Przejdź do głównej zawartości

"Hipotermia" Arnaldur Indriðason

Hipotermia, Arnaldur Indriðason
Lektor: Andrzej Ferenc
Czas: 8 godz. 25 min.
Brakowało mi powieści Arnaldura Indriðasona i mało optymistycznego, ale przykuwającego uwagę obrazu współczesnej Islandii. Dlatego z ogromną radością przywitałam Hipotermię, kolejną odsłonę cyklu o detektywie Erlendurze Sveinssonie, jak zwykle w rewelacyjnej interpretacji Andrzeja Ferenca.

W letniskowym domku zostaje znalezione ciało kobiety. Nikt nie ma wątpliwości, że popełniła samobójstwo, mimo że jej bliscy twierdzą, że to dla nich ogromny szok, a sama Maria nie była typem osoby targającej się na własne życie. Sprawa zostaje zamknięta, jedynie Erlendur nie może pozbyć się wrażenia, że coś jest w niej nie tak, dlatego wykorzystując wolny czas rozpoczyna prywatne śledztwo, starając się odkryć, co popchnęło Marię do tego czynu i czy na pewno nikt jej w tym nie „pomógł”. Im bardziej zagłębia się w jej życie, tym smutniejszy obraz ukazuje się jego oczom. Obraz kobiety niepotrafiącej pogodzić się ze śmiercią matki oraz wypadkiem sprzed lat. Jednak czy to właśnie rozpacz po stracie rodziców skłoniła ją do ostatecznego?

Hipotermia nie jest typowym kryminałem, owszem mamy tu ciało, brak natomiast oficjalnego oskarżenia i tradycyjnego śledztwa. W zamian otrzymujemy mnóstwo rozmów i wspomnień, z których ostatecznie wyłania się pełny obraz wydarzeń. Czy to źle? Absolutnie nie, choć sprawia to, że akcja toczy się raczej powoli, a nacisk położony jest na warstwie psychologicznej i obyczajowej, a nie kryminalnej.

Wspólną cechą powieści Indriðasona, którą od pierwszego rozdziału, można dostrzec również w Hipotermii, jest szary, przygnębiający, wręcz depresyjny obraz Islandczyków i otaczającej ich rzeczywistości. Bohaterowie bieżącej książki mierzą się z licznymi problemami osobistymi, rozwodami, samotnością i zawiedzionymi nadziejami. Niemal każdy dźwiga swoje brzemię i ucieka przed demonami przyjmującymi wprawdzie różne postaci, ale równie mocno oddziałującymi na psychikę.

Inną kwestią, mocno zaakcentowaną w powieści, jest zmierzenie się człowieka z utratą najbliższej osoby, tęsknota za nią, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, a wreszcie chęć zbadania, czy istnieje życie po życiu. Obserwujemy ten problem z różnych perspektyw, ale każda z nich jest przejmująca i porusza swoją bezpośredniością, ale i bólem. Na pierwszy plan wysuwa się z oczywistych powodów postać Marii i jej próby zmierzenia się ze śmiercią matki, z którą łączyła ją tak bliska, że wręcz toksyczna zażyłość. Powraca także motyw zaginionego brata Erlendura, którego wspomnienia prześladują policjanta, mimo że od tamtych wydarzeń minęło kilkadziesiąt lat.


Podsumowując, Indriðason nie tylko nie wychodzi z formy, ale z każdą powieścią utwierdza mnie w przekonaniu, że jest naprawdę dobrym pisarzem i obserwatorem życia. Pozostaje mi mieć nadzieję, że kolejne części cyklu wkrótce doczekają się polskiego przekładu, a tymczasem Was gorąco zachęcam do poznania jego twórczości. Zwłaszcza jeśli jesteście fanami kryminału w klimatach mroźnej Północy.

Za możliwość wysłuchania powieści "Hipotermii" serdecznie dziękuję Bibliotece Akustycznej.

Spodobał Ci się ten post? Nie przegap kolejnych, będzie mi miło, jeśli mnie polubisz :)
    

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele