Przejdź do głównej zawartości

"Dobble Kids", czyli zabawa na całego

Jak najlepiej spędzić jesienny wieczór z dzieckiem? Oczywiście grając, przy okazji wprawiając sąsiadów konsternację, dlaczego czterolatka za ścianą krzyczy na całe gardło „Tygrys! Tygrys!” albo „Krokodyl! Krokodyl!”



Cardline: Dobble. Kids
Liczba graczy: 2-5 osób
Wiek: od 4 lat 
Czas gry: 3 minuty 
Wydawca: Rebel.pl
Projektant: Denis Blanchot


O co chodzi?
Jeśli znacie już Dobble (jeśli nie znacie, zapraszam tutaj), już z góry możecie być przekonani, że Dobble Kids to świetna zabawa, tylko w wersji nieco uproszczonej, skierowanej do dzieci. Podobnie jak jej dorosły odpowiednik, gra jest banalnie wręcz prosta i niezależnie od różnych opcji i wariantów sprowadza się do jednego – dostrzeżenia i głośnego nazwania zwierzęcia, które pojawia się na dwóch kartach.


Zawartość opakowania
W małym, bardzo poręcznym pudełku znajduje się trzydzieści okrągłych par i instrukcja. Dzięki niewielkiemu rozmiarowi, grę można zabrać dosłownie wszędzie, zmieści się nawet do nieco obszerniejszej kieszeni, a dzięki solidnej, metalowej puszeczce można mieć pewność, że się nie zniszczy.

Z lewej strony "stare" Dobble, z prawej młodsze pokolenie

Rozgrywka
Mamy pięć różnych wariantów gry, choć w naszym przypadku najlepiej sprawdza się pierwszy. Podczas każdego z nich wszyscy grają jednocześnie, dlatego każda rozgrywka jest bardzo dynamiczna i trwa 2-3 minuty.
  • Zabawa w chowanego. Przed każdym dzieckiem należy rozłożyć po cztery odkryte karty, a przed dorosłymi po sześć. Jedną odkrytą kartę kładziemy na środku stołu, resztę odkładamy do pudełka. Następnie należy na każdej karcie odnaleźć i nazwać zwierzę, które znajduje się również na karcie ze środka stołu. Gdy to się uda, odwracamy swoją kartę i idziemy do kolejnej. Wygrywa osoba, która jako pierwsza zakryje wszystkie swoje karty.
  • Szybkie palce. Początek jest taki sam – przed dzieckiem kładziemy po cztery odkryte karty, przed dorosłym po sześć, a następnie szukamy wspólnych zwierząt. Różnica polega na tym, że kiedy odnajdziemy taką parę, odkładamy swoją kartę na środek stołu, dlatego karta główna nieustannie się zmienia i rozgrywka wymaga większej spostrzegawczości i jest nieco trudniejsza. Wygrywa osoba, która pierwsza pozbędzie się wszystkich swoich kart.
  • Piekielna wieża. Każdy z graczy otrzymuje na start po jednej zakrytej karcie, a pozostałe zostają umieszczone na stosie na środku stołu obrazkami ku górze. Osoba, która jako pierwsza znajdzie wspólny element swojej karty oraz tej umieszczonej na szczycie stosu, otrzymuje punkt i zabiera kartę ze stosu dla siebie, odsłaniając przy tym kolejną. Wygrywa gracz, który zdobędzie najwięcej kart.
  • Studnia to niejako przeciwieństwo Piekielnej wieży. Wszystkie karty zostają rozdane pomiędzy graczy, a tylko jedna z nich zostaje umieszczona na środku stołu. Osoba, która jako pierwsza odnajdzie wspólny symbol pomiędzy kartą na stole oraz tą umieszczoną na szczycie swoje stosu, otrzymuje punkt i przekłada swoją kartę na środek. Wygra gracz, który pierwszy pozbędzie się wszystkich kart.
  • Niechciany prezent. Tym razem podrzucamy innym graczom kukułcze jaja – przed każdym graczem kładziemy jedną kartę, a pozostałe ustawiamy w stosie na środku stołu. Należy szybko znaleźć parę wspólną, ale nie na swoich kartach, tylko na kartach pozostałych osób. Gry to się uda, trzeba zwierzę nazwać, a kartę położyć przeciwnikowi na jego stosie. Wygrywa osoba, która na koniec rozgrywki zgromadziła najmniejsze zapasy.


Podsumowanie
Dobble Kids to świetny pomysł na szybką, pełną emocji zabawę, a przy tym pozwala młodszym dzieciom lepiej poznać nazwy różnych zwierząt i ćwiczyć spostrzegawczość. Moja czterolatka jest nią zachwycona do tego stopnia, że kiedy jestem zajęta czym innym, bawi się nią samodzielnie szukając par.

Gra wymaga refleksu i bystrego oka i mimo uproszczonych zasad zapewnia doskonałą rozrywkę nie tylko kilkuletnim maluchom, ale też ich rodzicom. Serdecznie polecam!

Za egzemplarz gry do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Gier Rebel.

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 26 pozycji. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.