Przejdź do głównej zawartości

"Niech żyje król Julian" (recenzja gry)

Wyginasz śmiało ciało? Jeśli tak, to gra z królem Julianem w tle jest dla Ciebie. Jeśli masz z tym problem, nic straconego, bo chociaż pląsy, tany, gromkie śpiewy i wszelka zabawa są odzakazowane – jak głosi hasło na pudełku – to w trakcie samej gry będzie się liczył tylko refleks. „Niech żyje król Julian” to nasz wakacyjny hit i gramy z Młodą do upadłego.




Niech żyje król Julian

Liczba graczy: 2-5 osoby
Wiek: od 6 lat 
Czas gry: 10-15 minut
Wydawca: Phalanx 



Wcielając się w role lemurów na imprezce organizowanej przez króla Juliana, gracze biorą udział w konkursie tańca. W trakcie gry rzucają trzema kostkami z instrukcjami tanecznymi, a następnie zagrywają karty tańca pasujące do powstałych wzorów. Wygrywa najszybszy!


Gra mieści się w małym, kieszonkowym pudełku, dzięki czemu można zabrać ją dosłownie wszędzie. W środku znajdziemy:
  • 1 planszę parkietu
  • 54 karty tańca
  • 3 kostki instrukcji tanecznych
  • instrukcję

Przed rozpoczęciem gry umieszczamy planszę parkietu na środku stołu, aby każdy miał do niej swobodny dostęp, a następnie rozdajemy wszystkie karty tak, by wszyscy mieli taką samą ich liczbę. Gracze układają swoje karty w stosiki, a do ręki biorą dziesięć z nich (jeśli gramy z małymi dziećmi, można ograniczyć liczbę kart do sześciu, aby łatwiej mieściły się w małych łapkach). Kart nie pokazujemy przeciwnikom, aby nie ułatwiać im gry, rzecz jasna. Teraz możemy zaczynać.


Gracz, który rozpoczyna dostaje trzy kostki, z których każda opisuje inny aspekt tańca:
  • kostka z kolorami określa kolor karty do zagrania
  • kostka z lemurami określa lemura, którym zagrywamy (do wyboru są Julian, Mort i Maurice)
  • kostka z numerami określi liczbę lemurów znajdujących się w rogu karty
Podczas swojej tury gracz rzuca kolejno kostkami, przy czym sam wybiera kolejność rzutu. Po każdym należy zagrać pasującą kartę na planszę parkietu. Za każdym razem jednak trzeba tak dobierać karty, by pasowały do wszystkich rzuconych kostek. Np. najpierw gracz rzuca kostką z kolorami i trafia na zieleń – wtedy gracze jak najszybciej starają się wyłożyć swoją zieloną kartę na parkiet (liczy się tylko karta gracza, który był najszybszy, reszta zabiera swoje karty z powrotem do ręki). Następnie gracz rzuca kostką z lemurami i trafia na Morta – wtedy gracz muszą wyłożyć zieloną kartę z Mortem, itd.

Po każdym wyłożeniu karty, należy dobrać kolejną kartę ze swojego stosiku, tak by zawsze w ręku trzymać taką samą ich liczbę. Wygrywa ten, kto pozbędzie się wszystkich swoich kart.


Zasada, kto pierwszy, ten lepszy niespecjalnie sprawdziła się w naszym przypadku. Razem z córeczką dałyśmy się porwać magii tańca lemurów, chociaż dopiero po drobnych modyfikacjach. Zamiast, jak podaje instrukcja, grać według zasady kto pierwszy ten lepszy, każdy z graczy wykładał karty wtedy, gdy trzymał w ręku te pasujące do danego rzutu kostkami. Dzięki temu gra była równie dynamiczna, ale też mniej chaotyczna i zwyczajnie bardziej nam się spodobała.

Od czasu tej drobnej zmiany, gramy w nią codziennie. Dlatego jeśli szukacie szybkiej, zabawnej gry dla swoich dzieci (i nie tylko), wygibasy z Julianem będą dobrym rozwiązaniem.

Za egzemplarz gry do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Phalanx

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele