Przejdź do głównej zawartości

"Saga o jarlu Broniszu. Tom 1" Władysław Jan Grabski

Saga o jarlu Broniszu. Tom 1
Władysław Jan Grabski
Replika 2015

352 stron
Sięgając po powieści historyczne najczęściej wybieram tematykę związaną z Wikingami bądź panowaniem Piastów na ziemiach polskich. Dlatego Saga o Jarlu Broniszu wydała mi się ideałem, zgrabnie łączy bowiem obydwa zagadnienia. 

Rok 995. Bronisz, namiestnik Bolesława Chrobrego, przybywa do obsadzonej drużyną Wikingów warowni Jomsborg, leżącej przy ujściu Odry, by sprawować pieczę nad grodem i interesami swego władcy. Ma również za zadanie zapewnić ochronę dopiero co owdowiałej Sigrydzie, królowej Szwecji, a jednocześnie siostrze Bolesława. Jako jedna z najpiękniejszych kobiet swoich czasów, a przy tym wnosząca w wianie całą Szwecję, stanowi łakomy kąsek dla sąsiadów, władców Norwegii i Danii. 


Saga o jarlu Broniszu skojarzyła mi się ze specyficzną mieszanką Starej baśni i Krzyżaków. Mamy w niej dzielnych wojowników (na typowych rycerzy, jest jeszcze za wcześnie), pogan nawracanych na chrześcijaństwo (choć akurat ich obraz jest dosyć jednostronny i niezbyt przypadł mi do gustu), widoczną niechęć do Niemców (biorąc pod uwagę, że powieść powstała w trakcie trwania II Wojny Światowej to również nie dziwi) i piękną dziewicę ratującą i czekającą wiernie na swego wybranka, który biega po świecie machając mieczem w służbie u władcy.

Grabski przybliża w swej powieści fakty, o których niewiele mówi się na lekcjach historii, co bardzo mnie dziwi, bo są nie tylko fascynujące, ale i naprawdę pobudzają wyobraźnię. Były to lata silnego wpływu Piastów na ówczesną Europę Wschodnią i Północną. Bolesław Chrobry umocnił pozycję Polski, oficjalnie już chrześcijańskiego państwa. Jego przyrodnia siostra Adelajda razem z księciem Gejzą władałą Węgrami, druga siostra Świętosława (Sigryda) wraz z królem Erykiem – Szwecją, a ich wuj Bolesław II Przemyślida – Czechami. Dzięki potężnej militarnej sile, Polacy ukrócili wikińskie rozboje na Bałtyku i pośrednio mieli dość duży wpływ na to, co dzieje się w Skandynawii, co samo w sobie byłoby materiałem na cudowną powieść.

Skansen w Jomsborgu - współczesna rekonstrukcja (źródło)

Oczami Bronisza obserwujemy rozwój wypadków, intrygi na najwyższych szczeblach ówczesnej władzy, a jednocześnie poznajemy jego własne losy. Jego ścieżki krzyżują się między innymi z drogą wiodącą biskupa Wojciecha (przyszłego męczennika) do Prus, gdzie miał on nadzieję nawracać pogan. Wiemy, jak to się niestety skończyło. Bronisz jest dosyć typowym przedstawicielem swoich czasów. Bogobojny chrześcijanin w świecie, który dopiero się chrystianizuje, z jednej strony słowa księży przyjmuje za pewnik, a jednocześnie targają nim wątpliwości, gdy dostrzega wokół siebie wątpliwy sukces przymusowej chrystianizacji pogan. Dręczy go wizja zbliżającego się roku tysięcznego i związana z tym obawa przed nadejściem końca świata. I w końcu, do głosu dochodzą jeszcze rozterki uczuciowe, gdy na jego drodze staje pewne urocze dziewczę.

Całość czyta się płynnie, ale jednocześnie nie do końca jest tym, czego się spodziewałam. O ile autor trafnie i przekonująco przedstawił wątki stricte historyczne, o tyle kwestie relacji damsko-męskich, zwłaszcza w odniesieniu do Bronisza i Helgi oraz zamętów uczuciowych Sigrydy pozostawiają nieco do życzenia. Sama Sigryda jest za to postacią zdecydowanie najbardziej interesującą w całej powieści, zaskakującą swą siłą, ale i bezwzględnością. Mam nadzieję, że w drugim tomie jej wątek będzie równie mocno zarysowany.


Sigryda (Świętosława)

córka Mieszka I, księżniczka polska, królowa Szwecji, Danii, Norwegii i Anglii

Powieść jest kolejnym już wznowieniem (powstała w latach 40. XX wieku), tym razem – w przeciwieństwie do poprzednich – została też podzielona na trzy tomy, a kolejny ma się ukazać już wkrótce. Takie rozczłonkowanie książki może wydać się dziwne czytelnikom, którzy pamiętają ją z jednego, obszernego wydania, ale z pewnością przekłada się to na wygodną lekturę. Zastanawiam się, jak mikroskopijna musiała być czcionka w jednotomowym wydaniu, by całość się w nim zmieściła, zwłaszcza że (jak podpatrzyłam) liczyło ono nieco ponad 500 stron, czyli dwa razy mniej niż ilość stron przewidziana w obecnie zaplanowanych trzech tomach.

Podsumowując, wprawdzie nie pieję z zachwytu, a w trakcie lektury nie przewracałam stron z wypiekami na twarzy niecierpliwie śledząc bieg wydarzeń, ale i tak jestem dosyć usatysfakcjonowana. Pewną nieporadność w niektórych wątkach, Grabski nadrabia doskonałym rozeznaniem w faktach historycznych, przedstawiając fascynujący aspekt naszej historii, który nie wiedzieć czemu został zepchnięty w cień i niewiele się o nim mówi. Teraz czekam na tom drugi, by poznać dalsze losy Bronisza. Dołączycie do mnie?

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.


Komentarze

  1. E, w tym jednotomowym czcionka nie jest aż taka bardzo mała, za to czyta się je strasznie niewygodnie ;). A co do Sygrydy -- nie wiem, w którym tomie może się pojawić jej relacja z Ottonem i przede wszystkim z Olafem, ale wtedy Bronisz już w ogóle schodzi na plan dalszy, a czytelnik z wypiekami na twarzy śledzi, co też ta Sygryda zrobi :). No i sceny z Bolesławem Chrobrym w łaźni są jednymi z bardziej zacnych w literaturze w ogóle.

    A co do wątków dotyczących chrystianizacji -- Grabski był, o ile wiem, bardzo wierzący i z tych pozycji "Sagę..." pisał. A mimo to znalazło się tam parę takich zagwozdek moralno-światopoglądowych (znowu: Sygryda i Olaf).

    I wiem, że już mówiłam, ale powiem jeszcze raz: jak cudnie, że to wznowiono, i że "Saga..." ma szanse na kolejnych czytelników :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam z niecierpliwością na drugi tom :) Sigryda bardzo przypadła mi do gustu, wątek jej romansu z Olafem już się pojawił, książka kończy się wraz z przyjęciem przez Sigrydę Duńczyka, a odrzuceniem Norwega :)

      Usuń
  2. A mi tam się ta książka widzi i chętnie bym ją przeczytała :) Chociaż powiem szczerze, że w trakcie lektury Twojej recenzji nagle zachciało mi się przeczytać "Starą baśń" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tytuł obił mi się wcześniej o uszy, ale nie miałam świadomości że to książka z czasów wojennych! Bardzo lubię takie klimaty i dlatego na pewno sięgnę po całą trylogię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm... Ja niekoniecznie ją przeczytam, ale myślę, że mój chłopak się chętnie skusi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym z chęcią do ciebie dołączyła. Moje klimaty :) Naprawdę czuję się skuszona :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele