Przejdź do głównej zawartości

"Dreszcz" Jakub Ćwiek

Marzyło Wam się kiedyś spotkanie prawdziwego superbohatera? Takiego na miarę Batmana lub Supermana, władającego niezwykłą mocą? Uważajcie, bo życzenie to może się spełnić w najmniej spodziewany sposób. Na Waszej drodze może stanąć Dreszcz, a wtedy niczego nie będziecie już pewni.

Rychu Zwierzchowski wiedzie niespieszne, wypełnione piciem i słuchaniem ciężkiego rocka, życie menela na jednym z katowickich osiedli. Daje się wszystkim we znaki, ale tylko do czasu. Czy sprawia to karząca ręka sprawiedliwości, czy też zwykły przypadek, faktem jest, że podczas raczenia się kolejnym browarem na trawniku przed blokiem, w Ryśka trafia piorun z jasnego nieba. Dosłownie. Jednak nie tylko udaje mu się wyjść z tego bez szwanku, ale okazuje się, że nagle mężczyzna zdobył nowe zdolności – emituje wiązki energii elektrycznej, co w niczym nie ustępuje mocom komiksowych superbohaterów. Tylko czy podstarzały, zapijaczony muzyk to aby na pewno dobry materiał na zbawcę ludzkości? On sam ma ku temu mocne wątpliwości, trafia jednak na kogoś, kto nie tylko ich nie ma, ale wręcz zrobi wszystko, by ze Zwierzchowskiego takiego bohatera uczynić.

Sam Rychu jest chyba najmocniejszym punktem tej pozycji. Niby nie pasujący na superbohatera – podstarzały, jednocześnie zapijaczony i zjarany, nadal oglądający się za panienkami trzykrotnie od niego młodszymi i mający w bardzo głębokim poważaniu nie tylko wszelkie możliwe normy życia społecznego i przepisy, ale i samych ludzi. Wyjątek stanowią tylko ci najbliżsi, których właściwie zbyt wielu nie ma. Jest w nim jednak to coś, co sprawia, że po prostu nie można go nie polubić, nawet gdy bez skrupułów strzela na lewo i prawo piorunami, pozostawiając za sobą telepiące się zwłoki, nie zawsze winnych ludzi (choć podobno każdy z nas ma coś na sumieniu, tylko niektórzy mają pecha i wychodzi to na jaw).

Oryginalną postacią, przynajmniej w realiach powieściowych jest również najbliższy (o ile nie jedyny) przyjaciel Ryśka, Alojzy, mówiący jedynie śląską gwarą, co może nieco utrudniać zrozumienie go, ale całości nadaje dodatkowy smaczek. Nie sposób też nie dostrzec pewnego specyficznego uroku w okolicznościach ich poznania, który dobrze obrazuje stopień ich relacji i wzajemne stosunki.

[Rychu] Kiedyś tachał ze sobą także gitarowy piecyk – nie miał daleko, bo ledwie z pierwszego piętra, kabel spuszczał balkonem – aż do dnia, gdy Alojzy Meller, emerytowany górnik z naprzeciwka, nie wytrzymał jazgotu i strzelił do urządzenia ze sztucera. W rewanżu rockman włamał się w nocy na jego balkon i nasikał mu w bławatki. Tak właśnie zaczęła się ich piękna, długoletnia przyjaźń

Pomysł na fabułę również wpisuje się w szalony misz-masz różnych konwencji, charakterystyczny dla Kuby Ćwieka. Pokręceni bohaterowie, wisielczy humor i wszechobecne bluzgi nikogo, kto ma za sobą lekturę innych jego książek, nie powinny dziwić. Podobnie jak mocne nawiązania do ogłuszającego rockowego brzmienia, którego w Dreszczu mamy naprawdę sporą dawkę.

Teoretycznie wszystko jest więc na swoim miejscu. W praktyce okazało się, że to nie wystarczy, by stworzyć historię, która porwie od początku do końca. Niby wszystko wydaje się lekkie, zabawne i świeże, a jednak czegoś zabrakło. Może to zwyczajne potknięcie i tymczasowe zmęczenie materiału? Na samym piciu, rzucaniu mięsem i obmacywaniu rozchichotanych blondynek nie da się zbudować solidnej fabuły, a tak mniej więcej przedstawia się pierwsza połowa powieści. Z drobnymi wstawkami odnoszącymi się do innych wątków.


Zaiskrzyło dopiero około środka książki, ale nie na tyle, by rzucać się na poszukiwania drugiego tomu. Zdecydowanie pozostaję w swym uwielbieniu dla Chłopców i sympatii dla Kłamcy, jednak Dreszcz – jakkolwiek mający w sobie wiele specyficznego uroku – raczej nie dołączy do ich grona. Ot, dość przyjemna, lekka historia utrzymana w fajnej konwencji i z nietuzinkowym bohaterem. Niestety, zabrakło w niej tego „czegoś”; jest dobrze, ale mogło być zdecydowanie lepiej.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 26 pozycji. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.