Przejdź do głównej zawartości

"Cardline: Zwierzęta" (recenzja)

Długi weekend upływa mi pod znakiem książek, ale to również dobry czas na sięgnięcie po grę. Dzisiaj mam dla Was propozycję, która sprawdzi się zarówno jako gra towarzyska, jak i rodzinna.



Cardline: Zwierzęta
Liczba graczy: 2-8 osób
Wiek: od 7 lat 
Czas gry: 15 minut 
Wydawca: Rebel.pl
Projektant: Frédéric Henry 


Cel gry
Każdy wie, że słoń jest większy od lemura, a ten z kolei od mrówki, ale gdybyście mieli porównać lisa z szopem to czy nadal byłoby tak łatwo? Co żyje dłużej – lemur czy wiewiórka? A co z surykatką i szympansem?

Z takimi właśnie pytaniami przyjdzie Wam się zmierzyć, kiedy sięgnięcie po Cardline: Zwierzęta, przy której doskonale bawiłam się przez ostatnich kilka dni. Gracze dysponując określoną liczbą kart przedstawiających różne gatunki zwierząt muszą ułożyć je w odpowiedniej kolejności oceniając ich średnią wagę, rozmiar i długość życia.

Opakowanie i zawartość
Rzadko się do zdarza, ale tym razem z miejsca zauroczyło mnie opakowanie gry. Jest cudne! Niewielkie, wyściełane w środku, metalowe pudełko z piękną wypukłą grafiką cieszy oko, a przy tym jest poręczne, dzięki czemu nie tylko zajmuje niewiele miejsca, ale i świetnie nadaje się na podróż.


W środku znajduje się krótka, przejrzysta instrukcja oraz 110 kart przedstawiających zwierzęta od owadów poczynając, a na największych ssakach kończąc (człowiek również się wśród nich znalazł). Same karty prezentują się naprawdę bardzo dobrze – mają ładne ilustracje, a na każdej podana jest nazwa zwierzęcia po polsku i po łacinie, rodzina, stopień zagrożenia wyginięciem oraz trzy tzw. charakterystyki, kluczowe dla gry: średni rozmiar, waga i długość życia. Na rewersie karta wygląda tak samo, brakuje tylko na niej szczegółów charakterystyk.


Rozgrywka
Gra opiera się na takich samych zasadach co Timeline (pisałam o niej tutaj). Na początku należy ustalić, która charakterystyka będzie brana pod uwagę podczas rozgrywki. Następnie każdy z graczy otrzymuje cztery karty, które kładzie do góry stroną z samym obrazkiem, bez szczegółowych informacji. Na środek stołu należy wyłożyć jedną kartę z odkrytymi charakterystykami, a pozostałe karty ułożyć z boku na stosie. Możemy już grać!

Załóżmy, że wybraliśmy wagę jako rozgrywaną charakterystykę. Pierwszy z graczy wybiera jedną ze swoich kart i decyduje, czy dane zwierzę jest cięższe czy lżejsze od tego, którego karta znajduje się na środku stołu. Jeśli jest lżejsze, kładzie swoją kartę z lewej strony, jeśli cięższe to z prawej, dopiero wtedy może odwrócić swoją kartę – w przypadku poprawnej odpowiedzi, karta zostaje na stole, w przypadku błędnej zostaje odrzucona, a gracz musi sobie dobrać nową. Kolejni grający dokładają swoje karty, musząc dopasować je tak, by pasowały do wszystkich wyłożonych już na stole. Wygrywa osoba, która jako pierwsza pozbędzie się swoich kart.


Wrażenia
Świetnie bawiłam się grając w Cardline: Zwierzęta w gronie stuprocentowo dorosłym, ale doceniam również jej duże walory edukacyjne w grze z dziećmi, zarówno z tymi starszymi, jak i maluchami w wieku 7+. Myślę, że nawet i młodsze można spokojnie wprowadzić do gry, ewentualnie lekko zmodyfikować jej zasady. Zasady gry są banalnie proste, co widać powyżej, można je wyjaśnić dosłownie w dwie minuty, więc gra nadaje się na niemal każdą okazję i można ją bez skrupułów proponować również osobom, które na co dzień niewiele mają wspólnego z karciankami i planszówkami. Jednocześnie duża liczba kart oraz trzy warianty gry w zależności od wybranych charakterystyk pozwalają cieszyć się rozgrywką przez długi czas bez ryzyka, że wszystko już zapamiętamy.

Plusy:
  • proste zasady gry
  • estetyczne, trwałe wykonanie
  • mała powtarzalność kart
  • trzy warianty gry
  • gra równie dobrze spełnia się w wersji imprezowej, jak i rodzinnej
  • walory edukacyjne: dzieci poznają nowe gatunki zwierząt i dość szczegółowe informacje na ich temat, gra może też stanowić pretekst do rozmowy na temat zagrożonych gatunków.
Minusy:
  • jeszcze nie odkryłam.


Za egzemplarz gry do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Gier Rebel.

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 34 pozycje. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…