sobota, 29 lipca 2017

Wikingowie i mitologia nordycka w literaturze

Kilka tygodni temu razem z Wiedźmą prowadzącą bloga Wiedźmowa głowologia przygotowałyśmy wpisy na temat słowiańskich motywów w literaturze fantastycznej (kto jeszcze nie czytał, zapraszam tutaj). Dzisiaj mamy dla Was coś równie dobrego - wpisy na temat wikingów i mitologii nordyckiej w literaturze. Tak więc zapraszam do lektury i do odwiedzin u Wiedźmy, u której znajdziecie drugą część zestawienia :)

Edda Poetycka


Wpis na temat motywów nordyckich w literaturze po prostu musi otwierać Edda Poetycka, inaczej zwana Eddą Starszą. To najstarszy zabytek piśmiennictwa islandzkiego, pochodzący prawdopodobnie z IX w., składający się z dwudziestu dziewięciu pieśni opowiadających o bóstwach, bohaterach i wojownikach. 

Beowulf


Beowulf to jedno z najstarszych i najbardziej imponujących dzieł literatury staroangielskiej, liczące sobie ponad tysiąc lat w formie pisemnej, a jako przekazywana ustnie opowieść prawdopodobnie jeszcze o kilkaset więcej. 

Poemat opiewa legendarne wydarzenia, jakie rozegrały się na terenie Danii i Szwecji w VI wieku. Tytułowy Beowulf przybywa wraz ze swoimi towarzyszami na dwór króla Hrodgara, prześladowanego przez potwora Grendela, co noc pojawiającego się w zamku i mordującego przebywających w nim ludzi. Jak przystało na mężnego bohatera, który nie wie, co to strach, Beowulf staje do walki, nie wiedząc, że przyjdzie mu zmierzyć się nie tylko z Grendelem, ale i kimś znacznie potężniejszym.

Beowulfa wielokrotnie wydawano w różnych przekładach i przenoszono na ekran, inspirował też licznych autorów, w tym samego J.R.R. Tolkiena.

Wojny Wikingów, Bernard Cornwell


To moja ulubiona seria historyczna i dlatego ogromnie żałuję, że Instytut Wydawniczy Erica nie pali się do wydawania kolejnych tomów.

Akcja książki dzieje się w IX wieku w Anglii, która staje się areną krwawych walk osiadłych na wyspie Sasów z duńskimi najeźdźcami. Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem powieści jest dwudziestoletni Uhtred, Sas porwany w wieku dziesięciu lat przez wikingów i wychowany przez jednego z ich wodzów. Z Duńczykami wiążą go przyjaźnie i religia, ku zgorszeniu swojej żony jest bowiem zatwardziałym poganinem. Z saskim królem Alfredem Wielkim łączy go jednak przysięga wierności, której nie może złamać. 

Uhtred Ragnarson skradł mi serce już przy pierwszym spotkaniu. Jest arogancki, butny i za nic ma wszelkie konwenanse. Jego szaleńcza odwaga oraz niezwykłe umiejętności bojowe uczyniły z niego jednego z najsłynniejszych wojowników, a jego imię wzbudza szacunek wśród największych nawet łotrów. I choć bez mrugnięcia okiem jest w stanie poderżnąć komuś gardło, nie sposób go nie lubić, ponieważ mimo wszystko postępuje honorowo, nie jest zakłamany, a dla najbliższych jest gotów na każde poświęcenie.

Cornwell jest mistrzem słowa. Stworzył fascynującą fabułę, szybką akcję i zaciekawił mnie nawet opisami bitew, choć zwykle mam ochotę takie fragmenty jak najszybciej omijać. Wojny wikingów to fakty historyczne zgrabnie połączone z literacką fikcją. Dużą zasługą autora jest pozbawienie patosu postaci znanych do tej pory z lekcji historii i tchnięcie w nich życia. Co więcej, Cornwell sprawił, że wszyscy bohaterowie są na tyle zajmujący, iż dopiero z noty historycznej zamieszczonej na końcu książki dowiadujemy się, którzy istnieli naprawdę, a których wymyślił.

Harda/Królowa, Elżbieta Cherezińska

 

Dylogia Harda/Królowa to opowieść o Świętosławie, legendarnej siostrze Bolesława Chrobrego, która od wieków jest tematem zażartych dyskusji i rozpala wyobraźnię, zarówno historyków, jak i zwykłych zjadaczy chleba. Czy istniała naprawdę? Czy faktycznie ona kryje się pod postaciami szwedzkiej władczyni Sigrydy Storrady i duńskiej królowej Gunhild? Według Elżbiety Cherezińskiej - tak!

Autorka z rozmachem kreśli przed oczami czytelnika obraz wydarzeń w Polsce, Danii i Anglii na przełomie X i XI wieku, oddając głos nie tylko Świętosławie, ale również wielu innym kluczowym w owych czasach postaciom. Mamy tu do czynienia z całą plejadą bohaterów, poczynając od tych doskonale znanych z podręczników do historii, poprzez tych mniej u nas rozpoznawalnych, ale pojawiających się np. w skandynawskich sagach, aż po postaci fikcyjne. Żadnej nie można jednak odmówić głębszego rysu, mają w sobie to coś, co przyciąga i wzbudza emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Pozwala to przede wszystkim spojrzeć na wydarzenia historyczne nie jak na suche fakty, a bardzo emocjonującą i porywającą opowieść, pełną ludzkich namiętności, okrucieństwa, bezwzględnej polityki i intryg.

Północna droga, Elżbieta Cherezińska


Północna droga to tetralogia opowiadająca z różnych punktów widzenia historie o średniowiecznej Skandynawii. Jak dotąd miałam okazję przeczytać jedynie Sagę Sigrun i lekko żałuję, że sięgnęłam po niej po Hardej i Królowej, napisanych ze znacznie większym rozmachem i silniej zarysowanym kontekstem historycznym.

Saga Sigrun to powieść bardzo kobieca, czytelnicy szukający kolejnej krwawej opowieści o wikingach mogą poczuć się rozczarowani faktem, że nie znajdą tu opisów wypraw i potyczek, a w zamian opis życia tych, którzy na owych wojowników pracują i na nich czekają. To nie historia walk (choć pobrzmiewają one w tle), chyba że tych miłosnych, bowiem to niesłabnąca miłość do Regina jest motorem działań Sigrun. Miejscami można wręcz odnieść wrażenie, że to na aspekcie romantyczno-seksualnym bazuje cała opowieść, niemniej daleka jestem od postawienia Sagi… w jednym szeregu z typowymi romansami historycznymi, jak to robią niektórzy.

Zaprzysiężeni, Robert Low


Pięciotomowy cykl powieści o grupie wojowników zwanych Zaprzysiężonymi, opowiedziany z punktu widzenia jednego z nich, zwanego Ormem Zabójcą Niedźwiedzia. 

Akcja powieści toczy się w drugiej połowie dziesiątego wieku, a autor naprawdę świetnie oddał klimat i realia ówczesnych czasów. Historie o Wikingach toczą się zwykle na dalekiej północy bądź też na Wyspach Brytyjskich, jednak Low pokazał inne, często zapominane oblicze skandynawskich wojowników, którzy zamiast podbijać ziemie zachodnie, skupili się na terenach wschodnich, zakładając tam państwo zwane Rusią Kijowską. Wraz z Ormem Zabójcą Niedźwiedzia oraz jego kompanami przyjdzie nam przejść niemal pół Europy – od mroźnych północnych wybrzeży Morza Bałtyckiego, poprzez Nowogród aż po stepy nad Morzem Czarnym. 

Świat przedstawiony w książce jest brutalny i okrutny, słabe jednostki nie mają szans na przeżycie, zresztą siła i umiejętność walki także tego nie gwarantują. Bohaterowie powieści to ludzie odważni twardzi, wręcz gruboskórni, zaprawieni w boju i nie znający litości. Zaprzysiężeni stanowią barwną gromadę ludzi pochodzących z różnych stron świata i wyznających różną wiarę. Łączy ich nie tylko przysięga – wspólnie walczą, piją i chędożą, gdy mają ku temu okazję. Jednocześnie nie sposób nie poczuć do nich sympatii oraz żalu, gdy musimy się z którymś z nich pożegnać.  A następuje to wprawdzie z mniejszą częstotliwością niż w martinowskiej „Pieśni Lodu i Ognia”, niemniej jednak wystarczająco często, by w oku co wrażliwszego czytelnika zakręciła się łza.

Skald, Łukasz Malinowski



Poznajcie Ainara Skalda, którego talent do składania rymów równa się jedynie umiejętnościom władania mieczem i nożem. A może nie jedynie, bo talentów mu nie brakuje, choć nie wszystkie przynoszą chlubę i częściej pakują go w tarapaty niż pomagają zjednywać sprzymierzeńców. Ainar nie przepuści żadnej gładkiej pannie, jest złośliwy, wiarołomny i przekonany o własnej wyższości nad innymi. Mało tego, zawsze swoją korzyść przedkłada nad wszystko inne, a sakiewka wypełniona srebrem to najlepszy sposób, by przyciągnąć jego uwagę. Jednym słowem,  łotr nad łotry, który niemal z miejsca stał się jednym z moich ulubionych książkowych bohaterów. Warto bowiem pamiętać, że mimo niekwestionowanych skaz na charakterze i honorze, roztacza wokół siebie taki czar, że nie sposób go nie polubić – nawet gdy podrzyna gardło kolejnemu wrogowi.

Cykl składa się jak dotąd z pięciu książek, opowiadających o losach tytułowego Skalda - pierwsza to zbiór trzech opowiadań, które pozwalają poznać głównego bohatera (jak dla mnie to chyba najlepsza część), natomiast pozostałe stanowią już kolejne odsłony pełnokrwistej powieści. Szkoda tylko, że jak dotąd każdy tom został rozbity na dwie części, zwłaszcza że objętościowo nie są one zbyt wielkie.

Saga o jarlu Broniszu, Władysław Jan Grabski


Akcja powieści toczy się u schyłku X stulecia, gdy Polska nadal nie okrzepła w pełni w chrześcijaństwie, a pieczę nad terenami nadmorskimi u ujście Odry sprawują podlegli Bolesławowi Chrobremu wikingowie. Tytułowy Bronisz, rycerz spokrewniony z Piastami, prężnia działa na rzecz interesów swego władcy, nawet za cenę własnego szczęścia. 

Saga o jarlu Broniszu skojarzyła mi się ze specyficzną mieszanką Starej baśni i Krzyżaków. Mamy w niej dzielnych wojowników (na typowych rycerzy, jest jeszcze za wcześnie), pogan nawracanych na chrześcijaństwo (choć akurat ich obraz jest dosyć jednostronny i niezbyt przypadł mi do gustu), widoczną niechęć do Niemców (biorąc pod uwagę, że powieść powstała w trakcie trwania II Wojny Światowej to również nie dziwi) i piękną dziewicę ratującą i czekającą wiernie na swego wybranka, który biega po świecie machając mieczem w służbie u władcy.

Radosław Lewandowski 


Akcja opowieści o młodym wikingu Oddim Asgotssonie toczy się na północy Europy w X wieku. Między Szwedami, Norwegami i Duńczykami trwają krwawe wojny o ziemie, bogactwa i wpływy. Przybierają one jeszcze brutalniejsze oblicze, gdy swioński jarl Asgot z Czerwoną Tarczą, nieoczekiwanie i nieco wbrew sobie, sprzymierza się Norwegami i występuje przeciw własnemu przywódcy. Półwysep skandynawski spływa krwią, lecz dla żądnych łupów, przygód i porządnej bitwy wikingów to nadal za mało, wypuszczają się więc na nowe tereny, licząc na własne szczęście i przychylność bogów.

Akcja powieści rozpoczyna się wprawdzie na terenie Skandynawii, gdzie śledzimy przede wszystkim bitwę o Birkę, najważniejszy port ówczesnej Północy, ale wkrótce przenosi się również wraz z grupą szwedzkich wojowników do Ameryki Północnej, na Półwysep Iberyjski do Królestwa Leonu oraz do Bizancjum.

Czytałam jedynie pierwszy tom, ale chociaż dosyć mi się podobał i widziałam w nim potencjał, nie zachęcił mnie specjalnie do kontynuowania przygody z Oddim i jego kompanami...

Czarny wiking, Bergsveinn Birgisson


Niewielu ludzi może pochwalić się znajomością swoich przodków do trzydziestu pokoleń wstecz. Bergsveinn Birgisson należy do grona szczęśliwców, wychował się bowiem na opowieściach o swym niezwykłym, choć tajemniczym antenacie, Geirmundzie Heljarskinie, zwanym Czarnym Wikingiem. Niniejsza książka jest próbą odtworzenia jego historii i owocem żmudnych, wieloletnich badań. Czy udaną? Jak najbardziej.

