piątek, 23 czerwca 2017

Motywy słowiańskie w literaturze fantastycznej

Noc Kupały już za nami! Z tej okazji wspólnie z Wiedźmą z Wiedźmowej głowologii przygotowałyśmy dla Was dwa zestawienia powieści fantastycznych wykorzystujących motywy słowiańskie. Pierwszą część znajdziecie u mnie, po drugą zapraszam na powyższego bloga.

Bohatyr, Juraj Červenák


Akcja powieści toczy się w 965 roku na terenie dawnej Rusi zamieszkanej przez liczne wrogie sobie plemiona. Młody, kaleki i garbaty Ilja, jako jedyny z całej wioski przeżywa napaść okrutnej bandy. Gdy dość bezradnie miota się po wypalonych zgliszczach chałup, natyka się na trzech tajemniczych wędrowców. Jeden z nich okazuje się czarownikiem, który w podzięce za dobroć i uczynność chłopaka zdejmuje z niego klątwę i uzdrawia jego zniekształcone ciało. Dzięki sile i sprawności, jaką dzięki temu zyskał, Ilja postanawia odnaleźć bandę morderców i zemścić się na nich. Dlatego też wkrótce przyłącza się do drużyny kijowskiego księcia Światosława. Nie wie jednak, że wraz z nowymi towarzyszami będzie musiał zmierzyć się nie tylko z wrogą armią, ale także potężnym czarownikiem i legendarnym smokiem, Zilantem.

Cykl Bohatyr to świetna mieszanka historii, ruskich legend i baśni. Ilia Muromiec, Wołch Wsiesławiewicz i Mikuła Sielaninowicz, wokół których kręci się cała fabuła powieści, to postaci legendarne, powszechnie znane za naszą wschodnią granicą. Jak dotąd cykl liczy trzy tomy (a może będzie to jedynie trylogia?), przy czym w Polsce wydane zostały dopiero dwa: Żelazny kostur oraz Smocza Cesarzowa.

Czarnoksiężnik, Juraj Červenák

 

Kolejny cykl słowackiego pisarza. Niezły, choć słabszy od Bohatyra, zainspirowany m.in. Wiedźminem, co czego autor przyznaje się we wstępie. Akcja powieści toczy się na przełomie VIII i IX wieku w północnej części królestwa stworzonego przez wojowniczych i okrutnych Awarów, czyli mniej więcej na terenie współczesnych Czech i Słowacji. Głównym bohaterem jest chodząca legenda, Czarny Rogan, którego imię wzbudza szacunek wśród „swoich” i strach wśród wrogów. W swoim trzydziestokilkuletnim życiu zdążył już walczyć dla wielu słowiańskich książąt, Karola Wielkiego, a nawet bułgarskiego chana, a sława niezrównanego łucznika wyprzedza go, gdziekolwiek by się nie udał. Jednak nie w głowie mu zaszczyty czy łupy z kolejnych bitew, jedyne co nadaje jego życiu sens to zemsta na Awarach, którzy kilkanaście lat wcześniej brutalnie zamordowali jego żonę, a małego synka porwali, by złożyć go w ofierze swemu krwiożerczemu bogowi, Kelgarowi. Rogan z zawziętością tropi przede wszystkich drużynę Krwawych Psów, najokrutniejszych, wyzbytych z resztek człowieczeństwa zbirów. Podążając ich śladem spotyka wiedźmę Mirenę, zwaną Osą, wojownika Wielimira, wilka z zaświatów mówiącego ludzkim głosem, Gorywałda, a nawet samą panią zaświatów, Morenę.

Największym atutem powieści jest, wspomniane wyżej, bogactwo odwołań do mitologii słowiańskiej, będące przyjemną odskocznią od wszechobecnych elfów czy krasnoludów. Jednocześnie czeski laskowiec czy hejkal większości czytelników z pewnością wydadzą się dosyć egzotyczni i mniej znani niż postaci z mitologii nordyckiej czy germańskiej. Podobnie sprawa przedstawia się w przypadku bóstw - o ile niemal każdy przynajmniej kojarzy Swarożyca czy Peruna (którzy swoją drogą pojawiają się jedynie w sporadycznych odniesieniach), o tyle niewiele powszechnie wiadomo o Chors, Białobogu i Czarnobogu. Nieco paradoksalnie, w powieści Červenáka ich role zostały odwrócone i ten ostatni, mimo że jest władcą zaświatów, trzyma w garści zastępy demonów i wymaga krwawych ofiar (najlepiej z ludzi) stoi po tej właściwej stronie. Przynajmniej z perspektywy Rogana, który jest jego dalekim potomkiem. Z kolei Białobóg, czerpiący siłę ze światła i jasności, jest tym złym, z którym należy walczyć, a najlepiej unicestwić.

Cykl liczy cztery tomy, w Polsce jednak ukazały się tylko dwa (Władca wilków oraz Miecz Radogosta) i nie wiadomo, co z kolejnymi...



Niewielka wioska kryjąca się w mrocznych ostępach Wilczej Doliny pilnie strzeże swoich sekretów. Jej mieszkańcy wiedzą, że otaczający ich świat jest równie piękny, co niebezpieczny, dlatego nie wyobrażają sobie życia bez Opiekuna, stojącego na straży i chroniącego ich przed stworzeniami czającymi się w lasach i jeziorach. Dlatego gdy dotychczasowy Opiekun ginie i to w mocno nieprzyjemny sposób, na ludzi pada strach, zwłaszcza że Venda, córka zabitego, jako jedyna posiadająca wiedzę i umiejętności pozwalające na skuteczną ochronę wioski, nie pali się do przejęcia obowiązków ojca. Coraz częstsze wypadki, choroby i pojawienie się w okolicy tajemniczego DaVerna, ostatniego przedstawiciela rasy Wilkarów, zmuszają ją jednak do ponownego przemyślenia tej decyzji.

Wilcza Dolina czaruje prawdziwie słowiańskim klimatem, który jest jednym z największych atutów powieści. Odcięta od świata wioska otoczona jest lasami, w których w najlepsze hasają wiły, mamuny i strzygonie, w ciemne odmęty jeziora można zostać wciągniętym przez topielca, a burzowe chmury ujeżdżają chmurnicy. To jednak nie wszystko, stworzenia i postaci ze słowiańskich wierzeń nie raz i nie dwa były przecież wykorzystywane przez wielu autorów. Marta Krajewska poszła o krok dalej, pokazując, jak żyją bohaterowie jej powieści, jak czczą bogów, zarówno tych potężnych i wszechwładnych z Perunem i Welesem na czele, ale nie zapominając o pomniejszych, lokalnych bóstwach, jak wypełniają swoje obrzędy i tradycje. Obserwujemy więc dziewczęta splatające wianki na rusalia, młodych i starych skaczących przez ogniska w Noc Kupały i składanie w podzięce kołaczy na Święto Plonów.



W podręcznikach historii chrzest Polski opisywany jest dosyć skrótowo i lakonicznie, można też nabrać przekonania, że proces chrystianizacji naszego kraju przebiegł bez większych zakłóceń. Wizja, jaką prezentuje Witold Jabłoński, znacznie różni się od tej, którą wynieśliśmy ze szkoły. Pokazuje bowiem proces chrystianizacji z punktu widzenia ludzi, którzy chcieli pozostać wierni religii wyznawanej przez swoich ojców i dziadów. Nie rozumieli doktryny chrześcijańskiej, postrzegając ją jako obcą, niemiecką wiarę, narzuconą im siłą przez bezwzględnego władcę. Bolesław Chrobry to nie szlachetny, mężny wojownik, ale brutalny i pozbawiony skrupułów okrutnik, idący po trupach do celu.

Jednak Słowo i miecz nie jest powieścią stricte historyczną, a historycznym fantasy, w którym nie brak magii i stworzeń ze słowiańskich podań i mitologii. Główną bohaterką powieści jest młodziutka Dziewanna, która dotkliwie skrzywdzona przez Chrobrego, poprzysięga zemstę zarówno wszystkim Piastom, jak i chrześcijaństwu. Jako pogańska wieszczka, wybranka bogini Mokoszy staje na czele buntu przeciwko władzy i nowej religii. Dzięki niej właśnie stopniowo odkrywamy skomplikowany system wierzeń dawnych Słowian, a jednocześnie odbywamy wędrówkę po Nawii, słowiańskich zaświatach.




Akcja powieści toczy się z dala od wielkich miast, w niewielkiej Capówce, w której nowoczesność walczy z tradycją, a dawne wierzenia i zabobony ze słowami księdza z ambony. Nikt nie chce głośno przyznać, że daje wiarę w istnienie magii lub zjawisk nadprzyrodzonych, ale gdy racjonalne wytłumaczenie zawodzi, wtedy pozostaje tylko zwrócić się do starej Słaboniowej, okrytej chlubną bądź niechlubną sławą miejscowej wiedźmy. 

Nie ma staruszka szans na odpoczynek, mimo że szczerze wolałaby posiedzieć przy herbacie i z kotem na kolanach, a jeszcze chętniej po prostu odejść z tego świata do zmarłego przed laty męża, Henryka. Na mieszkańców Capówki co i rusz spadają kolejne nieszczęścia. A to kikimora zakłóca spokój noworodkowi, a to Zmora dusi ludzi w nocy i pije ich krew, a to Strzygoń rusza na krwawe polowanie. Od czasu do czasu pojawia się też sam książę piekielny pod postacią Kozła, a nim już nie ma żartów, a i pokonać go nie jest łatwo. Ale Słaboniowa nie jest zwyczajną starowinką znającą się na ziołach i dawnych obrzędach. Jej przeszłość skrywa mrok i tajemnica, i wiele wskazuje na to, że zna ona Kozła lepiej niż można by się tego spodziewać.



Już jako mała dziewczynka Maria Moriewna spostrzegła, że świat nie jest takim, jaki się wydaje. Przyglądając się stadom ptaków gromadzących się przed jej oknem, wypatrzyła wśród nich mężów dla trzech starszych sióstr. Dlatego z niecierpliwością czekała na chwilę, gdy kolejny ptak spadnie z drzewa, zmieni się w przystojnego młodzieńca i przyjdzie prosić o jej rękę. Maria czekała na próżno, jako czwartej córce pod względem wieku i urody, zaczarowanej wierszami Puszkina, pisany był jej inny los. Gdy pewnego dnia do jej drzwi zapukał Kościej Nieśmiertelny, dziewczyna wiedziała, że właśnie spotkała swoje przeznaczenie. Car Życia obsypał ją dobrami, o jakich nigdy jej się nie śniło, obdarzył miłością dziką i nieposkromioną, zmienił z naiwnej dziewczyny w walczącą dla niego bezwzględną wilczycę, a jednocześnie skazał ją na nieuchronną zgubę. Tak jak ona jego…

Valente serwuje czytelnikowi prawdziwą ucztę wyobraźni wrzucając do jednego kotła rosyjskie legendy, podania i baśnie, i przenosząc je w realia pierwszej połowy XX wieku. To właśnie niebanalne i zaskakujące wykorzystanie folkloru zachwyca i stanowi główną zaletę powieści. Niby wszystko wydaje się znajome – motyw sióstr wychodzących kolejno za mąż, czarodziejska włóczka zawsze znajdująca drogę do domu, wypełnianie trzech zadań, by poślubić tego, kogo się kocha. Jest tu Iwan szukający swojej Jeleny, jest Żar-ptak, są leśne licha, wiły i Baba Jaga. A przede wszystkim jest tytułowy Kościej Bezsmiertnyj, który nie może umrzeć, gdyż schował w jajku własną śmierć. Jednak mimo znajomo brzmiących motywów i postaci, nic nie jest takie oczywiste. W sowieckiej Rosji pradawny Żmij okazuje się urzędnikiem bardziej przypominającym agenta bezpieki niż strasznego gada, domowiki zakładają partyjne komitety, a chochliki strzelają z karabinów jednym splunięciem.


Strzygonia, Sławomir Mrugowski




Mieszanka motywów zaczerpniętych z podania o Popielu i Piaście, Balladyny oraz elementów fantastycznych, czyli świetny pomysł, tylko w dosyć nierównym wykonaniu.

