czwartek, 5 stycznia 2017

"Opowieść o Kullervo" J.R.R. Tolkien

Zapowiedź Opowieści o Kullervo była nie lada zaskoczeniem dla wszystkich fanów J.R.R. Tolkiena. Oto miała ukazać się historia dotąd niepublikowana, wydobyta z czeluści szuflad pisarza i jego prywatnych notatek. Jednym słowem prawdziwy rarytas, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Po konsumpcji okazuje się bowiem, że do tej beczki pełnej miodu dorzucono też łyżkę dziegciu i to całkiem sporą.

Osoby znające choć pokrótce biografię Tolkiena, prawdopodobnie doskonale znają jego fascynację mitologiami, a w szczególności Kalevalą, poematem łączącym dawne fińskie podania, legendy i pieśni ludowe. To właśnie z niej zaczerpnął historię o Kullervo, która – w nieco zmienionej przez niego wersji – stała się nie tylko pierwszą w jego dorobku opowieścią fantastyczną, ale również stanowiła mocne podwaliny pod przyszłą twórczość, w tym przede wszystkim Dzieci Hurina.

Kullervo uznawany jest za jedna z najtragiczniejszych postaci nie tylko w dorobku Tolkiena, ale i w Kalevali. Jego ojciec został zabity tuż przed jego narodzinami przez swego brata, który zagarnął majątek rodziny, wymordował służących, a ciężarną matkę Kullervo zamienił w swą niewolnicę. Gdy chłopiec przyszedł na świat, okazał się niezwykle silny i obdarzony magicznymi mocami, wkrótce też stał się obiektem nienawiści wuja, który postanowił go zabić. Żadne z podejmowanych przez niego prób zgładzenia bratanka się nie powiodły, a ostatecznie doprowadziły do tego, że Kullervo uciekł, poprzysięgając wujowi krwawą zemstę. Niestety, na miarę tragicznych bohaterów, nie tylko nie przyniosła mu ona ulgi, lecz przyczyniła się do jeszcze większego nieszczęścia.

Tolkien nigdy nie ukończył pracy nad Opowieścią o Kullervo, a wydana wersja to przedruk jego notatek, w niektórych miejscach pokreślonych, a w innych niedopisanych do końca. Mamy tu nawet do czynienia ze zmianą imion w trakcie trwania opowieści, gdy autor doszedł do wniosku, że jednak inna wersja będzie mu bardziej odpowiadała. Daje to niesamowite wrażenie „podglądania” pracy pisarza i śledzenia toku jego myśli podczas tworzenia. Ponadto, do opowieści dołączony został referat Tolkiena O Kalevali, czyli Krainie Bohaterów i to w podwójnej wersji – manuskryptu brudnopisu i efektu końcowego. Widać w nim fascynację tematem, zarówno na poziomie fabularnym, jak i (a może przede wszystkim) językowym. Nie da się też nie dostrzec wpływu jego badań nad eposem na późniejsze tworzenie własnych języków i historii Śródziemia.

Gdzie więc tkwi problem i nutka goryczy, o której wspomniałam na początku? Książka liczy 270 stron, z czego właściwa opowieść zajmuje zaledwie… 30! Obydwie wersje referatu na temat Kalevali  to  kolejnych 45 stron. Co więc nadaje całości takiej objętości? Wszystkie trzy teksty zostały podane nie tylko w polskim tłumaczeniu, ale również w oryginalnej, angielskiej wersji. Podobnie wydano  Beowulfa w przekładzie Tolkiena i akurat jest bardzo ciekawy zabieg, nie tylko dla fanów pisarza, ale również dla językowców. Pozostała część książki to już przypisy i komentarze Verlyn Flieger, pod której redakcją ukazała się całość. Niby więc wszystko jest na miejscu, ale mam poczucie niedosytu i lekkiego rozczarowania oraz wrażenie niejako nadmuchiwania książki na siłę. W przyszłym roku ma mieć premierę kolejna niepublikowana dotąd tolkienowska historia, Beren i Luthien i zastanawiam się, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zebranie ich w jeden tom. To już jednak nie kwestia polskiego wydawcy, a brytyjskiego, który w nieznanych dotąd bądź niedokończonych pracach pisarza znalazł chyba kurę znoszącą złote jajka.

Niemniej jednak, mimo że spodziewałam się po Opowieści o Kullervo czegoś więcej, cieszę się, że została wydana, nawet nie ze względu na samą historię, lecz możliwość zerknięcia na pracę autora niejako od kuchni. Z pewnością też będzie stanowiła gratkę dla wielbicieli twórczości Tolkiena, pozwala bowiem lepiej zrozumieć jego zamysły i ewolucję pomysłów na późniejsze, najsłynniejsze dzieła.

 Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję księgarni nieprzeczytane.pl


Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...