piątek, 15 maja 2015

"Orły Imperium: Gladiator" Simon Scarrow

Tytuł Orły Imperium: Gladiator
Autor Simon Scarrow
Seria Orły Imperium
Tom 9
Wydawnictwo Książnica 
Rok wydania 2015
Stron 384
Po Centurionie, o którym pisałam kilka miesięcy temu, nadeszła pora na Gladiatora, czyli dziewiątą już odsłonę przygód Macro i Katona, przemierzających Imperium Rzymskie i co krok natykających się na jakieś kłopoty.

Nie da się ukryć, Simon Scarrow okazał się niezwykle płodnym pisarzem, cykl Orły Imperium rozrósł się do trzynastu tomów, a kolejny ma się ukazać w Wielkiej Brytanii już w październiku bieżącego roku. Mam jednak coraz większe wątpliwości co do tego, czy takie przeciąganie serii ma jeszcze sens i dochodzę do wniosku, że  chyba nadszedł moment, by z klasą ją zakończyć i przejść do kolejnego projektu.

Tym razem, Scarrow wysyła swoich bohaterów w podróż powrotną do Rzymu, w której towarzyszą im senator Semproniusz i jego piękna (i ze wszech miar cudowna) córka, świeżo upieczona narzeczona Katona. Pech chce, że na skutek silnego trzęsienia ziemi statek, którym płyną, rozbija się u wybrzeży Krety, doszczętnie zniszczonej potężnymi wstrząsami. Na odciętej od pomocy z kontynentu wyspie panuje chaos i prawo silniejszego, ocaleni mieszkańcy walczą o kurczące się zapasy pożywienia. A jakby tego było mało, miejscowi niewolnicy wykorzystują swoją szansę i krwawo buntują się przeciwko Rzymianom i ich poplecznikom. Na ich czele stoi świetnie wyszkolony gladiator, który ma do wyrównania swoje własne rachunki z Macro i Katonem.


Przyznaję, pomysł na fabułę jest niezły, zwłaszcza że nareszcie autor nie wysłał głównych bohaterów na kolejną tajną misję, od której mają zależeć losy Imperium. Chyba sam w końcu zrozumiał, że byłaby to przesada. Niemniej jednak, ponownie to do nich właśnie należy uratowanie tych, którzy przeżyli katastrofę i to oni właśnie muszą stanąć przeciwko żądnemu zemsty Ajaksowi. Większość otaczających ich ludzi okazuje się sprzedawczykami bądź tchórzami, więc – jak zwykle – to Katon ze swoim intelektem i Macro z niewyparzonym językiem (niestety coraz bardziej irytującym) oraz twardą łapą przejmują dowodzenie i w cudowny sposób, w ostatniej chwili ratują sytuację. Czy to spoiler? Osoby, które mają za sobą przynajmniej trzy z dziewięciu jak dotąd wydanych powieści Scarrowa, już pewnie wiedzą, że schemat w każdej z nich jest niemal taki sam. Są kłopoty – Macro i Kato wkraczają do akcji – sytuacja jest beznadziejna – w ostatniej chwili nadchodzi pomoc i wszystko kończy się happy endem.

 Z żalem stwierdzam, że od pewnego momentu z każdą kolejną powieścią, cykl coraz wyraźniej traci to, czym zachwyciłam się przy okazji pierwszego tomu. Była to dosyć krwawa, niektórzy powiedzą „męska” proza, w której mordobicie było na porządku dziennym, język może zbyt współczesny, ale do przeżycia, a smaczku dodawał nietypowy duet głównych bohaterów – twardego, doświadczonego żołnierza i młokosa, mającego odwagę samodzielnie i niebanalnie myśleć. W Gladiatorze Macro nadal jest twardym, mam wrażenie, że coraz bardziej ordynarnym centurionem, rzucającym „kurwami” i „pierdoleniem” na prawo i lewo, co jakoś mi zgrzyta w powieści o starożytnym Rzymie. Podobnego języka używa tu zresztą co drugi żołnierz, a od czasu do czasu też wysoce postawieni dygnitarze. Z kolei Katon zmierza w stronę idealnego, super inteligentnego  dowódcy, ślepo zakochanego w swej Julii. Jego wątek robi się tak słodki, że aż mdły, a romantyczne tete-a-tete i bohaterskie próby ratowania wybranki to zdecydowanie nie to, czego szukam i czego od początku szukałam w Orłach Imperium.

Niespecjalnie przemówił też do mnie wątek krwawego buntu niewolników. Autor niby stara się pokazać, że jest obiektywny, opisując, że źle się z nimi obchodzono, ale nie jest w tym zbyt przekonujący. Można wręcz odnieść wrażenie, że to po stronie Rzymian stoi prawo moralne, a niewolnicy zabijający swoich dotychczasowych ciemiężców są tacy źli i niedobrzy. Okrutny Ajaks mści się na swojej byłej właścicielce za to, że był jej „seksualną zabawką” (serio dwa tysiące lat temu używano takiego terminu?), oddając ją swoim towarzyszom. Nie twierdzę, że nie postąpił brutalnie i karygodnie, ale przepraszam bardzo, odebranie człowiekowi wolności, honoru i traktowanie jak zwierzęcia (czy, jak to podkreślił kilka razy Scarrow, wspomnianą przed chwilą seksualną zabawkę) to chyba jest powód, dla którego naturalną siłą rzeczy kibicujemy niewolnikom, a nie Rzymianom? Absurdalnie wypadł też fragment, w którym Ajaks, opętany wręcz żądzą zemsty, nie podrzyna gardła Julii, a każe ją „upiększyć” i dbać, by włos jej nie spadł z głowy, bo będzie sobie chciał pochędożyć. Nie zmienia decyzji nawet w chwili, gdy jego armia idzie w rozsypkę. Po co? Chyba tylko po to, by Katon mógł przeżywać katusze niepewności, co się dzieje z jego cudowną ukochaną.


Może się czepiam, może jestem niesprawiedliwa, może niepotrzebnie wyciągam pojedyncze sceny, ale nie podoba mi się kierunek, w jakim podąża seria. Z przykrością stwierdzam, że będzie to moja ostatnia przygoda z Katonem i Macro, szkoda mi patrzeć na to, jak Scarrow rozmienia się na drobne. Żałuję tylko, że decyzji tej nie podjęłam dwa-trzy tomy wcześniej.

Przeczytaj recenzje poprzednich tomów cyklu:


Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Książnica.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...