Akcja powieści rozgrywa się w zamierzchłych czasach w okolicach Jeziora Gopło, gdzie liczne rody możnowładców toczą boje o władzę w Gnieźnie. Po śmierci Popiela (i to wcale nie zjedzonego przez myszy!) gród opanował Piastun i jego ludzie, choć nie wszyscy godzą się z tym faktem. Wojna wisi w powietrzu, a niepewne sojusze zmuszają możnych do knucia podstępnych intryg i zdrad. Dodatkowo na arenie politycznych potyczek pojawia się nowa, zacięta i okrutna zawodniczka – Balladyna, która dążąc po trupach do celu, ma zamiar stać się niezależną i silną władczynią. Jednocześnie, w pewnym oddaleniu od politycznych zagrywek, poznajemy Nyjana, syna lednickiego kapłana. Chłopak nie spełnia oczekiwań ojca, nie wykazuje żadnych magicznych zdolności, przez co staje się pogardzanym przez wszystkich popychadłem. Nieoczekiwanie odnajduje on niezwykłą, silną, drapieżną i okrutną sojuszniczkę, która łącząc z nim swój los, ratuje mu życie, ale i skazuje na nienawiść i niezrozumienie ludzi.

Mrągowski wprowadza nas w magiczny, lecz straszny świat mitologii słowiańskiej, za co niewątpliwie należy mu się ogromny plus. Pojawiające się w nim wodne nimfy czy elfy nie są eterycznymi, łagodnymi istotami, lecz drapieżnymi, spragnionymi krwi, bezlitosnymi zabójcami. Jedną z czołowych postaci jest tu Goplana, Pani Jeziora, o której można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, by była strażniczką praw natury i porządku świata. Jest okrutna, żądna władzy i pozbawiona skrupułów, a towarzyszący jej Skierka i Chochło z pewnością nie przypominają niewinnych chochlików. Zafascynował mnie świat nawii, dusz zmarłych błąkających się po ziemi oraz polujących na nie żerców i dosyć skomplikowany system zaświatów.

Diabłu ogarek, Konrad T. Lewandowski

  

Głównym bohaterem książki jest Stanisław Jakub Lawendowski herbu Paprzyca, weteran wojny smoleńskiej, obecnie pełniący funkcję woźnego trybunału ziemi liwskiej. Jego zadaniem jest dostarczanie oskarżonym pozwów, a ponieważ pozwani szlachcice często nie mają ochoty takiego dokumentu przyjmować, zwykle kończy się to solidną bijatyką z użyciem szabli, pistoletów, a nawet bomb domowej roboty. Na wyjątkowo opornych waszmościów, którzy nawet pokwitowawszy pozew, nie mają zamiaru stanąć przed obliczem sądu, działa jednak tylko czarna magia. W końcu ład musi być, a z wymiaru sprawiedliwości kpić sobie nie można, bo tylko dzięki temu prawo jest skrupulatnie przestrzegane (swoją drogą, wielka szkoda, że obecnie tak to nie działa…). 

I tak oto lokalne czarty i czarcięta żyją po sąsiedzku z Polakami, nie wchodząc sobie zanadto w drogę i nie zwalczając się nawzajem. Nie wszystkim jednak taki porządek rzeczy się podoba i do Liwia przybywa wkrótce biskup w asyście hiszpańskiego inkwizytora. Jakby tego było mało, marzący o większej władzy Radziwiłłowie (Janusz i Bogusław znani zapewne wszystkim czytelnikom z „Potopu”) knują misterną intrygę, by nie tylko spełnić swoje ambicje, ale też pozbyć się niezależnego rodu Lawendowskich…

Dużym plusem trylogii jest zgrabne wplecenie w historyczną fabułę wątków fantastycznych zaczerpniętych przede wszystkim z tradycji słowiańskiej. Sojusznikami Lawendowskiego w walce o dobro Polski stają się m.in. wampir, strzyga, rodzime biesy, a także Śpiący Rycerze, nienazwani wprost, ale wyraźnie zainspirowani znaną legendy. Tymi złymi, niezmiennie od pierwszego tomu, nadal są jezuici próbujący zniszczyć panujący w na polskich ziemiach ład i harmonię oraz Niemcy, tym razem w postaci księcia Hohenzollerna i pozostałej pruskiej arystokracji. W dość specyficzny sposób, autor wyjaśnia przy okazji przyczyny upadku doskonale wcześniej funkcjonującej Rzeczpospolitej.


