Przejdź do głównej zawartości

"Bursztynowy anioł" Anna Tabak (recenzja przedpremierowa)

O miłości napisano i powiedziano już niemal wszystko, a jednak temat ten pozostaje niewyczerpany. Każdy pragnie znaleźć tę drugą połówkę, poczuć motyle w brzuchu, kochać i być kochanym, dlatego tak chętnie sięgamy po powieści, w których możemy śledzić miłosne perypetie głównych bohaterów. Sama sięgam po nie coraz rzadziej, ale dla niektórych robię wyjątek, jedną z nich jest Bursztynowy anioł autorstwa Anny Tabak, który będzie miał swoją premierę już za tydzień.

Niespełna dwudziestodwuletnia Joanna wiedzie nieco szalone życie studentki, próbującej pogodzić studia na niezbyt szczęśliwie wybranym kierunku, pracę w jednej z krakowskich restauracji i korzystanie z uroków wieczornego Krakowa. Nie narzeka i optymistycznie patrzy w przyszłość do czasu, gdy po kilku latach związku jej chłopak niespodziewanie z nią zrywa. Dodatkowo zabierając ze sobą ich wspólne oszczędności. Od tej pory życie dziewczyny wywraca się do góry nogami, lecz – jak się okazuje – czasem kubeł zimnej wody na głowę i zmiana perspektywy odnoszą naprawdę pozytywny skutek. Wkrótce na drodze Aśki staje dwóch zupełnie różnych od siebie mężczyzn, pozostaje tylko pytanie, którego z nich wybrać i jak nie popełnić największego błędu w życiu.

Mimo że zazwyczaj obracam się w zupełnie innych gatunkach powieści, z prawdziwą przyjemnością zagłębiłam się w perypetie głównej bohaterki, które z jednej strony mocno mnie ubawiły, a z drugiej sprawiły, że z lekką nostalgią zaczęłam wspominać studenckie czasy. Pozytywnie zakręcona Asia, często padająca ofiarą własnego roztrzepania i nieuwagi, wzbudza sympatię już od pierwszych stron. Nic nie układa się tak, jakby sobie tego życzyła, zmaga się z rozstaniem z chłopakiem, oczekiwaniami ze strony rodziców, zawalonymi egzaminami i pracą za najniższą stawkę, gdzie pełni rolę „przynieś-podaj-pozamiataj”, jednym słowem spada jej na głowę cały bagaż tych najgorszych opcji, jakie mogą spotkać młodego człowieka tuż po dwudziestce. Ratuje ją tylko pogoda ducha oraz dwie współlokatorki, nie mniej szalone od niej, choć w zupełnie inny sposób. Cała trójka świetnie się uzupełnia i świetnie czyta się o ich zmaganiach z każdym kolejnym dniem.

Główna oś wątku romantycznego nawiązuje do znanego schematu, mamy tu w końcu młodą dziewczynę i dwóch zupełnie różnych facetów mających w sobie to „coś”, choć w przypadku każdego z nich jest to „coś” zupełnie innego. Właściwie można się mniej więcej domyślić tego, w jaki sposób autorka zamierza pokierować wyborami i losem Aśki, ale nie ma to większego wpływu na samą lekturę, bowiem to co się dzieje niejako „po drodze”, nie pozwala na zmęczenie czy znudzenie się książką. Wręcz przeciwnie, całość czyta się bardzo szybko i przyjemnie.

Obok historii miłosnej, w powieści pojawia się również kilka innych kwestii tak istotnych w życiu każdego, zwłaszcza młodego człowieka. Mamy więc bardzo ciepło i zabawnie przedstawioną prawdziwą przyjaźń, która potrafi uratować i niemalże za uszy wyciągnąć z największej nawet chandry i dołka. Mamy problem wyboru przyszłej ścieżki życiowej – czy podążać za marzeniami, czy też spełniać oczekiwania najbliższych, nawet jeśli kłócą się z tym, czego naprawdę pragniemy. Czy kierować się sercem, czy rozumem i czy lepiej jest sparzyć się podczas porażki, czy żałować, że nie dało się szansy swoim marzeniom.

Lektura Bursztynowego anioła nasuwa skojarzenie z latem – jest lekka, ciepła i napawa optymizmem. To opowieść nie tylko o poszukiwaniu miłości i szczęścia, ale także o dojrzewaniu do podejmowania decyzji niezależnie od opinii i nacisków ze strony otoczenia. Jednym słowem, polecam wszystkim szukającym relaksującej, napisanej z humorem powieści, świetnie sprawdzającej się zarówno podczas letniego urlopu jak i podczas zimowych wieczorów.

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele