piątek, 4 grudnia 2015

"Wiatr przez dziurkę od klucza" Stephen King

Człowiek nigdy nie jest za stary na opowieści. Mężczyzna czy chłopiec, dziewczyna czy kobieta nigdy nie są za starzy. Żyjemy dla opowieści.

Coraz bardziej zakochuję się w cyklu o Mrocznej Wieży i skutecznie wsiąkam w Świat Pośredni stworzony przez Stephena Kinga. Tym razem przyszła kolej na Wiatr przez dziurkę od klucza i jestem nim naprawdę zauroczona.

Jak przyznaje sam autor w krótkim wstępie, powieść ta powstała już po zakończeniu całego cyklu i jest niejako uzupełnieniem historii Rolanda i jego ka-tet. Jej akcja toczy się między wydarzeniami, które mają miejsce w tomach Czarnoksiężnik i kryształ oraz Wilki z Calla, można więc określić ją częścią numer 4.5. Jej akcja nie dotyczy jednak głównego wątku fabularnego serii, jest tylko pewną atrakcją, uzupełnieniem, dlatego swobodnie można ją przeczytać już po zakończeniu serii. Teoretycznie mogą też po nią sięgnąć czytelnicy, którzy jeszcze nie czytali Mrocznej Wieży, ale nie sądzę, by był to dobry pomysł. Aby lepiej wczuć się w tę historię, niezbędne jest poznanie realiów Świata Pośredniego, jakie King przedstawił w tomach poprzedzających Wiatr…

Jest to dość typowa matrioszka, bądź – jak ktoś woli – kompozycja szkatułkowa, kryjąca w sobie kolejne historie. Na początku widzimy Rolanda i jego towarzyszy, którzy w obliczu zbliżającej się morderczej zamieci zwanej lododmuchem, kryją się w pewnym opuszczonym gmachu. By zabić długie godziny czekania, Roland snuje wspomnienia z przeszłości, gdy jako kilkunastoletni chłopak tropił skóroluda, bez litości i brutalnie mordującego dziesiątki ludzi. Z kolei w opowieści o zmiennokształtnej bestii kryje się tytułowa historia i to ona stanowi główny trzon powieści. I jej największy atut.

Wiatr przez dziurkę od klucza to niemal klasyczna baśń, tylko ubrana w realia Świata Pośredniego. Jej głównym bohaterem jest chłopiec, którego ojciec ginie w tragicznych okolicznościach, a matka wychodzi za mąż za człowieka, który okazuje się potworem w ludzkiej skórze. Wkrótce, by ją uratować, mały Tim musi wyruszyć w daleką, niebezpieczną podróż i wejść w konszachty ze Złem. Będzie to sprawdzian jego odwagi, lojalności i miłości wobec matki i zmarłego ojca, a także test własnej siły i możliwości, który odmieni go już na zawsze.

Niektórzy fani cyklu twierdzą, że po Wiatr… najlepiej sięgnąć na sam koniec i potraktować jako dodatkowy smaczek i możliwość powrotu do wykreowanego przez Mistrza świata. Myślę jednak, że swobodnie można po nią sięgnąć w kolejności chronologicznej, czyli po przeczytaniu części Czarnoksiężnik i kryształ. Sama tak zrobiłam i ani trochę nie żałuję. Książka okazała się odskocznią od fascynującej, aczkolwiek mozolnej wędrówki Rolanda i jego towarzyszy ku Mrocznej Wieży, a przy tym pozwoliła mi na pozostanie w Świecie Pośrednim. Mało tego, na zanurzenie się w nim nawet głębiej.

Główni bohaterowie pojawiają się zaledwie na kilkunastu stronach, dlatego z wyjątkiem drobnego wątku związanego z matką Rolanda, Wiatr… niewiele wnosi do głównego wątku cyklu. Opowieść o polowaniu na skóroluda jest interesująca, krwawa i ma w sobie posmak powieści grozy, z jakich słynie King. Gdyby jednak złożyć w całość jej fragmenty, okazałoby się, że to zaledwie opowiadanie. Gwiazdą jest historia o Timie, z jednej strony wzruszająca i nostalgiczna, z drugiej fascynująca i przypominająca pełną grozy baśń. Jestem nią naprawdę oczarowana, dlatego gorąco polecam ją wszystkim czytelnikom, którzy choć trochę wsiąkli w świat Mrocznej Wieży, nawet jeśli główny cykl mają już dawno za sobą.

Przeczytaj również:
  1. Roland
  2. Powołanie Trójki
  3. Ziemie Jałowe
  4. Czarnoksiężnik i kryształ
Za ekscytującą podróż przez bezdroża Świata Pośredniego serdecznie dziękuję księgarni internetowej BookMaster - tam też znajdziecie książkę w promocyjnej cenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...