  

Głównym bohaterem powieści jest tytułowy Dago z rodu Spalów, którego ojcem był ostatni żyjący olbrzym, a matką zwykła kobieta. Obdarzony wielką siłą i jeszcze większą ambicją oraz Żądzą Czynów, Dago dorasta w przekonaniu, że przeznaczona jest mu wielka przyszłość, a jego celem jest stworzenie własnego państwa i zostanie potężnym władcą. I robi wszystko, by ten cel osiągnąć, nie mając skrupułów przed morderstwem, łamaniem danego słowa i oszustwem - Machiavelli zaiste mógłby się od niego wiele nauczyć.

Aby nie było żadnych wątpliwości, muszę podkreślić jedno – to nie jest powieść historyczna i to nie tylko ze względu na pojawiające się w niej drobne elementy fantastyczne. To raczej jedna z wizji powstania państwa polskiego, bogato czerpiąca z wielu legend i podań, za to niekoniecznie ze źródeł historycznych. Czy to źle? Nic, a nic, zwłaszcza że Nienacki z wyobraźnią i rozmachem nakreślił mroczną i brutalną opowieść, która wciąga i fascynuje, choć miejscami może również odstręczać.

Autor czerpie pełnymi garściami ze starych podań, przekształcając je i wplatając w fabułę, co daje naprawdę świetny efekt. Odnajdywanie takich wątków to prawdziwy smaczek dla osób mających słabość do legend. W Ja, Dago można było poznać nieco inną wersję historii Popiela, ponoć zjedzonego przez myszy, na Mazowszu pojawiły się też Amazonki. W drugim tomie trylogii takich nawiązań jest jeszcze więcej, pojawia się tu m.in. książę Krak (choć w nieco innej formie) i Wanda, choć geneza tej postaci jest w tym przypadku zupełnie zaskakująca. Są tu nawet pierwsi… husarze, a przynajmniej plemię, których niezwykły pomysł z piórami został w późniejszych wiekach skutecznie wykorzystany.



Władca losu, pierwszy tom cyklu, to historia snuta przez Nefasa, skryby na dworze Bolesława Krzywoustego, cudzoziemca z tajemniczą przeszłością. Pragnąc pomóc swemu władcy w umocnieniu pozycji w kraju, mężczyzna zwraca się do mrocznych kapłanów pogańskiego boga Trygława. Bierze udział w zakazanym rytuale, w trakcie którego nierozerwalnie splata swoje losy z losami trojga mających się wkrótce narodzić dzieci, w tym dziecka noszonego w łonie przez Sławę, żonę Krzywoustego. Z przeznaczeniem nie można jednak bezkarnie igrać, a za próby jego zmiany często trzeba zapłacić zbyt wysoką cenę. 

Niestety, w tym miejscu pojawia się pewien problem - sięgając po powieść, spodziewałam się postawienia znacznie mocniejszego akcentu na kult tytułowego Trygława, słowiańskiego boga, o którym niewiele obecnie wiadomo. Trzeba przy tym wspomnieć, że nawet w świetle skąpej obecnie wiedzy, informacje serwowane przez autorkę zdają się przede wszystkim owocem jej wyobraźni, zwłaszcza w odniesieniu do krwawych ludzkich ofiar składanych przez żerców oraz czarnych tatuażach na ich twarzach. Na potrzeby powieści można jednak przymknąć na to oko, szkoda tylko, że tak niewiele jest w niej obiecywanej słowiańszczyzny w porównaniu z ilością intryg snutych na dworze Bolesława. 

COŚ DLA MŁODSZYCH CZYTELNIKÓW



Trudno jest jednoznacznie zakwalifikować Zmorojewo do konkretnego gatunku. Autor dokonał swoistego misz-maszu horroru, fantasy i powieści przygodowej. Było to dosyć ryzykowne posunięcie, które łatwo mogło zaowocować kiczowatą historyjką, Żulczyk poradził sobie jednak zupełnie przyzwoicie. Stworzył powieść dla młodzieży, która zainteresuje także dorosłego czytelnika – trochę przestraszy, trochę rozśmieszy, ale przede wszystkim przyciągnie uwagę swoją świeżością.

Głównym bohaterem powieści jest Tytus Grójecki, nastoletni miłośnik gier komputerowych, horrorów i zjawisk paranormalnych, którego rodzice wysyłają do dziadków na mazurską wieś. Początkowo chłopak nie jest zachwycony perspektywą spędzenia wakacji „z dala od cywilizacji”. Jednak jego nastawienie szybko się zmienia, gdy dokonuje niezwykłego odkrycia na swojej ulubionej stronie internetowej o zjawiskach nadprzyrodzonych. Okazuje się, że w okolicach Głuszyc, gdzie mieszkają dziadkowie Tytusa, zniknęło dwóch poszukiwaczy miast-widm. Zdołali jedynie przesłać MMS-em kilka niewyraźnych zdjęć dziwnego miasta i słuch po nich zaginął. Podekscytowany chłopak postanawia przyjrzeć się temu bliżej. 

Prawdziwego smaczku dodaje powieści wykorzystanie w niej postaci ze słowiańskiej mitologii. I tak jak wątek nastoletniego bohatera przeżywającego swoją pierwszą miłość może wydać się dorosłemu czytelnikowi mało wciągający, o tyle postaci fantastyczne od razu przykuwają uwagę. Esencją zła, i to takiego przez wielkie „Z”, jest w książce Leszy, uśpiony władca sił ciemności, który czeka na możliwość powrotu na ziemię. Dobrze poznajemy też sługi zła, Gangrenę i Strzępowatego. Nie zdradzę, czym są i co potrafią, ale zapewniam, że tworząc ich Żulczyk wykazał się sporą pomysłowością. Świetna jest także postać Baby Jagi, która tym razem stoi po stronie „tych dobrych”.

Dotyk mroku, Dorota Wieczorek

 

Piętnastoletni Jacek wiele dałby za to, by jego dzień wyglądał podobnie. Na swoje nieszczęście pochodzi jednak ze starej rodziny czarodziejów, więc popołudnia spędza na korepetycjach z płanetnictwa, czyli wiedzy o tym, jak kontrolować zjawiska atmosferyczne. Posiadanie magicznych umiejętności wiąże się również ze zdolnością widzenia Mroków, stworów utkanych z Ciemności, które opanowały Gdańsk i wysysają z ludzi życie. Zwykli mieszkańcy miasta nie widzą ich, gdyż ich oczy pokryte są opalizującym bielmem Klątwy, która uniemożliwia im dostrzeżenie najmniejszych nawet przejawów magii. Spośród innych czarodziejów, Jacka wyróżnia niezwykle silna, choć jeszcze nieokiełznana moc oraz fakt, że diaboliczne Mroki nie tylko na niego nie polują, lecz wręcz zdają się nie zwracać na niego uwagi.

Autorka postanowiła nie tylko czerpać z utartego kanonu magicznych postaci, jak krasnoludy czy elfy, ale także sięgnąć po słowiańską mitologię. W Dotyku mroku głównemu bohaterowi towarzyszyły także rusałki i wodniki. W Statku Magów dołączają do nich także smoki, bałtyckie syreny oraz latawce (nie są to jednak znane ze słowiańskich wierzeń demony, a mające postać małych białych ludzików słudzy Króla Burz). Sam Król Burz oraz cały Wichrowy Dwór, unoszący się wysoko nad Gdańskiem także bardzo przypadł mi do gustu.

A NA KONIEC...


 

Dwutomowy leksykon przygotowany przez Pawła Zycha i Witolda Vargasa przede wszystkim przykuwa uwagę ilustracjami i świetnym pod względem estetycznym wydaniem. Każde opisane stworzenie lub postać przedstawione jest na oddzielnej stronie (niektóre nawet na dwóch) w postaci ilustracji, czasem mrocznej, czasem nieco groteskowej, do której dołączony jest opis, wyjaśniający jego pochodzenie, występowanie i charakterystykę, czasem dodatkowo kilka ciekawostek. Mimo że lubię tę tematykę, o wielu wymienionych tu istotach nigdy wcześniej nie słyszałam, dotyczy to m.in. buca, białych ludzi, jaroszka czy miernika. Dlatego czytanie o nich było prawdziwą frajdą.

Po drugą połowę zestawienia powieści fantastycznych bądź z wątkami fantastycznymi, w których wykorzystane zostały motywy słowiańskie, zapraszam do Wiedźmy, o tutaj.


Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...