Przejdź do głównej zawartości

"Dorian Gray" na srebrnym ekranie, czyli po co zmieniać coś doskonałego?

Dorian Gray (2009)
Dzisiaj bierzemy na tapet ostatnią adaptację jednej z najlepszych powieści epoki wiktoriańskiej (przeczytacie o niej tutaj). Sprawdźcie, co kryje w sobie "Dorian Gray" (2009).

Piękna twarz, paskudna dusza
Gdy Dorian Gray przybywa do Londynu, gdzie ma odziedziczyć znaczny spadek po swym zmarłym dziadku, jest urzekająco naiwnym i niewinnym młodzieńcem. Nie trwa to jednak długo. Pierwszym krokiem ku jego zepsuciu jest wspaniały portret, namalowany przez zauroczonego nim artysty Basila. Widząc na nim swą wyjątkową urodę, którą podbija londyńskie elity, Dorian życzy sobie, by na zawsze mógł pozostać piękny i młody, nieświadomie zawierając w ten sposób pakt z diabłem. Pod wpływem cynicznego lorda Henry'ego Wottona chłopak zaczyna rozsmakowywać się w szukaniu coraz bardziej wyuzdanych rozrywek, nie bacząc przy tym na to, czy kogoś po drodze rani, czy nie. 

Dorian Gray na srebrnym ekranie
Kontrowersyjna powieść od samego początku intrygowała i wzbudzała zainteresowanie. Poczynając od 1910 roku doczekała się ponad dwudziestu adaptacji filmowych, wśród których znalazła się nawet meksykańska telenowela, której scenariusz został oparty właśnie na książce Oscara Wilde'a ("El retrato de Dorian Gray", 1969). W ciągu zaledwie ostatnich piętnastu lat zostało nakręconych siedem wersji! "Dorian Gray" (2009) to ostatnia z nich, można by więc oczekiwać, że jego twórcy będą się uczyć na błędach licznych poprzedników. Nic z tego.

A mogło być tak pięknie....
Początek był obiecujący, młode, niewinne chłopię przybywa do zasnutego oparami Londynu, gdzie dość szybko zostaje zepsuty przez cynicznych dekadentów. Podobają mi się zdjęcia, mrocznego londyńskie ulice, piękne wnętrza i obskurne opiumowe zaułki, czyli jednym słowem scenografia. Muzyka także jest niczego sobie, choć skoro jesteśmy już przy dźwiękach to pomruki obrazu, gdy się zmieniał, w założeniu pewnie diaboliczne i przyprawiające o dreszcze, w praktyce okazały się raczej śmieszne, by nie rzec żenujące.


Piękny Dorian i jego piękny portret

Na plus można też zaliczyć Colina Firtha jako lorda Henry'ego, choć właściwie nie pojawia się zbyt często na ekranie, a jeśli już to szybko znika, oraz Bena Barnesa, czyli Doriana - przynajmniej na samym początku i gdy ma jeszcze zamkniętą buzię, czyli przez jakieś pierwsze pięć minut.

Minusów jest niestety znacznie więcej. Pomijając zmiany fabularne w stosunku do powieści, o których mowa poniżej, największym grzechem "Doriana Graya" jest jego spłycenie. Książkę można odczytywać na wielu płaszczyznach, to opowieść o sensie życia, sztuce, wartościach, jakimi naprawdę warto się kierować i hipokryzji ówczesnego świata. Co dostajemy w niniejszym hollywoodzkim obrazie? Chłopaczka z prowincji, który rzuca się w wir orgii (ale jakichś takich niespecjalnie ognistych), traci swoją niewinność, by po latach, odmieniony nową miłością, próbować się zmienić. Jednym słowem, raczej płytki, pseudoromantyczny film z elementami grozy. Nie, takiego Doriana nie kupuję.

Książka a film
Przy okazji omawiania filmu "Ludzkie dzieci" zastanawiałam się, kiedy dana produkcja przestaje być adaptacją powieści, a kiedy jest jedynie obrazem bardzo luźno do niej nawiązującym. Wprawdzie w przypadku ostatniej wersji historii Doriana Graya na ekranie zmiany fabularne w stosunku do książkowego oryginału nie zostały tak dalece posunięte, jak miało to miejsce w przypadku powieści P.D. James, jednak są one na tyle istotne, że trudno nazwać ten film dobrą (słowo wierna w ogóle w tym przypadku nie przechodzi przez gardło) adaptacją. 

Niemal połowę filmu wypełniają sceny orgii, ale... prędzej można przy nich zwichnąć sobie szczękę od ziewania niż zobaczyć w nich jakąś pasję.

Różnice można podzielić na dwie - znaczące zmiany fabularne, poszerzające opowieść stworzoną przez Oscara Wilde'a o nowe wydarzenia oraz o te drobniejsze, nie mające wpływu na rozwój wydarzeń, więc tym bardziej dziwi sens ich wprowadzenia. Przyjrzyjmy się tym najistotniejszym.

"Ozdobniki" znacząco zmieniające fabułę:
  • Całkowicie niezrozumiały dla mnie wątek katowania małego Doriana przez jego dziadka i jego wspomnienia związane z pomieszczeniem, w którym później przechowywał portret.
  • Wprowadzenie postaci córki lorda Henry'ego, emancypantki Emily Wotton, w której Dorian z wzajemnością się zakochuje. Po co to? No po co???
  • Filmowy, zakochany w Emily, Dorian wcale nie ma zamiaru niszczyć portretu, liczy na to, że dzięki tej romantycznej miłości będzie w stanie się zmienić. Dopiero gdy lord Henry odkrywa jego portret oraz domyśla się, że to Gray zamordował Basila, zamyka go na strychu i pośrednio zmusza do zmierzenia się z obrazem. W powieści zniszczenie portetu było od początku do końca samodzielną decyzją Doriana.
  • W filmie portret płonie, a potem się magicznie regeneruje, widniejący na nim Dorian ponownie jest piękny i młody, tylko jego oczy pozostają "diabelskie". Lord Henry przechowuje obraz na strychu. W powieści Gray przebija portret nożem, ginąc na miejscu z owym nożem w piersiach, obraz jest nieskazitelny i piękny (bez żadnego diabelskiego elementu).
Zmiany mniej istotne, moim zdaniem niepotrzebne:
  • Dorian był czarującym blondynem, a nie brunetem z wiecznie otwartymi ustami a la aktorka z taniego horroru klasy B.
  • W powieści Dorian poznaje lorda Henry'ego w pracowni Basila, gdy ten kończył pracę nad jego portretem. W filmie poznają się na przyjęciu.
  • Książkowy Dorian rzuca Sybil Vane po jej słabym wystąpieniu w teatrze, przez co zrozpaczona dziewczyna zażywa truciznę i umiera. Filmowy Gray nie dociera na przedstawienie w zamian biorąc udział w orgii w towarzystwie kurtyzan i lorda Henry'ego, a po przyjeździe kończy związek z Sybil. Następnego dnia ciało dziewczyny zostaje wyłowione z Tamizy, nie ma jednak pewności, czy sama rzuciła się do wody, czy może padła ofiarą morderstwa.
  • Po zamordowaniu Basila, powieściowy Dorian wzywa na pomoc znajomego chemika i szantażując go, zmusza do pozbycia się ciała (nigdy nie odkryto, co stało się z malarzem). W filmie po prostu wrzuca zwłoki do rzeki, a wkrótce zostają one znalezione i staje się oczywiste, że Basil został zamordowany.
  • James Vane, brat Sybil, ginie podczas próby zemsty na Dorianie - w książce zostaje zastrzelony, w powieści rozjechany przez pociąg.
Podsumowanie
Jestem zawiedziona, jak widać, nie mam ostatnio ani trochę szczęścia do adaptacji. W przypadku "Doriana Graya", film mógłby się obronić, gdyby potraktować go zupełnie niezależnie od powieściowego pierwowzoru, jednak w tym przypadku po prostu tak się nie da. Portret Doriana Graya to klasyka, jeden z niewielu przykładów książek, które pozostawiają w człowieku niesamowite wrażenia, które nie blakną nawet po upływie wielu lat. TAKA powieść zasługuje na naprawdę dobrą ekranizację, ta produkcja z pewnością nią nie jest.

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 26 pozycji. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.