poniedziałek, 20 czerwca 2016

"Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza" Robert M. Wegner

Opowieści z meekhańskiego pogranicza.
Niebo ze stali, Robert M. Wegner

Powergraph, 2014
Kiedy autor mający dotąd na koncie rewelacyjne opowiadania postanawia spróbować swoich sił w dłuższej formie, istnieje dość znaczne ryzyko, że powinie mu się noga i zawiedzenie czytelnicy mu tego nie wybaczą. W najlepszych fantastycznych historiach, z Wiedźminem na czele, można dostrzec pewną prawidłowość – o ile krótsze teksty wypadają rewelacyjnie, o tyle powieść zaliczają co najmniej lekki spadek formy.

Robert M. Wegner zaryzykował i luźno powiązane ze sobą Opowieści z meekhańskiego pogranicza przekuł w solidnie przemyślaną powieść. W Niebie ze stali Wegner splótł ze sobą dwa wątki, które najbardziej przypadły mi do gustu w dwóch poprzednich tomach cyklu – losy oddziału Staży Górskiej z Północy, dowodzonego przez porucznika Kennetha oraz członków wolnego czaardanu, przemierzającego bezkresne stepy Wschodu. Takie połączenie było więc niemalże skazane na sukces, przynajmniej w mojej bardzo subiektywnej ocenie.


Tym razem akcja toczy się dwutorowo, choć rozbija przy tym na kilka pomniejszych wątków. Z jednej strony obserwujemy poczynania Kailean i Dagheny wysłanej z pozornie samobójczą misją do zamku, wokół którego dochodziło w ostatnich miesiącach do licznych morderstw i zaginięć. Wcielając się w role egzotycznej księżniczki i jej służki, wojowniczki próbują odkryć tajemnicę, której rozwiązanie okazuje się jeszcze bardziej niesamowite i mroczne, niż mogły przypuszczać. Z drugiej strony widać mozolną, ale niestrudzoną wędrówkę tysięcy Wozaków Verdanno, którzy podejmują karkołomną i straceńczą walkę o ucieczkę z Imperium Meekhanu i powrót na ojczyste równiny. A przez mordercze góry prowadzi ich oddział porucznika Kennetha, wzbogacony o nowych gwardzistów – osobników, których przez różne występki i przewinienia, wydalono z innych oddziałów.

Po skończonej lekturze muszę się przyznać do jednego – pokochałam twardych Wozaków Verdanno, dla których prawdziwa wolność to możliwość ruszenia z wozem tam, gdzie oczy poniosą. Zafascynował mnie ich bezkompromisowy świat, pełna pasji odwaga, ale i straceńcze szaleństwo, które towarzyszy im niemal na każdym kroku podróży. Kibicowałam im od pierwszego spotkania i nadal trzymam za nich kciuki, licząc po cichutku, że autor okaże im sumienie i wynagrodzi w kolejnym tomie wszystkie trudy i poniesione ofiary.

Opowiadania zawarte w poprzednich tomach, z racji swojej krótkiej formy, mogły przyzwyczaić czytelnika do dynamicznej akcji, kolejno wprowadzanych nowych bohaterów i dość szybkie przejście do puenty. Powieść rządzi się jednak swoimi prawami, stąd też można dostrzec pewne spowolnienie przebiegu wydarzeń i znacznie dłuższy rozwój wydarzeń prowadzących do decydującego rozwoju akcji. Czy to źle? Mogłoby tak być w przypadku autora posiadającego słabszy warsztat pisarski, ale Wegner wychodzi z tego obronną ręką. Mało tego, raczy nas fabułą, która z jednej strony jest świetnie dopracowana, poruszająca i dająca emocjonalnego kopniaka prosto w serce, a z drugiej pełna barwnie i obrazowo przedstawionych scen bitewnych, w których krew się leje, ogień szaleje, a ludzie i ich wierzchowce padają jak muchy.


Przede mną jeszcze ostatni tom cyklu o pograniczach Meekhanu i mam nadzieję, że będzie równie dobry jak wszystkie do tej pory. Z każdym kolejnym utwierdzam się w przekonaniu, że świat i historia stworzone przez Roberta M. Wegnera to prawdziwy majstersztyk, który powinien poznać każdy miłośnik fantastyki.

Przeczytaj również:


Za możliwość przemierzenia pograniczy Meekhanu serdecznie dziękuję Księgarni BookMaster.
BookMaster księgarnia internetowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...