piątek, 22 kwietnia 2016

"Pasażer 23" Sebastian Fitzek

Pasażer 23, Sebastian Fitzek
Amber, 2016
Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni przeczytałam powieść przy praktycznie jednym podejściu, robiąc jedynie niezbędne przerwy. Mimo że mam szczęście dość często trafiać na fascynujące książki, zwykle ich lektura zajmuje mi przynajmniej dwa-trzy dni. W przypadku Pasażera 23 był to jeden wieczór, który przeciągnął się do godzin nocnych. Po prostu nie byłam w stanie odłożyć książki na półkę i chociaż oczy mnie piekły, a rozsądek kazał kłaść się spać, nie mogłam pozostawić tej historii nieskończonej.

Przed pięcioma laty żona i synek Martina Schwarza, policyjnego tajniaka, zaginęli na pokładzie luksusowego statku wycieczkowego „Sułtan Mórz”. Prowadzący wówczas dochodzenie doszli do wniosku, że Nadia Schwarz najpierw wyrzuciła uśpionego chłopca za burtę, a następnie sama rzuciła się do wody. Od tego czasu życie Martina straciło sens, stał się tykającą bombą, wykorzystywaną przez przełożonych do przeprowadzania samobójczych i karkołomnych zadań, których nikt inny nie jest w stanie wykonać. Pewnego dnia mężczyzna otrzymuje telefon od kobiety, która twierdzi, że przed kilkoma tygodniami na „Sułtanie Mórz” po raz kolejny doszło do zaginięcia matki z dzieckiem. Tym razem jednak dziewczynka niespodziewanie się odnalazła, trzymając w objęciach misia, który… należał do synka Schwarza.


Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sebastiana Fitzka, mimo że jego nazwisko jest szeroko znane wśród fanów gatunku. Sama od dosyć dawna nie czytam już thrillerów i kryminałów (dawniej robiłam to nałogowo), wyjątek stanowią powieści czworga autorów – Henninga Mankella, Aleksandry Marininy, Jorna Liera Horsta i Agathy Christie. Teraz do listy będę musiała dopisać obecnie ponoć najpoczytniejszego niemieckiego pisarza, który swoją powieścią wzbudził we mnie całą gamę sprzecznych emocji – od zachwytu nad doskonałym zapanowaniem nad fabułą i akcją aż po niedowierzanie i obrzydzenie w chwilach, gdy obnażał najbardziej odstręczającą stronę ludzkiej natury.

Zafascynowała mnie precyzja, z jaką autor zbudował całą historię; wszystkie elementy doskonale się w niej ze sobą zgrywają, napięcie wzrasta, a zakończenie zaskakuje. I to nie jednokrotnie, a kilka razy! Serio, jako dawniej stary wyjadacz byłam w pewnym momencie przekonana, że wiem, w jakim kierunku podąży fabuła, a tu bach, niespodzianka, wyjaśnienie okazało się zupełnie inne. Po kilkunastu stronach – buch, kolejny zwrot akcji i to przedstawiony w wiarygodny sposób, więc mimo zaskakujących zmian punktu widzenia i kontekstu przedstawianych zdarzeń, czytelnik nawet przez chwilę nie ma poczucia nadwyrężania praw logiki. Całość jest po prostu rewelacyjnie przemyślana, a jej kolejne elementy ujawniane są w idealnie dawkowanych porcjach.

Fitzek, mimo że oczywiście fabuła jego powieści to czysta fikcja, sięgnął po interesujący motyw zaginięć na statkach rejsowych, które nie są może sytuacją nagminną, ale trudno je nazwać sporadycznymi przypadkami. Środek morza lub oceanu to idealne miejsce dla samobójcy, ale i mordercy, który chce szybko pozbyć się ciała ofiary. Zwłaszcza, że nagłaśnianie takich wydarzeń z pewnością nie leży w interesie ani armatorów, ani organizatorów takich wycieczek, ponieważ wiąże się dla nich przede wszystkim z ogromnymi stratami finansowymi.

Pasażer 23 okazał się emocjonujący i nieprzewidywalny, przyprawiający o dreszcze, ale jednocześnie nie pozwalający oderwać się od lektury. Przestałam czytać thrillery ze względu na pewną ich schematyczność, ale cieszę się, że trafiłam na powieść Fitzka, przypomniała mi to, co najlepsze w tym gatunku. Gorąco polecam!


Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Amber.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...