W przeciwieństwie do wielu pozycji poświęconych wikingom i ich kulturze, Czarny wiking to nie historia podbojów, najazdów i krwawych potyczek, choć te ostatnie były często nieuniknione. Swą potęgę i majątek Heljarskin zawdzięczał nie tyle łupieżczym wyprawom, co żyłce do handlu. Swoje małe imperium zbudował na obrocie zasobom Islandii, głównie olejowi wyrabianemu z upolowanych morsów i fok, oraz… niewolnikami.

Osadnicy z Catanu, Rebecca Gable


Do tej książki robiłam dwukrotne podejście. Zaciekawił mnie opis wydawcy (ten poniżej), z którego wynikało, że to może być naprawdę porządna lektura, jednak już po ok. 50 stronach musiałam ją odłożyć. Nie dałam rady przebrnąć przez nieadekwatny do epoki, mocno współczesny język i dialogi bohaterów...

Opis wydawcy: Kiedy Wikingowie Osmund i Candamir przypłynęli do swojej wioski Elasund, z wielu spichrzy, chat i największej stodoły pozostały już tylko zgliszcza.Napastnicy nie znali litości. Jeśli czegoś nie mogli zrabować, starali się to spalić. Z ich rąk zginęli mężczyźni, kobiety i dzieci. Tych, którzy zostali przy życiu, praktycznie pozbawiono szans na przetrwanie zimy. Wówczas w głowie krewniaka Candamira rodzi się szalony plan gdy tylko nadejdzie wiosna, trzeba zostawić za sobą Elasund i osiedlić się tam, gdzie ziemia jest żyźniejsza, a klimat łagodniejszy. Tak zaczyna się niebezpieczna wyprawa do legendarnego Catanu, podczas której przyjdzie się bohaterom zmierzyć z bezlitosną naturą, bogami autochtonów i własnymi słabościami.

Ewangelia według Lokiego, Joanne M. Harris


Ewangelia według Lokiego to opowiedziane na nowo i splecione w jedną spójną całość nordyckie mity, przedstawione z punktu widzenia tytułowego bohatera. Historia rozpoczyna się u zarania dziejów, choć tak naprawdę rozpoczyna się w chwili, gdy skuszony obietnicą Odyna Loki, istota Chaosu, przyjmuje ludzką postać i wchodzi do panteonu skandynawskich bóstw. Niestety, wbrew swoim oczekiwaniom, nie jest tam mile widziany i choć z czasem, dzięki swojej inteligencji i przebiegłości zdobywa pewien szacunek, nigdy nie zostaje w pełni zaakceptowany. O czym zresztą przekonuje się nie raz i nie dwa w bardzo bolesny sposób.

W bezpośredni i nieco sarkastyczny, by nie rzec prześmiewczy sposób, Loki przybliża czytelnikowi postaci pozostałych Asów i Wanów i związane z nimi historie. Thor zostaje całkowicie odarty z nimbu odwagi i przebojowości, Freja okazuje się rozwiązłą i narcystyczną idiotką, a Baldur - symbol piękna i mądrości - okazuje się niezbyt rozgarniętym chłoptasiem. A jednak, choć perspektywa wydarzeń znanych z mitów się zmienia, ich przebieg jest zaskakująco wierny oryginałowi, co jest naprawdę dużym plusem. 

Pierwsze rozdziały powieści mocno mnie zaskoczyły, nie spodziewałam się takiego sposobu prowadzenia narracji i przyznam szczerze, że nie byłam do niego do końca przekonana. Jednak z każdym kolejnym fragmentem coraz bardziej zagłębiałam się w świat Lokiego, niby już mi znany, a jednak zaskakująco inny. I co tu dużo mówić, polubiłam tego Oszusta, gotowego poświęcić własne dzieci, nie dbającego o żonę ani przyjaciół, zdradzieckiego i knującego na każdym kroku, a jednak będącego w pewnym stopniu ofiarą swej natury i otoczenia.

Książę głupców, Mark Lawrence


Motyw wikingów jest tu o tyle nietypowy, że mamy do czynienia ze światem dalekiej przyszłości, gdzie znana nam współcześnie cywilizacja należy do odległej, legendarnej przeszłości. Historia lubi się jednak powtarzać i po serii katastrof i swoistym końcu świata, ponownie istnieje coś w rodzaju średniowiecza, tyle że przesycone nekromancką magią.

W świecie tym główny bohater i narrator, książę Jalan wiąże przez przypadek swój los z losem Snorriego ver Snagasona, potężnego wikińskiego wojownika, który szuka zemsty na mordercach swojej rodziny i całego rodu. Wspólnie wyruszają na Północ i razem z towarzyszami Snorriego szykują się do decydującego starcia z wrogiem.

Mamy tu więc niby klasyczne fantasy, ale w nieco innym wydaniu i to takie, które po prostu świetnie się czyta! Czekam już na ukazanie się kolejnych tomów.

Kłamca, Jakub Ćwiek



Bóg odszedł pozostawiając Niebiosa i świat pod opieką aniołów, które postanowiły jak najlepiej wykonać powierzone im zadanie, zaczynając od usunięcia przedstawicieli innych religii, a także postaci mitologicznych. Gdy nadeszła pora na Valhallę, w jej zdobyciu pomogła skrzydlatym żona Lokiego, adoptowanego syna Odyna, którego ten uwięził w podziemiach. Nie bez powodu zresztą, Loki – bóg zdrajców i oszustów – miał na swoim sumieniu tyle występków, że miarka się w końcu się przebrała. Jego umiejętności okazały się jednak użyteczne dla aniołów, które po wyrżnięciu w pień pozostałych nordyckich bóstw, złożyły Kłamcy ofertę współpracy. Od tej chwili stał się on anielskim gościem od mokrej roboty. I wtedy zaczęła się prawdziwa jazda…

Jakub Ćwiek w doskonały sposób połączył wątek anielski, który swoją drogą nasuwa nieco skojarzenia z „Siewcą wiatru” Mai Lidii Kossakowskiej, z religiami z różnych stron świata. Poza skrzydlatymi wysłańcami Niebios, są tu także demony, upadłe anioły oraz postaci powszechnie uznawane za legendarne bądź mityczne. Sam Loki to - co tu dużo kryć - podstępna szuja i krętacz, nie na darmo obdarzony pseudonimem „Kłamca”.  I choć teoretycznie powinien być antybohaterem, po prostu nie da się go nie polubić. Nawet gdy bez mrugnięcia okiem strzela do bezbronnych. Nawet gdy zdradza tych, którzy mu uwierzyli. Nawet gdy… można by tak wymieniać. Jednak niezależnie od tego, co robi, Lokiego nie sposób nie obdarzyć sympatią, zwłaszcza, że w swoim krętactwie i motywach postępowania jest wyjątkowo ludzki.

Pierwsze dwa tomy to zbiory opowiadań, kolejne dwa mają już formę powieści. I tak przez długi czas historia Kłamcy zamykała się w czterech książkach. I było to dobre. A potem pojawiła się Machinomachia oraz Papież sztuk, które przybrały numery 2,5 oraz 2,6. Szczerze? Mimo że czyta się je dobrze, to nic by się nie stało, gdyby ich już nie było...

Amerykańscy bogowie, Neil Gaiman


Po trzech latach odsiadki za udział w napadzie na bank Cień nareszcie może cieszyć się wolnością. A właściwie mógłby, gdyby nie informacja o śmiertelnym wypadku ukochanej żony i to w okolicznościach, które jej miłość do niego pokazały w mniej optymistycznych barwach. Cień opuszcza więc więzienne mury pozbawiony wszelkich perspektyw – bez rodziny, bez pracy i bez pieniędzy. Między innymi z tego względu decyduje się przyjąć ofertę złożoną mu przez niejakiego pana Wednesdaya, który niepokojąco dużo wie o nim samym i o jego życiu. Kim naprawdę jest tajemniczy starszy mężczyzna oraz jego mocno oryginalni znajomi i współpracownicy?

Na kartach powieści pojawiają się postaci nie tylko rodem z dobrze znanej mitologii nordyckiej, jak Odyn czy Loki, ale również bóstwa słowiańskie, indyjskie i afrykańskie. I to zarówno jako pełnoprawni bohaterowie, mający duży wpływ na fabułę. Smaczkiem są bowiem krótkie wstawki, w których widać, w jaki sposób niektórzy z nich pojawili się na amerykańskiej ziemi. Nie będę ukrywać, że te właśnie fragmenty czytałam z największym zainteresowaniem, zwłaszcza że w znacznej mierze przedstawiono je z charakterystycznym dla Gaimana poczuciem czarnego i nieco ironicznego humoru.

To tyle, jeśli chodzi o literaturę piękną. Teraz przyjrzyjmy się książkom historycznym, leksykonom i bestiariuszom.

Trójksiąg Artura Szrejtera: 
Mitologia germańska, Demonologia germańska, Bestiariusz germański


Mitologia germańska to opowieści o germańskich (a więc i nordyckich) bogach, zarówno szeroko opisane mity, jak i krótkie opowiastki w formie niemalże anegdot. Poczynając od opowieści o powstaniu świata i jego budowie zgodnie z germańskimi wierzeniami, poprzez historie o konkretnych bogach i ich walkach między sobą oraz innymi stworzeniami, aż po nadejście przepowiadanego z dawien dawna Ragnaroku, czyli końca świata, mamy szansę zagłębić się w naprawdę niezwykły świat.

Świetnym pomysłem było również stworzenie słownika postaci znanych z mitologii, w którym w przejrzysty sposób zostały podane wszelkie możliwe informacje – alternatywne imiona, pochodzenie, relacje z innymi bóstwami bądź stworzeniami oraz występowanie w mitach, wraz z konkretnymi odniesieniami do źródeł, głównie Eddy Poetyckiej Eddy Prozaicznej, ale nie tylko. A na sam koniec i niejako na deser, czytelnik dostaje zaś aneksy, w których można znaleźć m.in. krótką historię badań nad mitologią germańską, liczne wykresy i tablice genealogiczne, a także dodatek o nazewnictwie stosowanym w germańskim kalendarzu, tak ściśle związanym z konkretnymi bóstwami.

Z kolei Demonologia germańska oraz Bestiariusz germański mają formę leksykonów, w którym można znaleźć pochodzenie etymologiczne nazw poszczególnych istot, ich alternatywne imiona, zakres geograficzny występowania w legendach, podaniach i ludzkiej świadomości, charakterystykę oraz związane z nimi wybrane opowieści. Zwłaszcza te ostatnie bardzo mi się podobały.

Moce wikingów, Władysław Duczko


Wikingowie wzbudzają zainteresowanie przede wszystkim ze względu na swój niepokorny charakter, brawurę i postępowanie w sposób, jakby nie było dla nich rzeczy niemożliwych. W ogólnej świadomości kojarzą się najczęściej z wielkimi, brodatymi wojownikami, którzy atakują, plądrują i mordują, po czym wracają tam, skąd przybyli. Mniej mówi się o ich działalności kupieckiej i osadniczej, o dalekich wyprawach sięgających aż Ameryki Północnej. A szkoda, bo jest to aspekt równie ciekawy, jak ich grabieżcza działalność.

Moce wikingów skupiają się na jeszcze innej kwestii, nie mniej fascynującej od poprzednich – kulturowego rozwoju epoki wikingów. Punktem wyjścia do owych rozważań są badania nad tzw. przedmiotami mocy, głównie biżuterią, której rola niepotrzebnie i bezzasadnie jest umniejszana i niedoceniana. Duczko w przekonujący i obszerny sposób opisuje różnorodne znaleziska odkryte na terenie prac wykopaliskowych z interesujących nas czasów, przedstawia ich pochodzenie, znaczenie i związek zarówno ze statusem duchowym, jak i społecznym. Znalazło się tu miejsce dla omówienia roli przedmiotów w różnorodnych zwyczajach i rytuałach, m.in. roli statków w obrzędach pogrzebowych, charakterystycznych motywów, jak młot Thora czy smoczy łeb, figurek fallicznych, czy też przedmiotów pozornie niepasujących do opisywanego miejsca i czasów, jak na przykład islamskich monet.

Legenda wikingów. Opowieści o Rangarze Lodbroku, jego żonach i synach, Artur Szrejter


Ragnar Lodbrok podbił serca i zawładnął wyobraźnią milionów fanów rewelacyjnego serialu Wikingowie, który sama namiętnie oglądam i z niecierpliwością wypatruję kolejnego sezonu. Warto jednak mieć świadomość, że filmowa produkcja to jedynie bardzo luźna adaptacja opowieści o legendarnym władcy wikingów, wielu miejscach niewiele mająca wspólnego z oryginalnymi historiami (co nie zmienia faktu, że ogląda się ją wyśmienicie).

Jak możemy dowiedzieć się ze wstępu głównym założeniem Szrejtera było „beletrystyczne przedstawienie dwóch najważniejszych utworów o Ragnarze” – pochodzącej z XIII wieku islandzkiej Sagi o Ragnarze Lodbroku oraz historii pochodzącej z przełomu XII i XIII wieku kroniki Dzieje Duńczyków autorstwa duńskiego dziejopisa Saxona Grammaticusa. Szrejter ze swadą opowiada o pochodzeniu Ragnara i jego kolejnych małżeństwach z pięknymi i niezwykłymi kobietami: Thorą, którą zdobył po zabiciu magicznego węża, obdarzoną darem wieszczenia Aslaug zwaną Kraką oraz wojowniczą Lathgerthą. Z każdą z nich wiąże się inna legenda, w każdej wersji są one też matkami innych synów Ragnara. To właśnie nim poświęcona została znaczna część islandzkiej Sagi…, a szczególną uwagę przykuwa mądry i przebiegły Iwar Bez Kości, który – mimo ułomności – wyrósł na syna godnego swego ojca.

Wielka wyprawa księcia Racibora, Artur Szrejter


Jak można zorientować się dzięki podtytułowi, chodzi ni mniej, ni więcej tylko o zdobycie przez Słowian grodu Konungahela w 1136. Dodam, że grodu leżącego na dalekiej północy i uchodzącego za istotny punkt na mapie całej Skandynawii (mimo że dotąd nie udało się jednoznacznie stwierdzić, czy w owym czasie był zależny od państwa duńskiego czy norweskiego). Jego zdobycie jest zaliczane do jednej z największych tego typu średniowiecznych operacji wojskowych na północy Europy oraz stanowi przykład dosyć nowoczesnych, jak na owe czasy manewrów. Dlatego dziwi nieco fakt, że nie wspomina się o nim na lekcjach historii w szkole, a nawet w polskich naukowych opracowaniach jest traktowane po łebkach i po macoszemu. Dzięki Szrejterowi może się to zmienić.

I wreszcie coś dla młodszych czytelników:

"Zaginiony klucz do Asgardu" Agnieszka Stelmaszyk


„Kroniki Archeo” to jeden z tych niezwykłych cykli na młodych czytelników, który oczarowuje już od pierwszego wejrzenia. „Zaginiony klucz do Asgardu” to szóste spotkanie z rodzeństwem Ostrowskich oraz ich przyjaciółmi. Tym razem młodym poszukiwaczom przygód i zagadek archeologicznych przyjdzie zmierzyć się z nordycką legendą o krainie Asgard oraz grupą zbirów poszukujących wikińskiego skarbu.

Seria o wikingu Tappim, Marcin Mortka


Tappi to wiking mieszkający nad wielką zatoką w Szepczącym Lesie. Jest przesympatycznym, pokaźnych rozmiarów człowiekiem o wspaniałym charakterze i dobrym sercu. Uśmiech nigdy nie schodzi mu z twarzy (za wyjątkiem sytuacji, gdy burczy mu z głodu w ogromnym brzuszysku). Stara się pomóc każdemu w potrzebie i zawsze myśli o innych. Poza nim Szepczący Las zamieszkują również niezwykłe stworzenia, jak trolle, wodniki i zwierzęta mówiące ludzkim głosem. Jak na prawdziwego wikinga przystało, uwielbia podróże i w kolejnych częściach wyrusza na przeróżne wyprawy, m.in. żegluje po Szumiących Morzach oraz zdobywa Mruczące Góry. Nie brak mu również żyłki detektywa, gdy bada tajemnicę Magicznego Ogrodu.

Opowieści o Tappim dzielą się na dwa cykle. Ten z białymi okładkami i czarno-białymi ilustracjami skierowany jest to dzieci nieco starszych. Według informacji wydawcy sześcioletnich, ale moja M. – choć młodsza – poznała już prawie wszystkie i po prostu je uwielbia, więc spokojnie można je sprezentować dzieciom pięcioletnim.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...