środa, 17 czerwca 2015

"Wierni wrogowie" Olga Gromyko

Wierni wrogowie, Olga Gromyko
Papierowy Księżyc, 2014
Ten co zdradził wroga, kiedyś zdradzi też przyjaciela. 

Wielu poznało już Olgę Gromyko i jej cykl o przygodach wiedźmy Wolhy Rednej, który swoją drogą jest obecnie rarytasem dostępnym tylko z drugiej ręki i to po niebotycznych cenach. Nie pojmowałam tego fenomenu, ale już mu się nie dziwię, bowiem jeśli seria ta dorównuje Wiernym wrogom, to już wiem, jakiego prezentu sobie zażyczę przy najbliższej okazji (albo sama się spłuczę, co jest bardziej prawdopodobne). Autorka kupiła mnie już po dwudziestu stronach. I to kupiła całkowicie i nieodwracalnie, reklamacje nie są przewidywane. 

Pierwszy rozdział przywitał mnie sceną w podrzędnej karczmie, gdzie główna bohaterka, Szelena, wysłuchuje historii o bójce, jaką z marnym dla siebie skutkiem stoczył niedawno pewien czarownik z grupą miejscowych osiłków. I już po tym fragmencie wiedziałam, że to jest TO, Szelena mnie ujęła, lekki styl i ironiczny język autorki jeszcze bardziej, a im dalej czytałam, tym było tylko lepiej. 


Wbrew zdrowemu rozsądkowi, Szelena odnajduje maga będącego na granicy śmierci i porzuconego w pobliskim parowie, a następnie opatruje mu rany i doprowadza do jako takiego stanu używalności w swoim leżu. No właśnie, tutaj wychodzi na jaw „drobna” tajemnica, z powodu której kobieta nie mieszka w mieście, a poza jego murami. Niepokorna, butna Szelena nie jest bowiem zwykłą, krzepką niewiastą, a pełnej krwi… wilkołaczycą, bardzo dumną ze swego pochodzenia i natury. 

Gdy uratowany przez nią mag Weres dochodzi mniej więcej do siebie, nieprzewidziany splot wydarzeń zmusza ich oboje do ucieczki z miasta i podróży niemal na drugi kraniec znanego im świata. Towarzyszy im nastoletni, zbuntowany, ale i ślamazarny uczeń Weresa oraz smok, który po przybraniu ludzkiej postaci nie ma nic przeciwko dwóm czy trzem dziewicom. Dwie całkowicie wrogie sobie strony, z jednej strony mag i smok, a z drugiej „plugawa pomroka” w osobie wilkołaka, zmuszone są zawiesić na pewien czas broń, co jednak czeka ich na końcu wspólnej drogi? 

Akcja powieści toczy się w świecie znanym fanom Wolhy, z wiedźmą Wierni wrogowie nie mają jednak nic wspólnego. Właściwie, gdyby nie dopisek wydawcy nie byłabym nawet tego świadoma. Jest to dodatkowy smaczek dla fanów Rednej, którzy chcą powrócić do Belorii, a jednocześnie bardzo udany pomysł na przyciągnięcie nowych czytelników, których wykreowany przez Gromyko świat z pewnością zachwyci i wciągnie. Jestem tego świeżym i bardzo obrazowym przykładem. 

Uniwersum powieści jest na wskroś fantastyczne, obok zwykłych ludzi żyją w nim magowie, wiedźmy, elfy, driady, krasnoludy i wszelkiej maści „pomroki”, oficjalnie tępione i nie zasługujące na względy. Szelena jest jedną z nich, jednak jej postać przeczy stereotypowi wilkołaka. Nie, nie jest łagodna i uprzejma, wręcz przeciwnie, nie ma nic przeciwko przegryzieniu gardłu czy dwóch, a w skórze wilka czuje się równie dobrze, jak w ciele kobiety. Jest pełna sprzeczności i znacznie bardziej ludzka niż niejeden człowiek, zwłaszcza jeśli porównamy ją do tych, których spotyka na swojej drodze. A przy tym, język ma równie ostry jak kły, a wisielczy humor towarzyszy jej niemal nieustannie. Nie sposób jej nie polubić. Po prostu nie ma na to rady. Podobnie zresztą jak jej towarzyszy, choć schodzą oni nieco na drugi plan, pierwsze skrzypce oddając wilkołaczycy. Razem ich mieszanka jest jednak tak doskonale przyprawiona, że stanowią zespół doskonały. 

Papierowy Księżyc ponownie punktuje dzięki pięknej, klimatycznej okładce, przedstawiającej obydwa wcielenia Szeleny. Niestety, o ile niemal zawsze zachwycam się szatą graficzną książek wydawanych ich nakładem, o tyle równie często psioczę na korektę, a właściwie jej brak. Tak samo jest i tym razem, co drażni tym bardziej, że zwyczajnie żal jest psuć tak świetną powieść przyprawiającą o gęsią skórkę liczbą literówek i błędów interpunkcyjnych. 

Niemniej jednak, nawet fatalna korekta nie może zepsuć przyjemności czytania TAKIEJ książki. Polecam gorąco, a tymczasem sama ruszam na poszukiwania Wolhy Rednej, bo nadal mało mi Olgi Gromyko. 

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję księgarni BookMaster

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...