poniedziałek, 10 listopada 2014

"Jestem legendą" Richard Matheson

Tytuł Jestem legendą
Autor Richard Matheson
Wydawnictwo MAG
Data wydania 2008

Stron 224
Odświeżania klasyków gatunku ciąg dalszy – dzisiaj krótko o „Jestem legendą”. W wersji książkowej oczywiście.

Kilka lat temu obejrzałam film z Willem Smithem, nie będąc nawet świadomą, że powstał on na podstawie książki Richarda Mathesona. Spodobała mi się wizja posapokaliptycznego świata, w którym główny bohater, najprawdopodobniej ostatni ocalały po tajemniczej katastrofie człowiek na Ziemi, walczy z hordami mutantów. Teraz miałam okazję porównać powieściowy pierwowzór i… szczęka po raz pierwszy opadła mi w momencie, gdy okazało się, że grany przez Smitha Robert Neville jest aryjskiej urody blondasem o niebieskich oczach i półniemieckim pochodzeniem. Potem jeszcze kilkukrotnie wybałuszałam oczy, aż w końcu doszłam do wniosku, że film nie jest ekranizacją, a jedynie luźną adaptacją i nie ma sensu tropić kolejnych różnic. Zwłaszcza, że książka sama w sobie jest świetna i znacznie lepsza od wersji ekranowej.


Rok 1976. Przed czterema laty wraz z szalejącymi burzami piaskowymi, świat ogarnęła epidemia, na skutek której martwi powrócili z grobów, a żywi zmienili się w spragnione krwi wampiry. Z niewyjaśnionych powodów Robert Neville jako jedyny pozostał odporny na działanie wirusa i zmuszony oglądać śmierć żony, córeczki oraz wszystkich dookoła, wypowiedział krwiopijcom wojnę. Jego samotna walka o każdy kolejny dzień trwa już cztery lata i dopiero teraz, dzięki przeprowadzonym badaniom i eksperymentom, Neville odkrył, że przyczyną epidemii jest nieznana wcześniej bakteria. Jednak czy po tak długim czasie ma to jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Matheson udowodnił, że wampiry nie muszą kryć się jedynie w mrocznych, gotyckich zamczyskach (o ich wersjach młodzieżowych nie będę nawet wspominać). Z jednej strony wyposażył je w wiele znanych powszechnie atrybutów, z drugiej jednak wprowadził własne, naukowe wręcz pomysły, które pozwalają uwierzyć w to, że wampiryzm nie musi być wcale wytworem wyobraźni.

Codzienna, samotna walka Neville’a wampirami, jego skazane na porażkę próby pogodzenia się ze śmiercią najbliższych oraz zwykła potrzeba poczucia bliskości innego żywego stworzenia nie pozwala pozostać obojętnym. Nie ma tu wzniosłych słów, wręcz przeciwnie, autor posługuje się językiem prostym, czasem wręcz nieco topornym, ale nadaje to całości jedynie bardziej wiarygodnego wydźwięku. A zakończenie… cóż, z ręką na sercu przyznaję, że dawno, BARDZO dawno nie byłam tak zaskoczona, jak przy niezwykłym zwrocie akcji pod koniec powieści.

Trudno jest uwierzyć, że książka powstała równe sześćdziesiąt lat temu, równie dobrze mogłaby ukazać się dopiero wczoraj. Czyta się ją świetnie, a pisarze tak chętnie tworzący obecnie powieści postapokaliptyczne powinni brać z Mathesona przykład. Aby stworzyć opowieść, która z jednej strony wywoła ciarki, a z drugiej wzruszy i trafi prosto w serce – jednym słowem wywoła całą gamę skrajnych, a jednocześnie uzupełniających się emocji – wcale nie potrzeba setek stron. „Jestem legendą” liczy ich niewiele ponad dwieście, jej lektura zajmuje jedno popołudnie, ale w pamięci pozostaje na długo. P O L E C A M!


16 komentarzy:

  1. Film oglądałam, a do książki jeszcze się nie zabrałam, ale na pewno to zrobię, choćby dlatego szokującego zakończenia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromny plus za zakończenie dlatego, że zaskakuje i jest, powiedziałabym, bardzo realistyczne.

      Usuń
  2. A to zaskoczenie, nie miałam pojęcia, że ten film jest na podstawie książki. Musze ją zgarnąć w najbliższym czasie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak samo jak Adriana B, nie miałam pojęcia, że istnieje książka... film był super, więc może książkę też przeczytam ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Również nie wiedziałam, że jest książka na podstawie której powstał film. Z chęcią sięgnę po ten tytuł, coś czuję że to będzie świetna lektura

    PS Mój bloga działa już pod nowym adresem, wpadnij, pojawił się nowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Potwierdzam - świetna lektura i wcale niekoniecznie dla miłośników post-apo. W tym przypadku sądzę, że każdy czytelnik byłby zadowolony z poświęconego jej czasu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy chyba nie... mojemu tacie by się raczej nie spodobała :P

      Usuń
    2. No weeź, nie powinnaś tak wątpić w tatę :D

      Usuń
    3. Nie wątpię! Po prostu on uznaje tylko książki historyczne ;)

      Usuń
  6. Też nie wiedziałam, że jest taka książka :) Film podobał mi się, więc rozejrzę się również za książką.

    OdpowiedzUsuń
  7. Krótko - cieszę się, że tak Ci się ta książka spodobała;)
    A umieszczenie na okładce kadru z filmu nie było zbyt trafionym pomysłem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało tego - opis na okładce to opis fabuły filmu, a nie powieści... Żenada...

      Usuń
  8. Film mi się baaaardzo podoba (wiadomo - Will) :) do książki mnie przekonałaś :)


    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Książkę przeczytałem już dawno temu i zrobiła na mnie OGROMNE wrażenie. Wizja świata, kreacja bohatera, jego walka o przetrwanie w zniszczonym świecie. No i przede wszystkim FE-NO-ME-NAL-NE zakończenie. Miód. Później niestety skusiłem się na ekranizację, którą każdemu szczerze odradzam. Jeśli ktoś nie miał jeszcze tej wątpliwej przyjemności, radzę nigdy nie brać się za tego gniota (bo tylko takie słowo do tego dzieła pasuje, jeśli ktoś już wie na kanwie jakiej historii to coś powstało)

    Tylko wersja papierowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, gdybym najpierw przeczytała książkę, a potem sięgnęła po film, głosiłabym to samo, co Ty. ALe u mnie kolejność była odwrotna i film mi się spodobał. Dopiero teraz widzę, że nieporozumieniem jest nazwać go ekranizacją powieści Mathesona...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...