wtorek, 28 kwietnia 2015

Spotkania z Dmitrijem Glukhovskym, Robertem Szmidtem, Pawłem Majką i Jakubem Ćwiekiem, czyli relacja z Pyrkonu (część 2)

W pierwszej części relacji z Pyrkonu skupiłam się na tym, jak spędziłam sobotę, skupiając się kwestiach wizualnych, czyli pstrykanych dookoła zdjęciach. Dzisiaj będzie bardziej merytorycznie, czyli słów kilka (a nawet nieco więcej) na temat spotkań z pisarzami. Żeby nie było, że pojechałam tam tylko po to, by gapić się na smoki i podziwiać cosplaye...

Spotkanie z Jakubem Ćwiekiem (godz. 9.30)

O tym, że uwielbiam książki Kuby Ćwieka chyba nie muszę Wam mówić, stali czytelnicy Kącika z książką wiedzą to doskonale, osoby świeżo tu przybyłe mogą sprawdzić w spisie recenzji, że w przypadku Chłopców i Kłamcy jestem wysoce niesubiektywna. Autora miałam już przyjemność poznać na ubiegłorocznych Warszawskich Targach Książki i nie ukrywam, że spotkanie z nim było pierwszym punktem programu na Pyrkonie, na który się wybrałam.


Kuba Ćwiek pojawił się niemal punktualnie, wyglądając na mocno hm… niewyspanego z butelką wody pod pachą. W ramach porannego rozruszania razem z publicznością robił… pajacyki i w końcu przeszedł do rzeczy. Opowiadał przede wszystkim o trzech najnowszych projektach:
  • książce Kłamca. Papież sztuk, która ukaże się nakładem Wydawnictwa SQN już 6 maja. Ma się w niej znaleźć komiks, całość jest więc pewną zabawą formą.
  • słuchowisku, w którym Chłopcy spotkają się z Kłamcą. Scenariusz jest już gotowy, teraz czas na realizację. Nie ukrywam, że nie mogę się doczekać.
  • książce dla dzieci Mój dziadek zamienia się w słonia, która ma pomóc w rozmowie z najmłodszymi o… umieraniu.
Poza tym rzucał żarcikami (niestety nie zawsze udanymi, ale zmęczony był, wybaczam) i opowiadał o ściskaniu ręki Bruce’a Willisa, czyli generalnie sympatycznie było, choć mogło być lepiej.

Przyszłość według Dmitrija Glukhovsky’ego, czyli panel dyskusyjny z udziałem Dmitrija Glukhovsky’ego, Roberta Szmidta i Pawła Majki (godz. 13.30)

To spotkanie miało być głównym gwoździem sobotniego programu. I choć ogólnie jestem zadowolona, dwie kwestie nieco ostudziły mój entuzjazm. Pierwszą, niezależną od nikogo, była… niemal całkowita utrata głosu Dmitrija Glukhovsky’ego, który ledwie mógł szeptać i większość tego, co mówił, przekazywała siedząca obok pani tłumaczka. Drugą, zwyczajnie irytującą, było zachowanie prowadzącego spotkanie Tomasza Brzozowskiego, współwłaściciela wydawnictwa Insignis, który potraktował panel jako reklamę swojej firmy. Do pewnego stopnia jestem go zrozumieć, ale w momencie, gdy przerywał wypowiedzi autorom, miałam ochotę wyjść. A słysząc po raz dwudziesty, bezwstydną i wcale nie zawoalowaną reklamę, zwrócić śniadanie. Na szczęście, w momencie gdy do głosu dochodzili zaproszeni pisarze, było już zupełnie dobrze.


Motywem przewodnim spotkania była dyskusja na temat różnych wizji przyszłości, jakie w swoich powieściach zawarli zaproszeni autorzy. Jako pierwszy głos zabrał Robert Szmidt, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Najpierw prowadzący krótko opowiedział ogólnie o jego twórczości science fiction, przede wszystkim była jednak mowa o jego najnowszej książce Szczury Wrocławia, w których zomowcy walczą z… zombie. Na początku, kiedy to usłyszałam, byłam nastawiona bardzo sceptycznie, jednak po wysłuchaniu Autora, jestem bardzo ciekawa jego koncepcji. Zwłaszcza, że jak przyznał jego zombie różnią się od dwóch typów do tej pory pojawiających się w popkulturze (żywych trupów jak w The Walking Dead oraz zainfekowanych żywych ludzi, jak w 28 dni później). Pisarz ujął mnie również tym, że nosił na sobie koszulkę reklamującą książkę z uroczym napisem „To ja ich zabiłem”.

Z kolei Dmitry Glukhovsky skupił się przede wszystkim na swojej najnowszej powieści FUTU.RE, w której przedstawił wizję świata za 500 lat. Ludzie wynaleźli już receptę na nieśmiertelność, jednak nie ma nic za darmo, przeludnienie wymusiło brutalną politykę – jeśli chcesz mieć dziecko, zrezygnuj z życia wiecznego. Autor powiedział, że to jedna z najbardziej osobistych książek, jakie napisał. Pomysł na jej fabułę zakiełkował w nim dwanaście lat temu, gdy jego dziewczyna zaczęła napomykać o dzieciach. Bał się wtedy, że założenie pełnej rodziny i zostanie ojcem będzie jednocześnie końcem jego wolności i koniecznością poświęcenia samego siebie. Dopiero, gdy dziecko przyszło na świat, zrozumiał, jak bardzo się mylił, bo to właśnie miłość do dziecka jest motorem, który napędza nasza życie. FUTU.RE jest więc tak naprawdę książką o miłości, pełną emocji i osobistych odniesień ubranych w szaty science fiction.


Nie da się jednak ukryć, że to Metro 2033 jest najważniejszą pozycją w dorobku Glukhovsky’ego. I gdyby nie ono, nie byłoby na spotkaniu Pawła Majki, autora Dzielnicy obiecanej, jak dotąd jedynej polskiej powieści z Uniwersum Metro 2033. Wyjaśniał on genezę niektórych pomysłów, jakie wykorzystał w swojej książce. Nie chcąc oddalać się od oryginału, mieszkańców podziemi Nowej Huty podzielił na społeczności, przynajmniej częściowo pokrywające się z Metrem 2033, stąd też pojawili się wśród nich faszyści i komuniści. O ile jednak w Rosji ugrupowania te nadal są silne, o tyle w Polsce sytuacja jest inna, dlatego autor zdecydował się nadać im nieco prześmiewczy wydźwięk. Jak sam stwierdził, a ja się z tym właściwie zgadzam, w chwili ataku nuklearnego polscy lewicowcy prędzej rzucą się do ratowania marihuany niż grobowca Lenina. Zupełnie poważnie podszedł jednak do stworzenia społeczności intelektualnej elity w oparciu o naprawdę działające Muzeum Lotnictwa oraz Politechnikę, które pojawiły się na kartach Dzielnicy obiecanej.

Pod koniec padło pytanie na temat sequeli powieści, o których była mowa podczas spotkania, zwłaszcza, że każda z nich cieszy się dość dużą popularnością. Paweł Majka zdradził, że co do kontynuacji Dzielnicy… ma aż nadmiar pomysłów, ale już pracuje nad drugim tomem, w którym na pierwszy plan mają wyjść postaci znane z pierwszej części, ale pojawiające się tam w rolach drugo-, by nie rzec trzecioplanowych. Co więcej, w planach ma również kilka opowiadań - prequeli o ekipie Szramy. Pierwszy, w klimatach wielkanocnych jest już dostępny na FB.


Z kolei Dmitry Glukhovsky nie planuje kontynuacji FUTU.RE. Nie zdecydował się na jej napisanie mimo propozycji wysokiej zaliczki ze strony swego rosyjskiego wydawcy. Stwierdził, że jest przeciwny pisaniu sequeli na siłę i woli nawet dołożyć do interesu, byle pisać naprawdę to, co czuje i na co ma ochotę. Za to już wkrótce czeka nas premiera Metra 2035, w Rosji będzie miała miejsce już w czerwcu, w Polsce najprawdopodobniej jesienią bieżącego roku.

Głos zabrał także Robert Szmidt, który potwierdził, że Szczury Wrocławia na pewno doczekają się kontynuacji. Co więcej, autor przyjął propozycję napisania drugiej polskiej powieści wchodzącej w skład Uniwersum Metro 2033. Zdradził, że jej akcja będzie toczyć się we Wrocławiu, w którym znajduje się ponad 1 200 kilometrów tuneli, co aż nadto pozwoli na stworzenie interesującej fabuły. Jest już nawet gotowy wstępny projekt okładki.

A na zakończenie, mimo dużych trudności z mówieniem, Dmitry Glukhovsky gorąco podziękował zgromadzonym za obecność oraz wyraził wdzięczność wszystkim swoim czytelnikom w ogóle, doceniając ich zaangażowanie i wsparcie dla niego jako pisarza. Tutaj jednak paskudną plamę dał prowadzący spotkanie, który stwierdzając, że czas się już skończył, nie dał dojść do słowa tłumaczce i zamknął spotkanie mówiąc „Na pewno go zrozumieliście, bo większość z was mówi po angielsku”. Dodał jeszcze dwa, trzy zdania mające w zamierzeniu streścić naprawdę długą wypowiedź autora, po czym ponownie przeszedł do reklamowania stoiska swojego wydawnictwa…

Pomijając wpadki pana Brzozowskiego, jestem jednak zadowolona ze spotkania. Żałuję tylko, że nie udało mi się zdobyć autografu Glukhovsky’ego, mimo że przytaszczyłam ze sobą grubaśne Metro 2033. Mam nadzieję, że będzie ku temu inna okazja. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...