Przejdź do głównej zawartości

"Cień" Adam Przechrzta

Przyszła pora, by pożegnać się z cyklem Materia Prima i alternatywną wizją historii Europy z początku XX wieku. Cień okazał się satysfakcjonującym zakończeniem i w znacznej mierze wynagradza potknięcia, jakie zaliczył autor przy okazji Namiestnika. Co ciekawe, czytając opinie na różnych portalach literackich, można łatwo dostrzec, że zbiera najbardziej zróżnicowane noty spośród wszystkich trzech tomów cyklu.


Aby nie spoilerować, na temat fabuły będzie tylko kilka słów. Wbrew swej niechęci do polityki, Rudnicki zostaje wciągnięty w samo centrum politycznych rozgrywek w Warszawie. Za sprawą swego odkrycia i dostępu do materia prima, staje się jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych postaci. Nie bez znaczenia są też jego kontakty z Przeklętymi. Wspomnę jedynie, że przyjdzie mu wywrócić swoje dotychczasowe życie do góry nogami, ale czy będzie tego żałował? Przekonacie się sami.

O ile wcześniej wątek Rudnickiego był mniej więcej równoważony przez historię rosyjskiego hrabiego, Samarina, o tyle teraz Sasza pojawia się raczej epizodycznie. Plusem tej sytuacji jest zdecydowanie mniejsza liczba niezbyt udanych dialogów między głównymi bohaterami, które w poprzednich tomach irytowały dziwną, pseudo-młodzieżową manierą. Nie da się jednak nie zauważyć, że Rudnicki, nadal niemal nigdy nie „mówi”, a „warczy”, „burczy” i „parska”. Ot, taki chyba gburowaty typ.

Na zdecydowany plus trzeba zaliczyć wykreowany przez autora świat. To zresztą największa zaleta całego cyklu. Magiczne enklawy, magia, potężne słowa mocy i obecność Przeklętych to smaczki, które mocno urozmaicają życie w i tak barwnych czasach, pełnych odkryć i wynalazków. Cień obfituje w liczne zwroty akcji, niemal nieustannie coś się dzieje, a głównemu bohaterowi przyjdzie mierzyć się z nowymi przeciwnikami i sytuacjami pozornie bez wyjścia. Z jednej strony, sprawia to, że przez książkę wręcz się płynie, a lektura jest lekka i wciągająca. Z drugiej, gdy na chwilę się od niej oderwiemy, nasuwa się refleksja, czy dawnemu aptekarzowi – jakkolwiek by nie był inteligentny – nie udaje się aby zbyt łatwo rozwiązywać problemów nie tylko całej Rzeczpospolitej Warszawskiej, ale i Carskiej Rosji, a nawet Europy. Wygląda na to, że z nikomu nieznanego, przeciętnego mieszczanina, Rudnicki staje się personą, z którą liczą się wszystkie rządy i carska rodzina. Ekhm, jak wspomniałam, może to nieco uwierać, chociaż jeśli nie będziemy się nad tym specjalnie rozwodzić, to lekkie pióro autora może odwrócić od tego naszą uwagę.


Jedna rzecz pozostaje jednak irytująca i niezmiennie taka sama od pierwszego tomu – kreacja postaci kobiecych. Niby cieszy fakt, że większość tych, które się pojawiają, jest jak na swoje czasy wyzwolona, nie boją się samodzielnie myśleć i w pełni czerpią radość z seksu. Wszystkie, a przynajmniej te młodsze, zdają się jednak pisane pod jeden schemat – są piękne, uwodzicielskie i wojownicze, przy swoich mężach nieodmiennie „figlarne” i „zalotne”, a jednocześnie gotowe skręcić kark każdemu, kto zagraża ich ukochanym. Tyle że nie wypada to zbyt przekonująco.

Podsumowując, uważam Cień za bardzo dobre udane zwieńczenie całego cyklu. Pojawiają się tu nowe, interesujące postaci, zaczęte wątki splatają się ze sobą i znajdują finał, a całość czyta się lekko i przyjemnie.

Przeczytaj także:
1. Adept


Recenzja napisana dla portalu Secretum.pl

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele