Przejdź do głównej zawartości

"Złoto bohaterów" (recenzja gry)

Od wieków potwory były ciemiężone i obrabowywane ze swych skarbów przez rycerzy i książąt. Teraz powiedziały dość i postanowiły odebrać to, co zostało im bezprawnie odebrane! Ruszają więc na zamek króla Polikarpa, w którego skarbcu leży ich złoto!




Złoto bohaterów

Liczba graczy: 3-6 osoby
Wiek: 8+
Czas gry: 20-30 min
Wydawca: Rebel
ProjektantDesnet Amane 
Ilustrator: Markus Erdt


Cel gry
Zdobyć złoto! Duuuuużo złota! I przy okazji pokonać tych wstrętnych strażników, którzy go pilnują!

Opakowanie i zawartość
W średniej wielkości pudełku znajdziemy:
  • 4 części planszy zamku (używane w zależności od liczby graczy)
  • 12 płytek króla
  • 81 żetonów monet o różnych nominałach
  • znacznik pierwszego gracza
  • 30 kart potworów podzielonych na sześć grup
  • 36 kart strażników
  • instrukcja
Wszystkie elementy są wykonane solidnie i przyjemnie dla oka. Zwłaszcza nieco  karty prezentują się znakomicie. Potwory są podzielone na sześć grup: trolle, nieumarli, bestie oceaniczne, demony, insekty i smoki. Z kolei strażnicy dzielą się na trzy kategorie, w zależności od poziomu siły i wartości łupu, gdy taki delikwent zostanie pokonany. Jedyny minus to niestety brak wypraski, przez co w pudełku panuje bałagan.


Rozgrywka
Przed przystąpieniem do gry, należy ułożyć na środku stołu odpowiednią liczbę pól zamku – zależy ona od tego, ile osób bierze udział w rozgrywce. Następnie każdy z graczy dostaje 5 złotych monet i wybiera swoją frakcję potworów, tasuje karty, dwie odkłada awersem do dołu przed sobą, a pozostałe trzy zostawia na ręku. Karty strażników ustawiamy w stosiku tuż przy bramie zamku, gracze kolejno losują po jednej z nich i układają na polach zamku awersem to dołu. To z tymi anonimowymi strażnikami przyjdzie im się za chwilę zmierzyć.


W zależności od liczby graczy, gra trwa 5 lub 6 rund, które odlicza się za pomocą płytek króla. W podstawowym wariancie to ich jedyny cel. Każda runda składa się z trzech etapów:
  1. Zagrywanie kart potworów – gracze kolejno wykładają karty potworów przy wybranych strażnikach (na puste pole bądź podmieniając leżącą już tam kartę, to jednak wymaga spełnienia określonych warunków i dopłaty) tak, aby ostatecznie każdy miał na stole po dwie swoje karty.
  2. Walka ze strażnikami – należy kolejno odsłonić karty strażników i porównać siłę kart. Jeśli strażnik okazuje się silniejszy, następuje koniec tego etapu gry i przechodzimy do leczenia potworów. Jeśli z kolei to para potworów ma większą bądź równą strażnikowi siłę, wtedy gracze, których potwory wygrały z danym strażnikiem, dzielą między siebie jego łup.
  3. Leczenie potworów – wymaga od „właściciela” kart wniesienia opłaty do skarbca za leczenie tych potworów, które zostały pokonane. Jeśli wszyscy strażnicy zostali w danej rundzie pokonani, ten etap omijamy.

Na koniec każdej rundy gracze zabierają z zamku wykorzystane karty i kładą je przed sobą awersem do dołu, wymieniając je na karty odłożone tam na samym początku gry. To nimi będą grać w kolejnej rundzie. Należy odrzucić jedną płytkę króla i wybrać nowych strażników. Potem możemy zacząć kolejną rundę.

Grę wygrywa osoba, która na zakończenie ostatniej rundy będzie posiadała najwięcej złota.


Ponadto, jeśli podstawowy wariant Wam się znudzi, można wykorzystać jeden z dwóch interesujących wariantów – Szykownych Strażników (karty strażników wykładane są w kolejności od najsłabszego do najsilniejszego) lub Nowe rozkazy króla (zasady każdej rundy zmieniają się pod wpływem treści płytek króla). Ta druga opcja zdecydowanie najbardziej przypadła nam do gustu, ponieważ z jednej strony bardzo urozmaica grę, a z drugiej wprowadza pewną dozę niepewności odnośnie strategii, jaką trzeba będzie przyjąć w czasie rozgrywki. Może m.in. narzucić, jakie karty potworów należy wykorzystać, a jakich nie wolno, zapewnić dodatkowy łup lub go pozbawić, itp.

Podsumowanie
„Złoto potworów” sprawdziło się doskonale nie tylko jako gra familijna, ale również typowo towarzyska w gronie dorosłych, choć niezbyt doświadczonych graczy. Jej zasady są proste do wyjaśnienia, a rozgrywka szybka i lekka. Dużą zaletą jest fakt, że wymaga ona współpracy wszystkich graczy, ale jednocześnie każdy gra na własną rękę, by zdobyć łup wyższy od pozostałych. Zapewnia to mnóstwo emocji i dobrej zabawy. Serdecznie polecam!

Plusy:
- proste zasady
- dobra skalowalność
- dynamiczna rozgrywka
- jakość i estetyka wykonania
- możliwość urozmaicania gry poprzez wprowadzenie dwóch wariantów

Minusy:
- podstawowy wariant może się dość szybko znudzić
- brak wypraski

Za egzemplarz gry do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Gier Rebel.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele