piątek, 12 grudnia 2014

"Psy z Rygi" Henning Mankell

Psy z RygiHenning Mankell
Lektor Jarosław Rabenda
Wydawca Biblioteka Akustyczna
Audioapp.pl
Czas 10 godz. 31 min
Dzisiaj przygody z Kurtem Wallanderem ciąg dalszy. „Psy z Rygi” to drugi tom cyklu o szwedzkim policjancie pióra Henninga Mankella, przez wielu uznawanego za jednego z najlepszych autorów tzw. kryminałów skandynawskich. Niestety, oceniając jedynie na podstawie tej pozycji, trudno byłoby zrozumieć zachwyty nad jego twórczością.

Całość zapowiada się obiecująco. Jest rok 1991. Przy szwedzkim wybrzeżu zostaje znaleziony ponton, a w nim zwłoki dwóch mężczyzn, których przed śmiercią brutalnie torturowano. Okazują się oni obywatelami łotewskimi, dlatego do śledztwa wkracza przybyły z Rygi major Liepa. Sprawa dość szybko zostaje rozwiązana i Wallander miałby szansę niemal od razu o niej zapomnieć, gdyby nie fakt, że jego łotewskiego współpracownika nie zamordowano tej samej nocy, gdy wrócił do kraju. Wiele wskazuje na to, że pozornie prosta sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.


Tym razem to Wallander zostaje poproszony o udanie się do Rygi i wspomożenie miejscowych śledczych. I tutaj pojawiają się pierwsze schody i kuleje prawdopodobieństwo opisanej sytuacji. Po pierwsze, Wallander jest zwykłym, niewyróżniającym się niczym policjantem ze szwedzkiej prowincji i sam fakt konieczności jego wyjazdu na Łotwę jest mało przekonujący. Nawet biorąc pod uwagę rozwój sytuacji pod koniec książki. Po drugie [uwaga na spojler], w pewnym momencie nawiązuje on współpracę z łotewskim ruchem wyzwoleńczym i dzięki ich pomocy nielegalnie, acz bez przeszkód pokonuje kolejne granice państw Europy Środkowo-Wschodniej, by ponownie dostać się na Łotwę. I to bez znajomości języka rosyjskiego czy  łotewskiego, a jedynie posługując się kulejącym angielskim. Po trzecie, o ile wątek kryminalny jest spójny i dopracowany, o tyle jego polityczno-sensacyjna otoczka zakrawa już niestety na puszczanie wodzy wyobraźni, wspomaganej strachem przed nieznanym po runięciu żelaznej kurtyny.

W przeciwieństwie do poprzedniej powieści o Wallanderze, akcja bieżącej toczy się głównie na terenie Łotwy, znajdującej się w trudnej fazie przemian po upadku Związku Radzieckiego. Przed ponad dwudziestu laty szwedzkim czytelnikom życie w kraju postkomunistycznym w chwili, gdy jego niepodległość nie jest jeszcze czymś stuprocentowo pewnym, gdzie działa bezpieka (bądź urząd bardzo do niej podobny), gdzie powszechny jest strach i nieufność do władzy, musiało wydawać czymś zupełnie nierealnym i egzotycznym. Polakom z pewnością dużo łatwiej jest zrozumieć realia polityczne i społeczne opisane przez Wallandera, choć nasz kraj nie doświadczył aż takich represji i problemów, co Łotwa.

Trzeba przy tym przyznać Mankellowi, że choć momentami przedstawiony przez niego obraz wydaje się dosyć powierzchowny, widać rzetelne przygotowanie się do tematu. Dobrze oddał klimat postsowieckiej rzeczywistości wraz z jej szarością i wszechobecną inwigilacją. Popłynął jednak nieco zbyt daleko z wątkiem spiskowym, ale to można chyba złożyć na karb czasów, gdy „Psy z Rygi” zostały napisane.

Nie można też odmówić pisarzowi świetnego warsztatu oraz bardzo dobrej kreacji głównego bohatera. Wallander już przy pierwszym spotkaniu ujął mnie swoją zwyczajnością, nie jest typem superbohatera, a wręcz przeciwnie, popełnia błędy, czasem jeden po drugim. Czyni to z niego zwykłego człowieka, z którym może nie tyle można się utożsamiać, co z pewnością próbować zrozumieć.

Spotkałam się z opinią, że „Psy z Rygi” to najsłabsza powieść Mankella. Trudno mi rzetelnie się do tego stwierdzeni odnieść, bo  to dopiero mojego drugie spotkanie z jego twórczością, ale z pewnością istnieje duża różnica między bieżącą powieścią a poprzednim tomem, „Morderca bez twarzy”. Dlatego też liczę na to, że kolejne tomy mnie nie zawiodą, zwłaszcza że bardzo przypadł mi do gustu głos lektora, Jarosława Rabendy i jego interpretacja utworu. 

Jeśli macie ochotę wysłuchać audiobooka "Psy z Rygi", możecie skorzystać z oferty na stronie Audioapp.pl i wypożyczyć go za 50% ceny.

11 komentarzy:

  1. Wiesz, uwielbiam bezkrytycznie Mankella i nie uważam, żeby Psy...były najsłabsze. To po prostu inna książka od pozostałych (taka trochę..siermiężna, ziejąca bezsensem komunizmu trochę..mało Szwecji...), ale wg. mnie równie doskonała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko mi się aż tak odnieść, bo - jak napisałam - to moje drugie spotkanie z Mankellem, znacznie słabsze niż poprzednie, a z opinią, że Psy są najsłabsze spotkałam się niestety kilkukrotnie. Może to też wynika z tego, czego się oczekuje sięgając po książkę. Tak jak napisałaś, ta różni się od pozostałych i może to jest dla wielu rozczarowujące.

      Usuń
  2. A ja Mankella nie czytałam - kryminały to raczej nie moja bajka. Dopiero w ostatnim tygodniu przeczytałam pierwszy raz od niepamiętnych czasów ( to znaczy: tak od trzech, czterech lat ) powieść kryminalną.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mankell wciąż przede mną. Muszę się w końcu zmobilizować i sięgnąć po jego książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z Mankellem jest tak, że albo złapie się tego bakcyla, albo niestety nie i powieści o Wallanderze będą odrzucać. Na początku sięgnęłam po pierwszy tom serii i nie byłam zachwycona, ale postanowiłam spróbować jeszcze raz i przeczytałam "Psy z Rygi". Na szczęście drugi tom podobał mi się znacznie bardziej i właściwie niewiele mam mu do zarzucenia. Przyznam, że tło polityczne mi się podobało i nie odczułam zgrzytów poza tym, że wszyscy mówili w jakimś stopniu po angielsku, to raczej dziwne :P Moim zdaniem niewiarygodnie wypadł wątek miłosny, bo właściwie Kurt ledwie zna Bajbę, a już się niby zakochał. Zresztą ten dziwny związek ciągnie się przez kolejne tomy i dalej mnie złości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj Dominika, bo Ty kobieta nie wierząca w prawdziwą miłość jesteś:):):)

      Usuń
    2. Fakt, wątek z Baibą nie był najszczęśliwszy. i nie mam tu na myśli zakończeniam, a pomysłu na niego. Trochę mnie zmartwiłaś tym, że będzie się dalej ciągnął...

      Usuń
    3. W prawdziwą miłość wierzę, ale jakoś tej miłości właśnie u Mankella nie zauważyłam :P

      Jak na razie czytałam 6 tomów i ciągle wątek tej kobiety się przewija, ale na pocieszenie napiszę, że to drugorzędna kwestia i najważniejsza jest nadal zagadka kryminalna :)

      Usuń
  5. Nie mogę się doczekac, jak wezmę się za Menkella :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś tego pisarza traktuję po "macoszemu", trzeba by to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba tylko jedną książkę czytałam tegi autora i jakoś mnie nie porwał ani nie zachwycił.
    Kiedyś może przeczytam coś jeszcze, ale nie wiem;)
    O tej nie słyszałam ale jakoś mnie do niej nie ciągnie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...