środa, 11 marca 2015

„Ostatnie życzenie” / „Miecz przeznaczenia” Andrzej Sapkowski

Po zawodzie, jaki sprawił mi „Sezon burz”, w głowie zaświtała mi bardzo niepokojąca myśl, że może moje wyobrażenie o Wiedźminie i ślepe zauroczenie były w głównej mierze wyidealizowanym obrazem pierwszej książki fantasy, jaka trafiła w moje ręce. Zwłaszcza, że miało to miejsce piętnaście lat temu (ostatnie zdanie wymazujemy w pamięci, mocno wierząc, że nadal mam osiemnaście lat).


Aby ostatecznie przekonać się, czy moja miłość i uwielbienie dla Geralta przetrwałyby ponowną konfrontację po latach, miniony weekend spędziłam zanurzona w „Ostatnim życzeniu” i „Mieczu przeznaczenia”. I powiem krótko – uwielbiam go jeszcze bardziej, choć mogłoby się to zdawać niemożliwe. Już pierwsze strony sprawiły, że poczułam się jak w domu, dając się porwać nie tylko klimatowi opowiadań, ale i kunsztowi języka – plastycznego, ironicznego i ostrego niczym wiedźmiński miecz (i w niczym nie przypominającego stylu pisania z tfu tfu „Sezonu burz”!).

Niewtajemniczonym (choć podejrzewam, że nie ma ich zbyt wielu, a jeśli są - jest to pokolenie znacznie młodsze) należy się kilka słów wyjaśnienia. „Ostatnie życzenie” i „Miecz przeznaczenia” to zbiory opowiadań wprowadzających czytelnika w świat przypominający nasze średniowiecze, w którym magia jest żywa, a którego mieszkańcy nękani są przez potwory – te prawdziwe, jak wampiry, strzygi i inne tałatajstwo, oraz te kryjące się w ludzkiej skórze. Przed pierwszymi bronią ludźmi wiedźmini, wojownicy poddawani w dzieciństwie serii brutalnych i bolesnych eksperymentów, w wyniku których zyskują niezwykłe umiejętności, ale za które płacą wysoką cenę – jako mutanci są spychani na sam margines społeczeństwa. A najsłynniejszym wiedźminem jest Geralt z Rivii, wyłamujący się stereotypowi bezwzględnej, pozbawionej uczuć maszynki do zabijania. 

To właśnie od „Miecza przeznaczenia” zaczęła się przed laty moja przygoda z fantastyką. Była to pierwsza książka z tego gatunku, która dosyć przypadkowo wpadła w moje ręce. Pamiętam jakby to było dziś, jak z niecierpliwością śledziłam kolejne strony chcąc więcej i więcej. Sapkowski zachwycił mnie wtedy przede wszystkim niesamowitym pomysłem, lekkim językiem, dowcipem i wplataniem w fabułę baśniowych wątków w taki sposób, że na żadną baśń nie patrzyłam już potem tak samo. Ani na krasnoludy. Na runiczne inskrypcje na mieczach też nie.

Myliłby się jednak ten, który w opowiadaniach o Wiedźminie widziałby jedynie zabawne, lekkie historyjki. Owszem, wiele scen wywołuje niepowstrzymany rechot, znacznie więcej jest jednak fragmentów, które może nie tyle przygnębiają, co każą przejrzeć na oczy i dostrzec ludźmi takimi, jacy są. A niestety rzadko jest to obraz napawający nadzieją. Autor z niezrównanym kunsztem nie tylko odmalował sylwetki głównych bohaterów, zwłaszcza Geralta, ale i pokazał ciemną stronę ludzkiej natury, z chciwością, obłudą i zakłamaniem na czele. 

Lata mijają (pierwsze wydanie ukazało się 1992 r.), ale pozycja Wiedźmina jest niezachwiana. Żadna z powieści czy zbioru opowiadań, jakie miałam okazję poznać, nawet nie zbliżyła się do tego, co stworzył Sapkowski. I pewnie przez długi czas nie pojawi się nikt, kto będzie w stanie to zrobić. Oby tylko autor pozostawił go w spokoju i nie rozmieniał na drobne kolejnymi nowymi pomysłami.

Przede mną odświeżanie pięcioksięgu powieści, już mi ślinka cieknie, ale postanowiłam się tą przygodą delektować, więc pewnie przeczytacie o niech dopiero za pewien czas. A tymczasem Was zachęcam do sięgnięcia po opowiadania, nieważne czy po raz pierwszy, czy dziesiąty, Wiedźmina nigdy dość! 

15 komentarzy:

  1. Ach te młodzieńcze fascynacje...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak już pisałam wcześniej opowiadania znam jedynie ze słuchowiska, ale oczarowały mnie i to bardzo :) Możliwe, że skuszę się też na książki, ale zrobię to za jakiś czas, żeby sprawdzić czy i w moim przypadku magia zadziała po raz kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj, jestem pewna, że w tej wersji spodobają Ci się jeszcze bardziej :)

      Usuń
  3. Ah ten Wiedźmin :-) Im jestem starsza tym bardziej doceniam, że swoją młodość spędziłam przy takich klasykach literatury fantasy. Żałuję, że współcześnie coraz ciężej o takie pełnokrwiste fantasy, chociaż sklamałabym, gdybym powiedziała, że się nie zdarzają. Na pewno jednak w mniejszych i mniej imponujących ilościach niż dawniej :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ostatnie życzenie" znam prawie na pamięć. Stworzyłam sobie taką małą tradycję i czytam tę część w każde wakacje. Teraz, kiedy udało mi się zdobyć na własność dwa kolejne tomy, postanowiłam sobie do końca roku odświeżyć serię :D
    sklep-z-pamiatkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Lata świetlne minęły odkąd po raz pierwszy czytałam Wiedźmina :) Na szczęście 2-3 lata temu zrobiłam sobie powtórkę i okazało się, że Sapkowskiego czyta się świetnie. "Sezon burz" to niestety odgrzewane kotlety :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, teraz mam wyjątkowo przejrzyste porównanie, bo opowiadania przeczytałam kilka dni po "Sezonie" i nijak się do nich nie umywa...

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Ehh... Dzieci, dzieci... tzn. ah Geralt... :)

      Usuń
    2. Kochana, nie powiesz mi, że raz czy dwa nie zdarzyło Ci się do niego westchnąć w trakcie lektury ;)

      Usuń
  7. Przeczytałam tylko pierwszą część sagi i niestety nie odnalazłam się w tej lekturze. Może kiedyś zaryzykuję drugie podejście :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam nic Sapkowskiego wstyd,,,

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...