Przejdź do głównej zawartości

"Domofon" Zygmunt Miłoszewski

Głośno się ostatnio zrobiło o Zygmuncie Miłoszewskim, a wszystko to za sprawą jego „Gniewu”. Na szczęście tylko książkowego - gdyby było inaczej, kiepsko mogłoby się skończyć dla wszystkich dookoła, zwłaszcza biorąc pod uwagę pokłady jego wyobraźni i talent do kreowania powieściowej rzeczywistości.

Jednak dzisiaj – dla odmiany - nie będzie o „Gniewie”, a o debiucie tak dobrym, że trudno uwierzyć, by pisarz nie popełnił wcześniej co najmniej dwóch lub trzech książek. „Domofon” krążył za mną już od pewnego czasu, pobrzękiwał z półki i mrugał krwistoczerwonym tytułem, by ostatecznie zapewnić gęsią skórkę wieczorową, a potem również nocną porą.


Agnieszka i Robert, jak tysiące innych młodych ludzi, postanawiają szukać swojego szczęścia w stolicy. Pełni zapału (to o niej), ale również skrytych obaw (to o nim), wprowadzają się do jednego z bloków na warszawskim Bródnie. Niestety, już od pierwszego dnia wszystko układa się źle – są świadkami tragicznej, a jednocześnie nieco groteskowej śmierci jednego z mieszkańców w blokowej windzie. Potem jest już tylko gorzej. Zarówno Agnieszka, jak i pozostali lokatorzy zaczynają widzieć i słyszeć rzeczy przyprawiające ich o obłęd. Jedynie Robert nie sprawia wrażenia przerażonego, po pewnym czasie przestaje jednak przypominać łagodnego, zabawnego człowieka, jakim był przed przyjazdem do Warszawy.

Dobrze się domyślacie, w przeciwieństwie do pozostałych powieści Miłoszewskiego, „Domofon” nie jest kryminałem, a horrorem, w którym wątek paranormalny odgrywa znaczącą rolę. Autor wykorzystał w nim motywy znane z literatury i filmu – klątwę sprzed lat, zło przypisane do miejsca, a nie konkretnej osoby, duchy i opętanie. Pojawia się tu nawet czarna woda na suficie i kranach. W praktyce udała mu się nie lada sztuka – to, co pozornie jest oklepane, przekuł na świetnie stworzoną historię, która trzyma w napięciu i najzwyczajniej w świecie przyprawia o ciarki Jednym słowem doskonale spełnia wymogi gatunku. Tylko tyle i aż tyle.

Warto wspomnieć też o głównych bohaterów, próbujących odkryć, co naprawdę dzieje się w nawiedzonym bloku. Wspomniana już Agnieszka to młoda, pełna optymizmu kobieta, która musi stawić czoła nie tylko swoim lękom, ale również przemianie ukochanego męża, który dotąd był całym jej światem. Kamil to maturzysta wiecznie skonfliktowany z despotycznym ojcem, inteligentny, ale kryjący się pod maską osiedlowego ziomka. No i Wiktor, dawniej znany dziennikarz, obecnie alkoholik znajdujący się na samym dnie. Całą trójka, podobnie zresztą jak niektóre postaci drugoplanowe, została nakreślona realistycznie, mają swoje słabości i lęki, nie są superbohaterami, ale jednocześnie potrafią wykazać się siłą, o której istnieniu sami nie mieli pojęcia.

Autor udowodnił jedno – aby stworzyć miejsce pełne grozy, wcale nie trzeba przenosić akcji do leżącego na odludziu domu albo wioski położonej gdzieś w leśnej dziczy. Stary, ponury blok ze skrzypiącą windą i ciemnym labiryntem piwnic jest równie dobrym, a nawet lepszym, bo nie tak wyświechtanym, pomysłem. Przemówi zwłaszcza do wyobraźni osób, które przynajmniej część życia spędziło właśnie na osiedlu z wielkiej płyty, często pocieszając się myślą, że w tak bliskim otoczeniu innych ludzi, będą bezpieczniejsi niż mieszkając w wolnostojącym domu, gdzie sąsiad nie usłyszy tak szybko ich wołania. Uwierzcie mi, po przeczytaniu tej powieści, stracicie to poczucie komfortu i pewności siebie. I zastanowicie się dwa razy, zanim zejdziecie do piwnicy, o skorzystaniu z windy nawet nie wspominając.

Mam nadzieję, że przygoda Zygmunta Miłoszewskiego z horrorem jeszcze się nie skończyła. Skoro jego debiut porządnie mnie wystraszył, kolejne pozycje mogłyby przyprawić mnie o atak serca, ale jestem gotowa na to poświęcenie. Ja zatem czekam, co dalej, a Wy sięgajcie po „Domofon”, zwłaszcza jeśli lubicie się bać.

A na koniec dwa cytaty – rzadko Was nimi raczę, ale te naprawdę zwróciły moją uwagę:

"Wiedzą, że powinni walczyć, ale im się nie chce. Kto wie może na tym polega istota zła. Nie na tym, że zbyt wielu za nim podąża, lecz na tym, że zbyt wielu nie chce się stawić mu czoła."

"- To niemożliwe- odezwała się Agnieszka. - W dwudziestym wieku? To poprostu niemożliwe.
- Ma Pani na mysli wiek wojen światowych, Holokaustu, łagrów i czystek etnicznych? - zapytałem. - Wiek niekończących się konfliktów religijnych, bezkarnych pacyfikacji całych narodów, aborcji, eutanazji i światowego terroryzmu? Raczy Pani żartować."

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 34 pozycje. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…