Przejdź do głównej zawartości

"Wymyśl to!" (recenzja gry)

Pamiętacie grę „Państwa, miasta”? Nie ma chyba osoby, która by w nią nie grała przynajmniej kilka razy, ja sama nie zliczę liczby partii rozegranych z rodzeństwem i to nie tylko w czasach szkolnych, ale i już zupełnie dorosłych. Teraz jednak porzuciliśmy kartki i długopisy na rzecz gry, która wykorzystując podobny pomysł, wprowadza więcej rywalizacji i sprawdza nie tylko wiedzę czy skojarzenia, ale także refleks. Mowa oczywiście o Wymyśl to!




Wymyśl to!
Liczba graczy: 2-10
Wiek: 7-101 
Czas gry: 15 minut 
Wydawca: Rebel

Projektant: Nikolay Pegasov


Cel gry
Banalnie prosty, a jednak czasem trudny do zrealizowanie – należy jak najszybciej podać słowo w danej kategorii na określoną literę. A kto pierwszy, ten lepszy!

Opakowanie i zawartość
W poręcznym pudełku znajdziemy dwie talie kart - 60 z kategoriami (niebieskie) i 52 z literami (czerwone) oraz instrukcję. Jakościowo wszystko prezentuje się bardzo dobrze, a zasady są przejrzyste i czytelne. Jednym słowem nic, tylko usiąść i grać.


Rozgrywka
Przetasowane talie układamy na środku stołu awersami do dołu. Następnie pierwszy gracz (można go wybrać losowo) odsłania kartę z kategorią, a gdy wszyscy się z nią zapoznają, odsłania także kartę z literą. Kto pierwszy wypowie pasujące słowo, zabiera niebieską kartę dla siebie, na koniec gry będzie się liczyła jako zdobyty punkt. Czerwona karta wędruje na stos kart odrzuconych. Jeśli nikomu nie uda się znaleźć odpowiedniego słowa lub wyrażenia, niebieską kartę też czeka taki los.

Kategorie są różnorodne, może to być coś w miarę łatwego, jak Zwierzę, Imię męskie, Celebryta czy Coś, co możesz kupić w supermarkecie, ale niektóre mogą sprawić nieco problemów (zwłaszcza gdy trafimy na wyjątkowo oporną literę): Coś, czego nie powinieneś dawać dziecku, Coś wulgarnego czy Przedmiot, który nie mógł istnieć 1000 lat temu.


Aby gra nie była zbyt monotonna, wprowadzono cztery rodzaje kart specjalnych, dzięki którym można zdobyć dodatkowe punkty, a w jednym przypadku zostać ukaranym punktami minusowymi. Karty te znajdują się wśród niebieskiej talii. Gdy zamiast kategorii pojawi się jedna z nich, należy wyciągnąć jeszcze jedną kartę z kategorią i dopiero wtedy odsłonić literę. Mamy tu do czynienia z:
  • Kto będzie ostatni? – po odgadnięciu danego słowa gracz odlicza wolno do pięciu. Jeśli w tym czasie inny gracz wypowie słowo również pasujące do kategorii i litery, to on zaczyna odliczać. Trwa to do momentu, gdy nikt nie będzie w stanie wymyślić więcej słów. Wtedy obydwie niebieskie karty trafiająco gracza, który jako ostatni odpowiedział poprawnie.
  • Kto potrafi krócej? – zasady są identyczne, jak w przypadku powyższej karty, z tą różnicą, że każde nowe słowo musi być krótsze od poprzedniego.
  • Kto potrafi dłużej? – analogicznie musimy wpaść na słówko dłuższe niż przeciwnik.
  • Kto da więcej? – to mój faworyt, zapewniający podwójną liczbę punktów, ale też najbardziej ryzykowny. Po odkryciu kategorii gracze licytują między sobą, ile wyrazów będą w stanie podać w ciągu 60 sekund (przyda się tutaj minutnik) – oczywiście pasujących do podanej kategorii i rozpoczynających się na literę, która zostanie odkryta dopiero za chwilę. Ten, kto poda najwyższą liczbę, podejmuje wyzwanie. Jeśli uda mu się zrealizować, co obiecał, otrzymuje karty z podwójną liczbą punktów, jeśli nie – otrzymuje kartę z punktami ujemnymi.


Gra kończy się wraz z wykorzystaniem wszystkich kart z talii liter. Należy wtedy podliczyć zebrane przez siebie punkty (gwiazdki na niebieskich kartach) i ewentualnie odjąć od nich punkty minusowe. Wygrywa oczywiście ten gracz, który zdobędzie najwyższy wynik.

Wrażenia
Nie pamiętam już, kiedy równie dobrze się bawiłam. O dziwo udało nam się wciągnąć do gry również tych członków rodziny, którzy zazwyczaj kręcą nosem na taką rozrywkę bądź patrzą na nas z niedowierzaniem, gdy zazwyczaj wyciągamy jakąś grę. Niektóre kategorie okazały się prawdziwym wyzwaniem, zwłaszcza gdy w parze z nimi wylądowała literka Ś, Ż/Ź czy Ć, inne były banalne, ale liczył się refleks. Okazało się, że niektórzy tworzą słowa, które nie istnieją, a inni pod presją czasu zapominają najprostsze wyrazy. Śmiechu było jednak co nie miara i to za każdym razem, dlatego serdecznie polecam Wam tę grę, niezależnie od tego, ile macie lat i z kim zamierzacie grać.

Plusy:
- świetna rozrywka i zabawa dla graczy w każdym wieku
- proste zasady
- zajmuje mało miejsca, można w nią grać praktycznie wszędzie
- dobra zarówno na rodzinne popołudnie, jak i imprezę ze znajomymi
- można grać zarówno w parze, jak i grupie (przyjemność taka sama)
- bardzo wysoka regrywalnośc
- dynamiczna rozgrywka

Minusy:
- mimo kilkudziesięciu partii, jeszcze ich nie odkryliśmy

Za egzemplarz gry do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Gier Rebel.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 26 pozycji. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.