Przejdź do głównej zawartości

"Istota zła" Luca D'Andrea

Istota zła, Luca D'Andrea
czyta Tomasz Sobczak
Biblioteka Akustyczna, czas 13 godz. 34 min
Z potęgą pokrytych śniegiem i lodem Dolomitów nie można bezkarnie igrać. Góry i ich mieszkańcy rządzą się swoimi prawami, a to co dzieje się wśród wysokich szczytów i w mrocznych jaskiniach, pozostaje właśnie tam. A przynajmniej powinno, bo ci, którzy łamią tę zasadę, mogą zostać przykładowo i okrutnie ukarani.

Powieść, którą Luca D’Andrea wkroczył na polski rynek, przykuwa uwagę zarówno tytułem, jak i okładką. Dodatkowo krótki opis wydawcy elektryzuje i rozpala wyobraźnię, kusząc i wabiąc zapowiedzią tajemnicy, grozy i niewyjaśnionej zbrodni sprzed lat.

Gdy Jeremiasz Salinger, amerykański filmowiec dokumentalista, przeprowadza się z rodziną do niewielkiej wioski Siebenhoch, skąd pochodzi jego żona, jego głównym celem jest nakręcenie filmu o pracy lokalnych ratowników górskich. Niestety, jedna z wypraw, podczas których towarzyszy zespołowi ratunkowemu, kończy się tragicznie – giną wszyscy jej członkowie z wyjątkiem Salingera, który wprawdzie uchodzi z życiem, ale za to z całkowicie poharataną psychiką i obłędnym strachem przed czającą się w górach Bestią, w której istnienie uwierzył, gdy czekał na ratunek w pogrążonej w ciemności grocie.

W trakcie mozolnej rekonwalescencji Jeremiasz trafia na trop niewyjaśnionego morderstwa sprzed trzydziestu lat. A dokładnie rzezi, jaka miała miejsce w owianej złą sławą wąwozie Bletterbach; jej sprawcy nigdy nie schwytano. Rozwikłanie tej tajemnicy staje się jego obsesją, mężczyzna prowadzi prywatne śledztwo nie bacząc na coraz większą wrogość mieszkańców Siebenhoch, którzy wyraźnie nie życzą sobie, by ktoś obcy grzebał w bolesnych wspomnieniach i sprawach, które go nie dotyczą.

Istota zła ma w sobie coś niepokojącego, a atmosfera czającego się gdzieś na granicy wzroku zagrożenia i nadciągającego, ale trudnego do zdefiniowania niebezpieczeństwa, towarzyszy czytelnikowi już od pierwszych stron. Wraz z rozwojem akcji zdarzają się wprawdzie fragmenty, które sugerują, że chyba jednak głównego bohatera (a nas co nieco przy okazji takżę) zbyt ponosi wyobraźnia, że wszystko jest w porządku, a przynajmniej może takie pozostać przy odrobinie dobrej woli. Potem jednak, niczym diabeł z pudełka, wyskakują nowe fakty i nowe zdarzenia, które zmuszają do zweryfikowania dotychczasowych sądów. I dzieje się tak aż do samego końca. Muszę oddać autorowi sprawiedliwość, że pewnym zwrotem wypadków (nie zdradzę jednak w którym momencie, by nie zepsuć Wam przyjemności) zaskoczył mnie wyjątkowo mocno. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się tego, co wymyślił, a jednak miało to jak najbardziej sens.

To właśnie atmosfera tajemnicy i niepokoju oraz sceneria powieści zdają się największymi zaletami powieści. Mroźne i zaśnieżone Siebenhoch to na pierwszy rzut oka zwykła, wręcz urocza miejscowość położona u podnóża gór, idealne miejsce dla turystów szukających spokoju, ale i wyzwań na wysokogórskich szlakach. Nie da się jednak nie dostrzec, że takie niewielkie, przez lata odseparowane od reszty świata miejsca rządzą się swoimi prawami, a ich mieszkańcy bardzo wyraźnie dzielą ludzi na „swoich” i „obcych”. I nie mają tu większego znaczenia intencje osoby z zewnątrz, nigdy nie będzie ona dopuszczona do pewnych spraw, a jeśli złamie miejscowe reguły, jej los zdaje się przesądzony.

Z drugiej strony, nie będę ukrywać, że mimo wszystko spodziewałam się nieco mroczniejszej fabuły i bardziej dynamicznej akcji. Nie mogę powiedzieć, by powieść mnie nudziła, absolutnie nie – mimo pewnych niedociągnięć ma w sobie coś hipnotyzującego, co po prostu zmusza do zagłębiania się w nią coraz dalej i dalej. Niemniej, pewne uczucie lekkiego niedosytu pozostaje.

Powieść poznałam w wersji audio w interpretacji Tomasza Sobczaka, który świetnie oddał jej atmosferę i głównych bohaterów. Z jednym, małym wyjątkiem – pięcioletniej córeczki Salingera, która odgrywa w książce znaczącą rolę. Niestety, ta rola wypadła słabo, by nie rzec - nieco zniechęcająco, no ale w końcu nie można mieć wszystkiego.

Podsumowując, Istota zła to bardzo dobra propozycja na rozpoczęcie przygody z włoskim thrillerem, zwłaszcza że tych brakuje na naszym rynku. Kryje w sobie dobrze skonstruowaną zagadkę i świetny klimat, dlatego z pewnością przypadnie do gustu fanom gatunku.

Za możliwość wysłuchania poznania mrocznej strony włoskich Dolomitów serdecznie dziękuję Bibliotece Akustycznej.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele