wtorek, 22 grudnia 2015

"Chór zapomnianych głosów" Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz to fenomen polskiej sceny literackiej ostatnich lat. Młody, utalentowany, wydający kolejne powieści w tempie, którego nie powstydziłby się Stephen King. I to nie byle jakie, niemal każda staje się bestsellerem. Jest przy tym wszechstronny - mnie oczarował powieściami sensacyjno-historycznymi z II Wojną Światową w tle, a wiele innych serc podbił kryminałami prawniczymi i thrillerami. Jak się okazuje, spróbował również swoich sił w science fiction, czego efektem jest Chór zapomnianych głosów, intrygujący zarówno tytułem i okładką, jak i blurbem na okładce. Czy mogłam przejść obok niego obojętnie? Nie mogłam.

Początek zapowiada się świetnie. Astrofizyk Håkon Lindberg zostaje gwałtownie wyrwany z kriosnu, w którym powinien spędzić jeszcze co najmniej kilkadziesiąt lat. Gdy otwiera oczy, z przerażeniem dostrzega, że wokół niego rozegrała się prawdziwa masakra – wszyscy członkowie załogi zostali zamordowani w brutalny sposób, a jedyną ocalałą poza nim osobą jest nawigator Dija Udin Alhassan. Poza nimi na pokładzie nie ma śladu obecności nikogo innego, jedynym tropem w poszukiwaniu mordercy bądź stworzenia, które dokonało tej rzezi, jest rozbrzmiewające na statku, niezidentyfikowane, bo nie istniejące w żadnym z ludzkich języków, słowo Rah’ma’dul.

Mróz postawił na dosyć klasyczną space operę, której akcja koncentruje się na pokładzie statku kosmicznego przemierzającego lata świetlne w poszukiwaniu planety nadającej się do kolonizacji i badaniu, czy gdzieś w kosmosie istnieją inne formy życia. Okazuje się, że nie zawsze warto poznawać odpowiedź na stawiane przez nas pytania, ale człowiek to specyficzna, ciekawska bestia, która wykazuje paradoksalną mieszankę skłonności do dążenia ku samozagładzie i zdolności przetrwania w każdych warunkach.

Zdecydowaną zaletą powieści, jak zresztą wszystkich książek autora, jest świetny, lekki styl, który sprawia, że snutą przez niego historię po prostu chce się czytać. W tym konkretnym przypadku będzie to również zaleta dla osób, które niekoniecznie odnajdują się w science fiction lub stawiają w tym gatunku swoje pierwsze kroki. Mróz stawia na akcję, która pędzi w zawrotnym, lecz przemyślanym tempie, nie pozostawiając przy tym zbyt wiele miejsca na snucie filozoficznych rozważań nad sensem naszego istnienia w kosmosie, czy zagłębiania się w szczegółowe opisy. Chór… stanowi też bardzo dobrze skomponowaną mieszankę gatunkową, w której na początku pierwszą rolę grają elementy grozy i kryminału, stopniowo oddające pole do popisu dla fantastyki.

Wraz z rozwojem akcji na scenie pojawia się więcej postaci, jednak cały czas uwaga czytelnika i autora skupia się na Lindbergu i Alhassanie. To oni grają tutaj pierwsze skrzypce i to ich relacje zostały przedstawione najbardziej szczegółowo. Czytając różne recenzje, zauważyłam, że ich wzajemne dowcipkowanie przez wielu czytelników było traktowane jako jeden z najmocniejszych atutów Chóru… Niestety, osobiście odebrałam je jako przerysowane, zwłaszcza że niewiele było między nimi prawdziwych rozmów, większość dialogów to słowne przepychanki przypominające przekomarzania licealistów. A przecież mamy tu do czynienia z dorosłymi, wykształconymi mężczyznami, którzy najpierw są świadkami makabrycznych morderstw, a potem stają w obliczu największego z odkryć w historii. I ani trochę nie przeszkadza im to w wymienianiu nastoletnich żarcików.

Pomysł na fabułę jest interesujący, zwłaszcza że rozwija się ona w zaskakującym kierunku, a autor wyciąga jak asy z rękawa kolejne pomysły. W tym miejscy pojawia się jednak pewien problem, z jednej strony widzimy dowód na niewyczerpane pokłady wyobraźni Remigiusza Mroza, ale z drugiej sprawia to wrażenie pewnego chaosu. Do „chóralnego” kociołka trafiły loty kosmiczne, podróże w czasie i przestrzeni, obce cywilizacje, komputerowe wirusy i wiele innych pomysłów, z których każdy oddzielnie mógł spokojnie stanowić zalążek osobnej powieści. Traf, a właściwie zamysł pisarza, chciał, że pojawiły się one jednocześnie, przez co wydają się niedopracowane, a potencjał powieści niewykorzystany tak, jak można by oczekiwać po autorze.

Podsumowując, nie jest to najlepsza z powieści Mroza, ani pozycja, którą zachwycą się starzy wyjadacze science fiction, ale może ona z powodzeniem stanowić pierwszy, lekki krok w kierunku fantastyki dla osób na co dzień jej unikających.

Za udostępnienie ebooka Chór zapomnianych głosów serdecznie dziękuję księgarni Woblink

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...