poniedziałek, 23 marca 2015

"The Walking Dead: Droga do Woodbury" Robert Kirkman, Jay Bonansinga

Tytuł The Walking Dead.
Droga do Woodbury

Autor: Robert Kirkman,
Jay Bonansinga

Wydawnictwo SQN
Data wydania 2014

Stron 336
Mówi się, że człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie i chyba nic nie oddaje tego uroczego powiedzonka lepiej niż seria The Walking Dead.

„Droga do Woodbury” to wprawdzie drugi tom cyklu, ale nie jest to kontynuacja świetnych „Narodzin Gubernatora”, a raczej spin-off dość luźno związany z historią niepoczytalnego Philipa Blake’a. Tytuł wiele mówi o jej treści – jest to historia niejakiej Lilly Caul, która w towarzystwie niewielkiej grupy osób wystarczająco twardych i mających szczęście, by przetrwać pierwszą fazę zombie-apokalipsy, podróżuje w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. O ile takie w ogóle istnieje w świecie, po którym wałęsają się hordy „kąsaczy”, polujących na ludzkie mięso. 

Pierwsza część książki skupia się na podróży głównych bohaterów i ich walce o przetrwanie. Grupa jest niewielka i tak zróżnicowana, jak tylko jest to możliwe – należą do niej: chorobliwie wręcz tchórzliwa atrakcyjna młoda kobieta, silny i odważny olbrzym o gołębim sercu, medyk-weteran z problemem alkoholowym i dwoje narkomanów. Podczas wspólnej wędrówki zbliżają się do siebie, ich drogi rozchodzą się jednak w tytułowym Woodbury, dość tajemniczym mieście, na które trafiają w trakcie podróży.

Na przedstawieniu realiów życia w tej jedynie pozornie bezpiecznej przystani skupia się część druga. Woodbury jest trzyma twardą ręką przez Blake’a, zwanego Gubernatorem. To co ma zapewnić ludziom przetrwanie, okazuje się siedliskiem zła i szaleństwa. Biorąc pod uwagę fakt, że świat przypomina piekło, o jakim nie śniło się Dantemu, łatwo odgadnąć, że przeżyć mogą w nim tylko jednostki, które przynajmniej do pewnego stopnia poświęcą swoje człowieczeństwo. Walka o przetrwanie jest bezwzględna i – nie oszukujmy się – dobre serce oraz empatia zawsze przegrają w niej z egoizmem i brutalną siłą. Akurat to zostało pokazane w powieści w naprawdę bardzo obrazowy i czytelny sposób, co świadczy na korzyść autorów, nie bawiących się w smętne, chwytające za serce historyjki. Zwłaszcza, że pokazali upadek człowieczeństwa nie szczędząc opisu latających flaków, toczących się głów i odgłosów rozgryzania mózgu na pół.

Szwankuje natomiast fabuła, rozwijająca się w nieprzyjemnie przewidywalny i niestety schematyczny sposób. Byłam zaskoczona dosłownie RAZ, gdy postać, która teoretycznie powinna dotrwać do końca tej historii, pożegnała się z czytelnikami znacznie wcześniej. Po tego typu powieściach nie oczekuję nie wiadomo jak zawiłej i spektakularnej akcji, jednak w porównaniu z „Narodzinami Gubernatora”, drugi tom cyklu wypada dosyć blado i z pewnością nie spełnia wszystkich pokładanych w nim nadziei.

Po „Drogę do Woodbury” powinni sięgnąć przede wszystkim fani serialu i komiksów „The Walking Dead”, zwłaszcza że książka jest do pewnego stopnia ich uzupełnieniem. Fani powieści o zombie, zwłaszcza szukających lekkiego czytadła, w którym trup ściele się gęsto i w rozczłonkowanych porcjach, także powinni czuć się nią dość usatysfakcjonowani. Szkoda tylko, że autorzy obniżyli loty w porównaniu z poprzednią częścią. Liczę na to, że stojący następny w kolejne „Upadek Gubernatora” nie okaże się upadkiem całej serii…

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dzięuję Wydawnictwu SQN.

15 komentarzy:

  1. Zombie nie do końca mnie przekonują i choć wiele słyszałam o serialu, to nie ciągnie mnie, żeby poznać go osobiście. Książki w tej tematyce również sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, zombie trzeba chyba po prostu lubić :)

      Usuń
  2. Serial uwielbiam, ale po książkę raczej na pewno nie sięgnę, bo jakoś nie sąze, żeby można było dobrze oddać cały ten urok serialu w powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, serial nadal przede mną, choć pewnie pocze do wakacji :)

      Usuń
  3. Serial mnie znudził gdzieś w drugim albo trzecim sezonie, ale po książkę chętnie bym sięgnęła. Chociażby dla porównania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi je porównać, jak wspomniałam wyżej, serial jeszcze przede mną:)

      Usuń
  4. Nie wiem do końca, czy to książka dla mnie, choć kilka odcinków serialu widziałam i nawet mi się podobało:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zombie? Przecież to takie głupie, naciągane i dziecinne. Jak można się jarać zombie?

    Żartuję - kocham je! :D Jak ogarnę Apokalipsę Z, to może nawet poszukam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... dlaczego mnie to nie dziwi ;) Twoje uwielbienie rzecz jasna :)

      Usuń
  6. W sumie sama się dziwię, ale jeszcze o niej nie słyszałam... i chyba jak na razie poznawać jej bliżej nie zamierzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro nie interesuje Cię tematyka, to w sumię nie dziwię się, że nie słyszałaś :)

      Usuń
  7. Kurcze, przecież ja jeszcze nie czytałam żadnej książki o zombie. Muszę to koniecznie nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek przygody z zombie proponuję trylogię Przegląd Końca Świata Miry Grant :)

      Usuń
  8. fajnie, że interesujesz się literaturą! chciałabym cię serdecznie zaprosić do wzięcia udziału w wyzwaniu!
    http://okiem-ksiazkoholiczki.blogspot.com/p/wyzwaniesoiczek-peen-ksiazek-podejmiesz.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zaproszenie, ale zrezygnowałam z większości wyzwań i nie planuję uczestniczyć w nowych :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...