Przejdź do głównej zawartości

"The Walking Dead: Droga do Woodbury" Robert Kirkman, Jay Bonansinga

Tytuł The Walking Dead.
Droga do Woodbury

Autor: Robert Kirkman,
Jay Bonansinga

Wydawnictwo SQN
Data wydania 2014

Stron 336
Mówi się, że człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie i chyba nic nie oddaje tego uroczego powiedzonka lepiej niż seria The Walking Dead.

„Droga do Woodbury” to wprawdzie drugi tom cyklu, ale nie jest to kontynuacja świetnych „Narodzin Gubernatora”, a raczej spin-off dość luźno związany z historią niepoczytalnego Philipa Blake’a. Tytuł wiele mówi o jej treści – jest to historia niejakiej Lilly Caul, która w towarzystwie niewielkiej grupy osób wystarczająco twardych i mających szczęście, by przetrwać pierwszą fazę zombie-apokalipsy, podróżuje w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. O ile takie w ogóle istnieje w świecie, po którym wałęsają się hordy „kąsaczy”, polujących na ludzkie mięso. 

Pierwsza część książki skupia się na podróży głównych bohaterów i ich walce o przetrwanie. Grupa jest niewielka i tak zróżnicowana, jak tylko jest to możliwe – należą do niej: chorobliwie wręcz tchórzliwa atrakcyjna młoda kobieta, silny i odważny olbrzym o gołębim sercu, medyk-weteran z problemem alkoholowym i dwoje narkomanów. Podczas wspólnej wędrówki zbliżają się do siebie, ich drogi rozchodzą się jednak w tytułowym Woodbury, dość tajemniczym mieście, na które trafiają w trakcie podróży.

Na przedstawieniu realiów życia w tej jedynie pozornie bezpiecznej przystani skupia się część druga. Woodbury jest trzyma twardą ręką przez Blake’a, zwanego Gubernatorem. To co ma zapewnić ludziom przetrwanie, okazuje się siedliskiem zła i szaleństwa. Biorąc pod uwagę fakt, że świat przypomina piekło, o jakim nie śniło się Dantemu, łatwo odgadnąć, że przeżyć mogą w nim tylko jednostki, które przynajmniej do pewnego stopnia poświęcą swoje człowieczeństwo. Walka o przetrwanie jest bezwzględna i – nie oszukujmy się – dobre serce oraz empatia zawsze przegrają w niej z egoizmem i brutalną siłą. Akurat to zostało pokazane w powieści w naprawdę bardzo obrazowy i czytelny sposób, co świadczy na korzyść autorów, nie bawiących się w smętne, chwytające za serce historyjki. Zwłaszcza, że pokazali upadek człowieczeństwa nie szczędząc opisu latających flaków, toczących się głów i odgłosów rozgryzania mózgu na pół.

Szwankuje natomiast fabuła, rozwijająca się w nieprzyjemnie przewidywalny i niestety schematyczny sposób. Byłam zaskoczona dosłownie RAZ, gdy postać, która teoretycznie powinna dotrwać do końca tej historii, pożegnała się z czytelnikami znacznie wcześniej. Po tego typu powieściach nie oczekuję nie wiadomo jak zawiłej i spektakularnej akcji, jednak w porównaniu z „Narodzinami Gubernatora”, drugi tom cyklu wypada dosyć blado i z pewnością nie spełnia wszystkich pokładanych w nim nadziei.

Po „Drogę do Woodbury” powinni sięgnąć przede wszystkim fani serialu i komiksów „The Walking Dead”, zwłaszcza że książka jest do pewnego stopnia ich uzupełnieniem. Fani powieści o zombie, zwłaszcza szukających lekkiego czytadła, w którym trup ściele się gęsto i w rozczłonkowanych porcjach, także powinni czuć się nią dość usatysfakcjonowani. Szkoda tylko, że autorzy obniżyli loty w porównaniu z poprzednią częścią. Liczę na to, że stojący następny w kolejne „Upadek Gubernatora” nie okaże się upadkiem całej serii…

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dzięuję Wydawnictwu SQN.

Komentarze

  1. Zombie nie do końca mnie przekonują i choć wiele słyszałam o serialu, to nie ciągnie mnie, żeby poznać go osobiście. Książki w tej tematyce również sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, zombie trzeba chyba po prostu lubić :)

      Usuń
  2. Serial uwielbiam, ale po książkę raczej na pewno nie sięgnę, bo jakoś nie sąze, żeby można było dobrze oddać cały ten urok serialu w powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, serial nadal przede mną, choć pewnie pocze do wakacji :)

      Usuń
  3. Serial mnie znudził gdzieś w drugim albo trzecim sezonie, ale po książkę chętnie bym sięgnęła. Chociażby dla porównania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi je porównać, jak wspomniałam wyżej, serial jeszcze przede mną:)

      Usuń
  4. Nie wiem do końca, czy to książka dla mnie, choć kilka odcinków serialu widziałam i nawet mi się podobało:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zombie? Przecież to takie głupie, naciągane i dziecinne. Jak można się jarać zombie?

    Żartuję - kocham je! :D Jak ogarnę Apokalipsę Z, to może nawet poszukam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... dlaczego mnie to nie dziwi ;) Twoje uwielbienie rzecz jasna :)

      Usuń
  6. W sumie sama się dziwię, ale jeszcze o niej nie słyszałam... i chyba jak na razie poznawać jej bliżej nie zamierzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro nie interesuje Cię tematyka, to w sumię nie dziwię się, że nie słyszałaś :)

      Usuń
  7. Kurcze, przecież ja jeszcze nie czytałam żadnej książki o zombie. Muszę to koniecznie nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek przygody z zombie proponuję trylogię Przegląd Końca Świata Miry Grant :)

      Usuń
  8. fajnie, że interesujesz się literaturą! chciałabym cię serdecznie zaprosić do wzięcia udziału w wyzwaniu!
    http://okiem-ksiazkoholiczki.blogspot.com/p/wyzwaniesoiczek-peen-ksiazek-podejmiesz.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zaproszenie, ale zrezygnowałam z większości wyzwań i nie planuję uczestniczyć w nowych :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele