poniedziałek, 29 lutego 2016

"Ruda Sfora" Maja Lidia Kossakowska

Ruda Sfora, Maja Lidia Kossakowska
Fabryka Słów, 2011
Daleka Syberia, szamanizm i jakucka mitologia to doskonały przepis na świetną książkę. Zwłaszcza kiedy na warsztat bierze go Maja Lidia Kossakowska, jedna z najsłynniejszych i najlepszych polskich autorek fantasy.

Początkujący, zaledwie trzynastoletni szaman Ergis, pozbawiony należnej mu pozycji przez chciwego oszusta Dyraj Bogoja i pozbawionego skrupułów rosyjskiego nożownika, Wasyla, zmuszony jest do wyruszenia w zaświaty, by odnaleźć swoje przeznaczenie i fragment duszy, którą ktoś mu ukradł. W podróży towarzyszy mu szamański koń, wojownik-ołonchosut równie dobrze władający bronią jak i pieśnią, córka boga-ognia oraz… tupilak, czyli jakucki odpowiednik zombie. Przemierzając kolejne warstwy zaświatów, bohaterowie przekonują się, że coś jest w nich poważnie nie tak. Piękne i zielone krainy Nieba przecinają spopielałe pasma ziemi i trupy ich mieszkańców. A to dopiero zapowiedź tego, do czego zdolna jest Ruda Sfora, która nadciąga i niszczy w posadach znany im dotąd świat.


Akcja powieści skupia się na wędrówce głównych bohaterów oraz ich walce z napierającym Złem, które unicestwia wszystko na swojej drodze. Patrząc więc na książkę tylko pod tym kątem, wydaje się ona przeznaczona raczej dla nastolatków niż dorosłych, szukających bardziej rozbudowanej intrygi bądź głębszego dna. A jednak nie ukrywam, że dałam się porwać opowieści o Ergisie i jego przyjaciołach, zwłaszcza że dopiero ostatnie rozdziały wyjaśniają w pełni dość zaskakujące zamierzenia Autorki i interpretację Rudej Sfory.

Wierzenia Jakutów to temat praktycznie w ogóle nie poruszany w dostępnej u nas literaturze, a przecież stanowi on wręcz kopalnię pomysłów i inspiracji. Kossakowska po mistrzowsku zaczerpnęła zarówno z historii, jak i mitologii ludów Północy, obrazowo odmalowując wizerunek jakuckich zaświatów oraz postaci bogów i mitycznych stworzeń. Wprawdzie, jak sama przyznała w posłowiu, niektóre elementy zostały również zaczerpnięte z tradycji sąsiednich ludów bądź lekko przerobione, całość wypada jednak bardzo przekonująco i plastycznie. A także, co jest równie istotne, intrygująco – przede wszystkim dla czytelników zainteresowanych mitologiami obcych kultur.


Autorka po mistrzowsku włada słowem, z jednej strony kreując świat, który pobudza wyobraźnię i fascynuje, z drugiej umiejętnie wzbudzając całą gamę emocji i uczuć. Smutek i nostalgia, współczucie i żal splatają się z lekkim piórem i dowcipem, tworząc mieszankę, którą naprawdę chce się czytać. Humor pojawia się tu przede wszystkim dzięki postaci głupkowatego tupilaka, którego teksty często rozładowują atmosferę, gdy staje się ona wyjątkowo napięta.


I tak oto ożywiony umarlak, z założenia maszyna do zabijania, a dawniej wsiowy głupek, trafił do grona moich ulubionych bohaterów, nie tylko w Rudej Sforze, ale w ogóle. Zresztą, spójrzcie na niego, czy nie sposób go nie polubić? Ten uśmiech mówi wszystko.






Kościej tkwił skulony obok pnia. Wyciągnął chudą szyję, gapiąc się na młodego szamana niespokojnie. 
- A tak właściwie to coś ty za jeden? – spytał Ergis. Stwór drgnął. 
- Powiedzieli, że teraz to się nazywam tupi… eee.. tupilak, ale na krzcie mi dali Iwaszka – wykrztusił.


Było to moje drugie spotkanie z twórczością Mai Lidii Kossakowskiej, równie udane, choć zupełnie inne niż w przypadku Siewcy Wiatru; pełne różnorodnych emocji i porządnej rozrywki, a tego właśnie oczekuję od dobrej powieści. Polecam!

A po własny egzemplarz powieści zapraszam Was do księgarni Virtualo.plgdzie znajdziecie ją w wersji ebooka (mobi lub epub, do wyboru, do koloru).

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Rosyjsko mi".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...