Przejdź do głównej zawartości

"Psy z Rygi" Henning Mankell

Psy z RygiHenning Mankell
Lektor Jarosław Rabenda
Wydawca Biblioteka Akustyczna
Audioapp.pl
Czas 10 godz. 31 min
Dzisiaj przygody z Kurtem Wallanderem ciąg dalszy. „Psy z Rygi” to drugi tom cyklu o szwedzkim policjancie pióra Henninga Mankella, przez wielu uznawanego za jednego z najlepszych autorów tzw. kryminałów skandynawskich. Niestety, oceniając jedynie na podstawie tej pozycji, trudno byłoby zrozumieć zachwyty nad jego twórczością.

Całość zapowiada się obiecująco. Jest rok 1991. Przy szwedzkim wybrzeżu zostaje znaleziony ponton, a w nim zwłoki dwóch mężczyzn, których przed śmiercią brutalnie torturowano. Okazują się oni obywatelami łotewskimi, dlatego do śledztwa wkracza przybyły z Rygi major Liepa. Sprawa dość szybko zostaje rozwiązana i Wallander miałby szansę niemal od razu o niej zapomnieć, gdyby nie fakt, że jego łotewskiego współpracownika nie zamordowano tej samej nocy, gdy wrócił do kraju. Wiele wskazuje na to, że pozornie prosta sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.


Tym razem to Wallander zostaje poproszony o udanie się do Rygi i wspomożenie miejscowych śledczych. I tutaj pojawiają się pierwsze schody i kuleje prawdopodobieństwo opisanej sytuacji. Po pierwsze, Wallander jest zwykłym, niewyróżniającym się niczym policjantem ze szwedzkiej prowincji i sam fakt konieczności jego wyjazdu na Łotwę jest mało przekonujący. Nawet biorąc pod uwagę rozwój sytuacji pod koniec książki. Po drugie [uwaga na spojler], w pewnym momencie nawiązuje on współpracę z łotewskim ruchem wyzwoleńczym i dzięki ich pomocy nielegalnie, acz bez przeszkód pokonuje kolejne granice państw Europy Środkowo-Wschodniej, by ponownie dostać się na Łotwę. I to bez znajomości języka rosyjskiego czy  łotewskiego, a jedynie posługując się kulejącym angielskim. Po trzecie, o ile wątek kryminalny jest spójny i dopracowany, o tyle jego polityczno-sensacyjna otoczka zakrawa już niestety na puszczanie wodzy wyobraźni, wspomaganej strachem przed nieznanym po runięciu żelaznej kurtyny.

W przeciwieństwie do poprzedniej powieści o Wallanderze, akcja bieżącej toczy się głównie na terenie Łotwy, znajdującej się w trudnej fazie przemian po upadku Związku Radzieckiego. Przed ponad dwudziestu laty szwedzkim czytelnikom życie w kraju postkomunistycznym w chwili, gdy jego niepodległość nie jest jeszcze czymś stuprocentowo pewnym, gdzie działa bezpieka (bądź urząd bardzo do niej podobny), gdzie powszechny jest strach i nieufność do władzy, musiało wydawać czymś zupełnie nierealnym i egzotycznym. Polakom z pewnością dużo łatwiej jest zrozumieć realia polityczne i społeczne opisane przez Wallandera, choć nasz kraj nie doświadczył aż takich represji i problemów, co Łotwa.

Trzeba przy tym przyznać Mankellowi, że choć momentami przedstawiony przez niego obraz wydaje się dosyć powierzchowny, widać rzetelne przygotowanie się do tematu. Dobrze oddał klimat postsowieckiej rzeczywistości wraz z jej szarością i wszechobecną inwigilacją. Popłynął jednak nieco zbyt daleko z wątkiem spiskowym, ale to można chyba złożyć na karb czasów, gdy „Psy z Rygi” zostały napisane.

Nie można też odmówić pisarzowi świetnego warsztatu oraz bardzo dobrej kreacji głównego bohatera. Wallander już przy pierwszym spotkaniu ujął mnie swoją zwyczajnością, nie jest typem superbohatera, a wręcz przeciwnie, popełnia błędy, czasem jeden po drugim. Czyni to z niego zwykłego człowieka, z którym może nie tyle można się utożsamiać, co z pewnością próbować zrozumieć.

Spotkałam się z opinią, że „Psy z Rygi” to najsłabsza powieść Mankella. Trudno mi rzetelnie się do tego stwierdzeni odnieść, bo  to dopiero mojego drugie spotkanie z jego twórczością, ale z pewnością istnieje duża różnica między bieżącą powieścią a poprzednim tomem, „Morderca bez twarzy”. Dlatego też liczę na to, że kolejne tomy mnie nie zawiodą, zwłaszcza że bardzo przypadł mi do gustu głos lektora, Jarosława Rabendy i jego interpretacja utworu. 

Jeśli macie ochotę wysłuchać audiobooka "Psy z Rygi", możecie skorzystać z oferty na stronie Audioapp.pl i wypożyczyć go za 50% ceny.

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 34 pozycje. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…