźli się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie i oberwali meteorytem? A może spędza Wam z powiem wizja ataku całego roju pszczół i chcielibyście dowiedzieć się, jaki naprawdę miałoby to skutek? Takim pytaniom naprzeciw wychodzą Cody Cassidy i Paul Doherty, autorzy publikacji Już nie żyjesz.



Książka została podzielona na 45 krótkich rozdziałów, z których każdy jest poświęcony oddzielnemu zagadnieniu i sytuacji. Niektóre wydają się całkiem realne, chociaż prawdopodobieństwo, że nas spotkają nie jest za duże. Mowa na przykład o ataku rekina, przebywaniu w zerwanej windzie (nie próbujcie skakać tuż przed zderzeniem!) czy trafieniu przez piorun. Inne to owoc puszczenia wodzy wyobraźni, jak chociażby połknięcie przez wieloryba, polecenie na Księżyc jako pasażer na gapę czy zostanie ofiarą złożoną wulkanowi. Autorzy rozprawiają też o tym, jak to jest oberwać jednocentówką zrzuconą z kilkudziesięciu metrów czy trafić na linię produkcyjną chipsów Pringles. Jak widać, tematyka jest różnorodna, miejscami absurdalna, a przez to fascynująca.

Posiłkując się badaniami naukowymi, przeprowadzonymi dotąd eksperymentami oraz doświadczeniami osób, które śmiało mogłyby konkurować o Nagrodę Darwina, Cassidy i Doherty opisują każdą z sytuacji w sposób dosyć wyczerpujący, a przy tym zabawny (chociaż przyznaję, że momentami dowcip ten bywał nieco toporny). Tam, gdzie nikt jeszcze danej rzeczy nie testował z wiadomych względów, jak stawanie na powierzchni Słońca czy nurkowanie w głębinach (tych prawdziwych głębinach, a nie by obejrzeć sobie rafę koralową), w sukurs autorom poszła nauka i teoria. 


Całość czytało mi się bardzo dobrze. Niektóre rozdziały traktowałam z przymrużeniem oka, z innych naprawdę mogłam dowiedzieć się przydatnych rzeczy. Serio, nie miałam pojęcia, że położenie się w rowie podczas burzy to recepta na samobójstwo. Po książkę mogą z powodzeniem sięgać osoby na co dzień niekoniecznie zainteresowane nauką, wyniosą z niej na pewno przyzwoitą dawkę wiedzy, a jednocześnie będą się dobrze bawić.

Za przestrogę, dobrą zabawę i szansę na uniknięcie głupiej śmierci dziękuję Wydawnictwu Znak.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele